Poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Książka szkolna
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru8/2006
Koniec 2005 i pierwsze półrocze 2006 roku były dla książki szkolnej bardzo nerwowe. Zapowiedź z kampanii wyborczej zwycięskiej partii – Prawa i Sprawiedliwości – o tym, że ceny podręczników zostaną obniżone, znalazła się wśród priorytetów resortu edukacji objętego najpierw przez ministra z Prawa i Sprawiedliwości, a potem koalicyjnego partnera w rządzie – z Ligi Polskich Rodzin. Długo trwały negocjacje z wydawcami prowadzone przez wiceministra Jarosława Zielińskiego reprezentującego PiS, który domagał się obniżenia cen podręczników szkolnych o 50 proc. Ostatecznie uzgodniono, że podręczniki mogą być w sezonie 2006/2007 tańsze o 25 proc. Dyrektorów szkół zobowiązano do organizowania kiermaszy i zamówień, podręczniki miałyby pozostawać na użytek szkoły i służyć następnym rocznikom uczniów. Nie określono, kto będzie nadzorował przestrzeganie porozumienia, na jakich zasadach dyrektorzy szkół mają organizować zakupy i jak doprowadzić do obniżki cen o 25 proc. Wraz ze zmianami w rządzie pojawił się jednak nowy pomysł, tym razem firmowany przez ministra Romana Giertycha, program „Tani podręcznik”. Zakłada on, że zamiast kupować podręczniki rodzice będą uiszczać opłaty na rzecz szkoły, a placówki oświatowe dokonają zakupów i podręczniki będą służyły kolejnym rocznikom. Obydwa projekty spotkały się z protestami środowisk wydawców i księgarzy. W rezultacie politycznych zawirowań opóźnił się w 2006 roku sezon sprzedaży podręczników. Gdzie ciąć koszty To jednak nie koniec reformatorskich zamierzeń. Polityczni decydenci chcą ograniczyć ofertę tytułową. – Zagwarantowane ustawą Karta Nauczyciela prawo wyboru podręcznika przez nauczycieli zostanie zachowane, ale być może wybór ten nie będzie tak szeroki jak dotychczas – informował w czerwcu 2006 roku wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski. Trwają prace nad kolejnymi zmianami dotyczącymi zdawania matur. Od 2009 roku uczniowie obowiązkowo będą zdawali matematykę. Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało obniżenie wieku rozpoczęcia obowiązkowej nauki oraz wprowadzenie od pierwszej klasy informatyki i języka angielskiego. Do dyskusji na temat obniżania cen podręczników i ograniczenia wolnej konkurencji na rynku szkolnym Sekcja Wydawców Edukacyjnych PIK zaangażowała znanych ekonomistów. Warto tu zacytować analizę doktora Richarda Mbewe, głównego ekonomisty Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej Domu Maklerskiego: – Patrząc na strukturę kosztów wydawania podręcznika, dojdziemy do wniosku, że najważniejszy koszt stanowią marże handlowe dla hurtowni i księgarni – 35 proc., druk – 20 proc., prawa autorskie – 20 proc., marketing i promocja – 10 proc., zyski wydawcy – 10 proc. A zatem, jeśli cena podręcznika ma spaść o 50 proc., jakby chciało ministerstwo, należałoby szukać, gdzie ciąć koszty. Ten, kto podejmie się takiego zadania, będzie miał trudności, dlatego że obniżenie marży handlowej dla hurtowni i księgarni nie jest możliwe, gdyż mają one wysokie koszty stałe, takie jak wynajęcie pomieszczenia w reprezentacyjnym miejscu w mieście, gdzie czynsze są wysokie. Z kolei, obniżenie tantiem dla autorów spowoduje spadek jakości napisanych książek ze względu na to, że autorzy będą szukali innych sposobów zarabiania niż pisanie podręczników. Drukarnie mają obecnie problemy wynikające z tego, że na rynku tym panuje bardzo duża konkurencja i obniżenie ich marży doprowadzi do bankructwa lub spadku jakości oferowanej usługi. Można zaoszczędzić na marketingu i promocji, ale to tylko 10 proc. Mało