Sobota, 27 czerwca 2026
Rozmowa z JOANNĄ GIERAK-ONOSZKO, prezeską Stowarzyszenia Unia Literacka
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeruBiblioteka Analiz nr 668 (12/2026)
Czy warto się stowarzyszać? Oczywiste, że warto. Razem jesteśmy silniejsi. Patrzę na Unię Literacką jak na chór solistów, a głosy połączone brzmią dużo silniej, dużo mocniej. Nawet najpiękniejsza barwa, jeżeli jest jedna, może zginąć w natłoku innych dźwięków. Jako chór bardzo wyrazistych osobowości, mocnych głosów, jesteśmy dużo lepiej słyszalni i dużo bardziej widoczni. Czasem media mówią o nas, że jesteśmy związkiem zawodowym osób piszących, ale to metafora odnosząca się do tego, czym się zajmujemy, bo rzeczywiście działamy na rzecz zmiany warunków pracy twórczej, także w obszarze regulacji. Nie możemy jednak założyć związku zawodowego pisarzy, nie jesteśmy bowiem zatrudnieni w oparciu o umowę o pracę. Wybraliśmy więc formę stowarzyszenia – jesteśmy jednocześnie stowarzyszeniem amatorów, to znaczy osób, które kochają książki, ale też profesjonalistów, czyli ludzi, dla których pisanie jest zawodem. Unia Literacka jest więc hybrydą. Z jednej strony zajmujemy się twórczością, ale z drugiej strony dbamy o sprawy bytowe. Nasza działalność obejmuje ten ekonomiczny i legislacyjny wymiar pracy pisarek i pisarzy i to odróżnia nas od innych grup literackich, jak choćby Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, PEN Club czy Związek Literatów Polskich – zasłużonych, niezwykle cennych, jeżeli chodzi o kapitał intelektualny i kulturowy, organizacji, które jednak zajmują się innymi aspektami twórczości niż Unia Literacka. My łączymy się po to, żeby pomagać sobie na tej niwie zawodowej, kształtować ramy prawne, integrować środowisko, sięgając także poza najbliższe, znajome otoczenie. Jest was około 320 osób, co jak na organizację działającą od 2018 roku jest bardzo dobrym wynikiem. Chciałem zapytać o relacje ze Związkiem Literatów Polskich i Stowarzyszeniem Pisarzy Polskich. Czy widzicie sens współpracy lub utrzymywania bliższych kontaktów z tymi organizacjami? A może siła środowiska skupionego wokół Unii Literackiej – pisarzy nieco młodszego pokolenia – jest już na tyle duża, że możecie skutecznie działać samodzielnie i nagłaśniać własne inicjatywy? Wspomniane organizacje mają ugruntowaną pozycję, działają od lat w dość stabilny sposób. Tymczasem Unia Literacka od początku była bardziej dynamiczna i aktywna w przestrzeni publicznej. Pamiętam choćby zaangażowanie Zygmunta Miłoszewskiego, który poświęcał dużo czasu na promowanie działań Unii Literackiej. W ciągu 2025 roku liczba członków Unii podwoiła się. To jest niesamowity przyrost, jeżeli chodzi o budowę masy krytycznej. Wiemy, że zawdzięczamy to w dużej mierze postawie Joanny Kuciel-Frydryszak, autorki „Chłopek” – wówczas członkini Unii, dziś członkini zarządu naszego stowarzyszenia – która zaczęła głośno mówić o kwestiach wynagrodzeń, kwestiach symetrii czy raczej braku symetrii w relacjach między wydawcami a autorami. To był taki punkt zwrotny, który spowodował, że mnóstwo polskich pisarzy i pisarek zaczęło zastanawiać się nad warunkami pracy twórczej. Pochylili się krytycznie nad swoimi własnymi umowami. To był też moment godnościowego przebudzenia. Skoro uznana i szeroko czytana pisarka, jak Joanna, miewa trudności w relacjach z wydawcą i czuje się nieadekwatnie wynagradzana i mówi o tym głośno, to także inni pisarze zyskali siłę do tego, żeby renegocjować warunki współpracy z wydawcami. Rzeczywiście, nie narzekamy na brak zainteresowania mediów sprawami, które są dla Unii Literackiej fundamentalne. Jesteśmy stowarzyszeniem bardzo operatywnym i widocznym w sferze medialnej i w sferze publicznej. Nie zgadzamy się z dawnym, romantycznym mitem, który zakładał, że pisarz powinien siedzieć na strychu, skrobać piórem, obcować z muzami i czekać na natchnienie. W dzisiejszych czasach, kiedy ekonomia rynku książki się tak bardzo zmienia, pisarz nie może być tym najsłabszym, najmniej zauważonym ogniwem łańcucha wartości w obiegu literatury. Być może twórcy literatury są najbardziej wrażliwym, ale pewnie nie najsłabszym elementem rynku książki. Dlatego nie tylko uprawiamy twórczość, ale też o niej mówimy, zarządzamy tą twórczością. I tak jak pan powiedział, odróżniamy się trochę w naszej działalności od innych stowarzyszeń pisarskich, natomiast nie pozostajemy z nimi w konflikcie. Raczej widzimy sporą przestrzeń do tego, żeby komplementarnie z nimi działać. Proszę zauważyć, że nawet w Unii Literackiej mamy bardzo duże zróżnicowanie gatunków literackich, talentów i osobowości. Do Unii należą przecież i Olga Tokarczuk, i Remigiusz Mróz, i Grzegorz Kasdepke, i Olga Gitkiewicz. Bardzo trudno – w tym środowisku, które jest zbudowane na wyrazistych osobowościach, na talentach, na indywidualizmie twórczym – jest działać jako monolit. Nawet tego nie próbujemy. Dlatego uwzględniamy tę różnorodność głosów, a jednocześnie nieustająco podkreślamy znaczenie wspólnego mianownika, szukamy tego, co jest dla nas w Unii wspólne, patrzymy szerzej. Czyli jeżeli różnimy się w ocenie pewnych zjawisk z SPP czy z ZLP, to jednak są pewne fundamentalne kwestie, wobec których jesteśmy zgodni. I to jest fundament, na którym chcemy budować. Jesteśmy w bieżącym kontakcie z naszymi kolegami z innych stowarzyszeń, także po to, żeby pokazać na zewnątrz, że środowisko, nawet jeżeli różni się w szczegółach, to w tych rudymentarnych sprawach mamy wspólną perspektywę. Dlatego bardzo uproszczone i krzywdzące były dla nas wszystkich osądy medialne, które budowały sztucznie konflikt pomiędzy naszymi stowarzyszeniami. Nawet jeżeli trwa między nami gorąca dyskusja, nawet jeżeli w wielu sprawach się nie zgadzamy, to jednak jako środowisko mamy mnóstwo wspólnych celów. Oczywiście różnią nas doświadczenia, różnią nas dorobek i wiek. Natomiast uważamy, że możemy się uzupełniać i czerpać od siebie nawzajem, a nie pozostawać ze sobą w konflikcie. Polaryzacja nie służy konstruktywnym działaniom. Z tego, co pani mówi, najważniejsza dla pisarza jest umowa z wydawcą. Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury ma gotowy wzór umowy. Czy wy próbowaliście stworzyć taki fundament? Takie wzory już teraz są dostępne, nie tylko dla naszych osób członkowskich. Unia Literacka, z inicjatywy Barbary Sadurskiej, nie tylko pisarki, ale też prawniczki i członkini zarządu naszego stowarzyszenia, realizuje cały program porad prawnych. Organizujemy dyżury prawników, którzy konsultują sprawy, z jakimi zgłaszają się członkowie i członkinie stowarzyszenia. Co ważne, czynią to na zasadach pro bono. Podkreślam to, bo Unia nie jest izbą gospodarczą, działamy społecznie. Bywa, że trafiają do nas także osoby spoza Unii, nawet spoza środowiska literackiego, do których dotarły informacje o systemowej pomocy prawnej, którą otaczamy członków naszego stowarzyszenia. Ale działamy nie tylko dla osób należących do Unii Literackiej. Mnóstwo inicjatyw, które podejmujemy, jest kierowanych do ogółu środowiska literackiego. I właśnie umowy modelowe, które są ogólnie dostępne na naszej stronie, są otwarte dla wszystkich. To są umowy konsultowane przez zewnętrznych prawników, którzy mają duże doświadczenie na rynku literackim. W proponowanym przez nas brzmieniu te umowy stawiają na symetrię stron, bo są oparte na kodeksie cywilnym, który taką równowagę zakłada. Czyli obie strony mają równe pozycje negocjacyjne. Tymczasem bardzo często autor z powodu braku wiedzy nie jest w stanie zrozumieć nie tylko treści, ale przede wszystkim daleko idących konsekwencji umowy, którą podpisuje. To go nie tłumaczy w żaden sposób, natomiast praktyka pokazuje, że przewaga w dostępie do informacji działa na korzyść wydawców, a nie autorów. I rzeczywiście większość tych kwestii spornych i wyzwań, które dotykają autorów, jest związana z umowami wydawniczymi. Bowiem to właśnie umowa wydawnicza jest kluczowym dokumentem, który warunkuje obecność autora na rynku i decyduje o jego udziale w obiegu literackim. Nawet jeżeli odwiedzamy biblioteki jako wypożyczający, jesteśmy gośćmi podczas spotkań autorskich i jeżeli przychodzimy do księgarń zrobić zakupy, żeby promować nasze książki, jeżeli uczestniczymy w festiwalach literackich jako publiczność i jako uczestnicy debat, to i tak tą przepustką na rynek literacki jest dokument pierwotny, czyli umowa wydawnicza, która reguluje wszystkie inne następcze kwestie. Dlatego niestety te wszystkie zastrzeżenia i bolączki, które się z tym wiążą, ogniskują się w relacjach z wydawcą. My, autorzy, nie podpisujemy umów z księgarzami, nie mamy żadnych odrębnych regulacji z bibliotekami, z dystrybutorami, z hurtowniami. To właśnie wydawca jest tym podmiotem, któremu powierzamy swoją twórczość. Wydawcy i autorzy są sobie potrzebni. Spory, przede wszystkim te sztucznie generowane, nam nie służą. Jesteśmy ze sobą ekonomicznie sprzężeni, mamy wiele wspólnych interesów. Powinniśmy więc współpracować. Świetnym przykładem jest z początku szorstka, a teraz bardzo owocna współpraca Unii Literackiej z Polską Izbą Książki. Wyznaczyliśmy punkty styczne dla obu organizacji, działamy ramię w ramię i pomagamy sobie tam, gdzie jest to możliwe. Korzystają nie tylko obie strony, autorzy i wydawcy, ale także czytelnicy. Z podziwem patrzę, jak ta współpraca, przy zaangażowaniu obu stron, się rozwija i jestem naprawdę dumna, że doprowadziliśmy do rozmów, a potem do działania. Życzę każdej branży takiej umiejętności budowania porozumień, jak w tym przypadku. Postulujecie, żeby liczyć wynagrodzenie autora od cen detalicznych, ale w Polsce co najmniej 20 proc. wydawców, jak nie więcej, nie podaje ceny detalicznej. I żeby sprawdzić, czy wydawca jest rzetelny, możemy sięgać tylko do faktur, tyle że na fakturach są ceny sprzedaży. Czy da się w naszym kraju wprowadzić taką zmianę? Jeszcze króciutki powrót do poprzedniego pytania o umowy modelowe. Unia Literacka i Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury podpisało tzw. Konwencję Krakowską razem z innymi instytucjami. To dokument, który w sposób miękki reguluje relacje między wydawcą a autorem, wprowadza dobre praktyki. W zamierzeniu przyjęte w ten sposób rozwiązania powinny stać się standardem w branży. Ale proszę zauważyć, że wśród sygnatariuszy nie ma dużych domów wydawniczych. Na zachowanie symetrii stron zgodzili się przede wszystkim mali wydawcy. Podpisania Konwencji Krakowskiej odmówili najwięksi wydawcy, co jest symptomatyczne. Wracając do ceny detalicznej. Rozmawiamy w przededniu opublikowania projektu ustawy o ochronie rynku książki. Projektu ustawy matki, kluczowego dla polskiego rynku książki. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego założenia do ustawy ogłosiło jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Od tej pory, mimo wielkiej presji społecznej, nie podzieliło się konkretami. To chyba najbardziej tajna ustawa współczesnej Polski – a przecież poprzedzona wieloma badaniami, raportami i szerokimi konsultacjami. Czekamy, aż ten dokument będzie jawny, bo spodziewamy się, że będzie to rewolucja. Rewolucja odmiennie odbierana przez różne strony, jednak będzie to dokument przełomowy, na który czekamy jako środowisko 30 lat. Dużo osób wypowiada się negatywnie o projekcie, którego jeszcze nie ma. Przede wszystkim to przedstawiciele wydawnictw. Ja, jak i środowisko pisarskie nie znamy jeszcze treści tego projektu. Znamy ogólne założenia, którymi podzieliło się Ministerstwo Kultury. Resort kolejny już raz przesuwa wskazywane przez siebie terminy publikacji. To jest regulacja, która w swoim zamierzeniu ma uporządkować rynek książki. Jeżeli wejdzie w życie, to zmieni status quo, które dla jednych jest wygodne, dla innych nie do przyjęcia. Pojawiają się głosy, że ustawa nie będzie kompletna, że choć zmiana jest nieuchronna, to nie powinna być przeprowadzana teraz. To refren, który ma odwlec to, co należało przeprowadzić wiele lat temu. Polski rynek książki jest w stanie głębokiej, wielonarządowej niewydolności. Potrzebna jest intensywna terapia. Mamy diagnozę, mamy tzw. drugie opinie, wiemy, co nie działa. Znamy też – sprawdzone na innych rynkach – remedia. Znamy protokół leczenia. To nie są eksperymenty, ale wypróbowane w innych krajach sposoby interwencji kryzysowej. Mamy więc z jednej strony stan zapaści, z drugiej – dostępne, skuteczne terapie. A wracając do tych założeń, które opublikowało Ministerstwo, jednym z trzech filarów tego projektu ma być raportowanie sprzedaży. Proszę zauważyć, że na ostatniej gali nagród Bestsellery Empiku Wojciech Smarzowski dostał nagrodę za film „Dom dobry” i powiedział, że jest wdzięczny tym trzem milionom widzów, którzy poszli do kina i obejrzeli jego film. Box office jest miernikiem sukcesu. Dystrybutorzy kinowi wiedzą, ile biletów na dany obraz zostało zakupionych. Natomiast analogiczne dane dla rynku książki nie są publikowane. Każdy może umieścić na okładce napis „Bestseller”, bo nie ma w tej chwili narzędzia, by to zweryfikować. To nieuczciwa praktyka, bo wprowadza czytelnika w błąd. A jako czytelnicy mamy prawo wiedzieć, czy rzeczywiście książka, po którą sięgamy, jest jednym z najlepiej sprzedających się tytułów, czy to tylko zabieg promocyjny. Powinniśmy oddzielić reklamę od informacji. Czytelnik zasługuje na uczciwość. Podobnie zresztą jak autor i wydawca, którzy powinni mieć możliwość prostej weryfikacji nakładów i sprzedaży swoich książek. Postulowaliśmy tę zmianę i w resorcie kultury, i w resorcie finansów. Czasem żartujemy, że wysokość nakładów i sprzedaż książek w Polsce są jeszcze bardziej tajne niż sprzedaż broni. My nie jesteśmy ciągle do tego przygotowani, chyba że dostaniemy narzędzie, dlatego, że jesteśmy rozdrobnieni. Od dużych wydawców da się zdobyć informacje, ale od małych oficyn i od księgarń, gdzie jeszcze bywa, że nie liczy się przez komputer, wydaje się to trudne do wyegzekwowania. Ale jak mówią optymiści – wszystko jest możliwe. To jest możliwe i poszliśmy w tej sprawie właśnie do Ministerstwa Finansów. Uznaliśmy, że kultura, która jest sprzężona z polską racją stanu jako soft power, jako narzędzie wywierania wpływu, jest też na orbicie zainteresowań nie tylko Ministerstwa Kultury, ale też resortów strategicznych, finansów i gospodarki. Także dlatego, że dobra kultury generują przychód dla budżetu państwa. Ministerstwo Finansów ma w czasie rzeczywistym dostęp do sprzedaży książek poprzez system kas fiskalnych. W uproszczeniu można powiedzieć, że informacja o każdej książce opatrzonej numerem ISBN, która jest sprzedawana w sposób rejestrowany, trafia od razu do Ministerstwa Finansów, nie pod koniec miesiąca, nie w jakimś raporcie zbiorczym, tylko natychmiast. Więc te dane są agregowane, tylko trzeba je umieć wydobyć i pokazać. I Ministerstwo Finansów w porozumieniu z Ministerstwem Kultury przymierza się do tego, żeby taki mechanizm powstał. Unia Literacka od dawna apeluje, aby robiła to albo Biblioteka Narodowa, albo Główny Urząd Statystyczny. GUS ma lepsze narzędzia i jest lepiej przygotowany technologicznie, żeby te dane agregować i publikować. Chodzi o to, żeby Ministerstwo Kultury zleciło powstanie systemu, który pozwoli autorom logować się i sprawdzać sprzedaż swoich książek, a wydawcom monitorować sprzedaż swoich nakładów. To będzie system, który sprawi, że obrót książką w Polsce będzie dużo bardziej przejrzysty. Nie będzie zaginionych faktur, nie będzie zgubionych rachunków, nie będzie problemu pani księgowej, która poszła na urlop i zapomniała o przekazaniu informacji czy o opłacaniu faktury. Przejrzystość tego systemu jest zbieżna z KSeF, dlatego że cyfryzuje się cały obrót towarowy w Polsce. Książka też temu podlega. Natomiast KSeF przede wszystkim jest narzędziem kontroli fiskalnej, a tutaj mówimy o obrocie książką. Nowy system ma pokazać, ile tytułów jakiego wydania zostało sprzedanych lub …
Wyświetlono 25% materiału - 2198 słów. Całość materiału zawiera 8793 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się