Piątek, 13 marca 2026

Tym razem po bibliotece nie oprowadza nas właściciel, a jego córka. O księgozbiorze swojego ojca Wiktora opowiada Natalia Woroszylska. Gdy szuka się w internecie informacji o pisarzu, oprócz biogramu pojawi się jego fotografia na tle bogatej biblioteki. Patrząc na zdjęcie z przeszłości i zdjęcie wykonane obecnie, można przeżyć swego rodzaju déjà vu. Wiktor Woroszylski zmarł w 1996 roku, jego żona – w 2002, a biblioteka trwa w mieszkaniu na Żoliborzu od 1968 roku. Prawie w niezmienionej formie, przynajmniej wizualnie. Córka Natalia, która opiekuje się spuścizną pisarza, wprowadziła jedynie drobne modyfikacje. Lekko odchudziła dwa rzędy książek, uszczupliła do jednego, ale styl układania, przemieszanie pionu z poziomem, pozostał. Gabinet Biblioteka jest imponująca, ale dla spadkobiercy to wyzwanie, kłopot, a przede wszystkim obowiązek. Więzi rodzinne są dobrem, ale wcale nie muszą dotyczyć biblioteki. – Dołożyłam pojedyncze książki Leszka Kołakowskiego, które wyszły po śmierci ojca. Filozof był dla niego ważny. Przyjaźnili się przez całe życie. To z jego powodu ojciec w 1966 został wyrzucony z PZPR – w proteście przeciwko usunięciu Kołakowskiego z partii – i sam został objęty zakazem druku. Zlikwidowany przy okazji koniecznego remontu drugi rząd książek trafił do piwnicy. A i tak biblioteczna ściana robi wrażenie. Cztery szerokie i wysokie regały dają przestrzeń na ponad 15 mkw. bibliotecznej spuścizny. – Jeszcze była głęboka półka naprzeciwko, którą przy okazji remontu przepiłowano w poprzek. Ojciec miał spis księgozbioru z głębokiej półki, nie umiem go znaleźć. Na pewno nie wyrzuciłam. Natalia Woroszylska przyznaje, że o wielu szczegółach z życia ojca dowiaduje się z pisanych przez niego dzienników, a głównie z listów. – Pisał, bo taką odczuwał potrzebę. Ojciec uważał, że jego zapiski będą kiedyś dokumentem dla badaczy epoki, raczej nie myślał o ich publikacji. Zapisków ma w domowym archiwum sporo. Zapakowane są w pudła. W dużym mieszkaniu nie przeszkadzają. Na szczęście księgozbiór można dzielić, nie stanowi spójnej całości bibliofilskiej. Jest to księgozbiór osoby czytającej, zainteresowanej wieloma dziedzinami. Głównie literaturą rosyjską, klasyką z XIX wieku, z wieloma pozycjami w języku rosyjskim, bo Wiktor Woroszylski był też tłumaczem. Spędził cztery lata w Moskwie na studiach doktoranckich, w Instytucie Literackim im. Gorkiego. Państwo Woroszylscy przywieźli stamtąd mnóstwo książek, a po powrocie sprowadzali przy pomocy przyjaciół co ciekawsze pozycje. Znakomicie funkcjonowała też księgarnia z rosyjskimi książkami w Warszawie, zaopatrzona często lepiej niż książnice moskiewskie. Swego czasu Rosjanie przyjeżdżali tu w poszukiwaniu niedostępnych u nich tytułów. Natalia pokazuje pojedyncze egzemplarze pism, w których publikował Majakowski, wiele książek z dedykacjami. Do cennych zbiorów należy książka z dedykacją od Aleksieja Kruczonycha i innych rosyjskich poetów, klasyków i awangardzistów. Woroszylski był nie tylko tłumaczem, ale i popularyzatorem literatury rosyjskiej. Przekładał utwory i listy Zoszczenki, Majakowskiego, Sołżenicyna, Brodskiego, Awierincewa. Wydał powieść o Sałtykowie-Szczedrinie, biografię Włodzimierza Majakowskiego, Sergiusza Jesienina (wspólnie z Elwirą Watałą) i Aleksandra Puszkina. Zwieńczeniem jego translatorskiej pracy w dziedzinie poezji rosyjskiej są „Moi Moskale”, pozycja zawierająca ponad 200 przekładów 65 poetów, oraz osobiste notki o ich autorach. Z czasu studiów miał wielu znajomych, m.in. poetów Jewgienija Jewtuszenkę, Władimira Sokołowa, Nauma Korżawina, poznał pisarza Fazila Iskandera, zetknął się z czuwaskim i rosyjskim poetą Giennadijem Ajgim. O wielu z nich Natalia słyszała od ojca i zapamiętała scenę: – Ojciec idzie z Jewtuszenką i rozmawiają o poezji. A Ajgi za nimi, przysłuchuje się. Kilka lat później Ajgi przysłał Woroszylskiemu maszynopis z wierszami, które go zachwyciły i kilka z nich przetłumaczył, co dało początek międzynarodowemu sukcesowi poety. Zaczęła się ich przyjaźń. Wymieniali się listami, pomagali sobie. Bez pomocy Ajgiego książka o Majakowskim nie mogłaby powstać. Poeta, który pracował wówczas w Muzeum Majakowskiego, przysyłał fotokopie, dokumenty lub przepisywał ręcznie, wypożyczał książki. To Ajgi odkrył przed Woroszylskim Oberiutów i Charmsa. Skrajny regał, który otwiera bibliotekę, zapełniony jest literaturą polską. Prozą, poezją i różnego rodzaju opracowaniami. Układ pion-poziom, który zwrócił moją uwagę, wynika z prozaicznego powodu. Tak mieściło się więcej książek. Dużo słowników, opracowań z historii, historii literatury. Jest i Wielka Encyklopedia Powszechna, która choć nie przedstawia wielkiej wartości, ma tu swoje miejsce. Natalii zdarzyło się z niej korzystać. Na kolejnych regałach królują literatura niemiecka, francuska i historia obu literatur. W obu językach. Wiktor Woroszylski urodził się w Grodnie, tam spędził dzieciństwo, wojnę. Grodno przechodziło z rąk do rąk. Gdy odchodzili Sowieci, zostawili książki rosyjskie. Zbierał je z ulicy i tak poznał rosyjską klasykę. Często mówił o tym w wywiadach. Jest i regał z Amerykanami: Hemingway, Dos Passos, Salinger, Faulkner. Z boku wciśnięte tomiki z poezją Stanisława Barańczaka, które nie zmieściły się w dziale z literaturą polską. Natalii trudno jest odpowiedzieć, co lubił czytać ojciec. To się zmieniało. Był ciekaw różnych tematów i ludzi. W jednym z wywiadów opowiadał, jak ważna była dla niego „Mała apokalipsa”, którą czytał jeszcze w maszynopisie. – Kupował książki, także i dlatego, że potrzebował ich do pracy, np. przez wiele lat prowadził w „Zwierciadle” rubrykę „Album poezji miłosnej”. Kiedy był w internowaniu, moim obowiązkiem były regularne wizyty w księgarni i zakup książek dla niego, spod lady. Przeglądając listy ojca, znalazłam fragment, w którym chwalił mnie za umiejętność trafnych wyborów. Część tomów poezji Woroszylski dostawał od młodych poetów, tłumaczy, zbierał także PIW-owską serię „Biblioteka Poetów”, zwaną „celofanową”, istniejącą od 1956 roku. – Zachowałam tylko kilka pozycji, resztę pooddawałam. Woroszylski, działacz opozycji, zbierał gorliwie pozyskiwane najróżniejszymi kanałami towarzyskimi tzw. książki zakazane. – Czasami pełniłam rolę przedstawiciela ojca. Gdy nie mógł jeździć za granicę, bo nie dostawał paszportu, wtedy przywoziłam mu lektury z paryskiej księgarni z rosyjskimi książkami. Część zabierali na granicy, ale niektóre udawało się przeszmuglować. Choćby książki Michaiła Hellera, rosyjskiego intelektualisty, badacza historii najnowszej. Przeglądając literaturę rosyjską, można zauważyć wiele współczesnych samizdatów, czy raczej tamizdatów. Tamizdat ukazywał się nie w Związku Radzieckim, tylko na emigracji, głównie w Paryżu, Nowym Jorku, Tel-Awiwie. Tych w bibliotece najwięcej i stoją najwyżej. – Ostatnio szukałam dla mojego ciotecznego wnuka „Akwarium” Wiktora Suworowa i znalazłam wydanie z Londynu. Korytarz Aby pomieścić jak najwięcej książek, mama Natalii, Janina Woroszylska zaprojektowała sprytną dwufunkcyjną szafę do przedpokoju. Część przeznaczono na książki, drugą na ubrania, jej lustrzany układ znajdował się w pokoju małej Natalii, a zlikwidowana ściana pomiędzy nimi powiększyła przestrzeń dla książek. Pomysł na tyle dobry, że podczas remontu Natalia pozostawiła projekt, tylko wymieniła materiały budowlane. W obu częściach szafy stoją książki z biblioteki Wiktora Woroszylskiego. – Traktuję to jako obowiązek. Nie mogę ich wyrzucić. Od czasu do czasu próbuję je przekazać komuś w darze. Książki francuskie bezskutecznie oferowałam wydziałowi romanistyki. Część pamiętników powędrowała do znajomego, który się nimi zachwycił. Trochę niemieckich książek pojechało do mojego brata, który mieszka w Niemczech. Parę ciekawych pozycji wzięła przyjaciółka, tłumaczka Małgorzata Łukasiewicz. Ubyło tyle, że nie odczuwam tych uszczupleń. Natalia narzeka na brak logicznego porządku, ale zastrzega, że wie, co gdzie stoi. – Ojciec do mnie mówił: Nataliijko, znajdź mi to i to. Szłam i znajdowałam. Niestety, kiedyś zrobił porządki, wymyślił nowy układ i od tego momentu on i ja straciliśmy orientację. Miało być lepiej, a wyszło jak zawsze. Pamięta, że ojciec czytał jej to, co tworzył dla młodych czytelników. Jednak pierwszym słuchaczem takich utworów był starszy brat, Felek. Wszystkie wiersze dla dzieci są zebrane w tomie „O Felku, Żbiku i Mamutku”. Powieści dla dzieci i młodzieży „Cyryl, gdzie jesteś?” oraz „I ty zostaniesz Indianinem” też najpierw wysłuchiwał Felek. Główną krytyczką tekstów Wiktora Woroszylskiego była żona Janina. Natalia często uczestniczyła …
Wyświetlono 25% materiału - 1129 słów. Całość materiału zawiera 4519 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.