tego, mawia się, że reklama jest dźwignią handlu i w związku z tym wydawcy i tak poszukają innych sposobów „przemycania” kosztów marketingu i promocji do ceny podręcznika. W związku z powyższym, pozostaje zagadką, jak ministerstwo zamierza osiągnąć 50-proc. spadek cen podręczników. Taka sytuacja oznacza niezrozumienie zasad działania mechanizmów rynkowych, zarówno przez ministerstwo jak i samych rodziców. Tak jak rodzicom brak wiedzy ekonomicznej można wybaczyć, tak w przypadku ministerstwa jest to raczej trudne. Kiedy politycy proponują nierealne obniżenie cen podręczników o 50 proc., rodzice mają prawo przyjąć pomysł z zadowoleniem. Nikt z polityków nie bierze jednak pod uwagę skutków takiego posunięcia: spadku jakości podręczników, wzrostu bezrobocia wynikającego z tego, że księgarnie, drukarnie, czy wydawcy zbankrutują, a także dodatkowych kosztów dla budżetu. Odnośnie tych ostatnich: wychodzi na to, że bez dotacji ministerstwa do produkcji podręczników nie można osiągnąć cen niższych o połowę. Wymagać to będzie zwiększenia wydatków rządowych, co z kolei nie wpłynie korzystnie na budżet. A skoro Polska jest członkiem Unii Europejskiej, to czy Komisja Europejska nie będzie miała problemu, że w naszym kraju nie pozwala się na pełne funkcjonowanie mechanizmów rynkowych i dokonuje niezdrowej ingerencji w rynek? Rynek skurczy się Na zlecenie Sekcji Wydawców Edukacyjnych przeprowadzono badania na reprezentatywnej grupie 1 079 osób, z których wynika, że 66,4 proc. kupujących podręczniki na pierwszym miejscu stawia ich jakość merytoryczną. Tylko dla 24,4 proc. ważniejsza była cena. W badaniu pojawiło się jeszcze jedno pytanie: Czy państwo powinno przyjąć na siebie obowiązek pomagania biednym rodzinom w zakupie podręczników szkolnych? Ponad 90 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco. – Nie uszczęśliwiajmy nikogo na siłę! Przecież wiadomo, że walka o coraz niższe ceny doprowadzi do spadku jakości podręczników, a co za tym idzie jej walorów edukacyjnych, a – jak pokazują badania – rodzice tego nie chcą. W tej chwili podręczniki są na europejskim poziomie i nie ma powodu, aby to zmieniać – komentuje wyniki tych badań Marek Jakimowicz, dyrektor ds. sprzedaży w wydawnictwie Pearson Education. Z kolei z badań CBOS wynika, że na początku roku szkolnego statystyczny rodzic wydał na książki 232 zł plus 251 zł na inne przybory szkolne, kapcie, worek, strój gimnastyczny itp. Według danych GUS, na podręczniki i przybory nie stać rodziców aż 1/4 uczniów podstawówek. – Wartość rynku nowych podręczników rocznie ocenia się na ok. 620 mln zł. Ktoś wyliczył, iż roczna wartość rynku korepetycji w Polsce przekracza 840 mln zł – przekonuje Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki. Tymczasem niezależnie od dyskusji nad cenami podręczników i modelem ich dystrybucji oraz dopuszczania do użytku szkolnego – rynek ten systematycznie się kurczy. W 2005 roku przychody spadły o 3,1 proc. i wyniosły (bez publikacji importowanych do nauczania języków obcych) 620 mln zł. W porównaniu z rokiem 2003 spadek wynosi już 4,6 proc., tj. 30 mln zł, a można prognozować, że w 2006 roku rynek skurczy się o podobną wartość i to bez obniżek cen podręczników, których domaga się resort edukacji. Przeganianie WSiP Z największych wydawców podręczników szkolnych jedynie Nowa Era notuje w ostatnich latach stałe wzrosty sprzedaży, ale osiąga to w dużej mierze dzięki przejmowaniu firm konkurencyjnych. W 2002 roku Nowa Era przejęła powiązane rodzinnie wydawnictwo Arka, co pozwoliło wówczas na ogromny – 66 …
Wyświetlono 25% materiału - 1002 słów. Całość materiału zawiera 4010 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki