środa, 3 lutego 2016
Rzecz o Sławomirze Mrożku
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru8/2015
Pierwszą pojawiającą się emocją jest zwątpienie. Czy można pisać o Mrożku, nie spotkawszy nigdy Mrożka? Ile znajomych mu osób, tyle opinii o autorze "Tanga". Wydany niedawno zbiór wspomnień "Mrożek w odsłonach. 39 opowieści z różnych miejsc i czasów" to wielkie kompendium zdań wzajemnie się wykluczających. Prawdziwa groteska. Jedni mówią "milczek", "mruk", a nawet "Ten Skąpy Skurwysyn Sławek Mrożek". Inni nie szczędzą pochwał: "dusza towarzystwa", "ciepły, wsłuchujący się w drugiego człowieka". Dualizm odczuć w stosunku do Mrożka jest zastanawiający, ale czy jak twierdzi wielu - tajemniczy? Artyści to ludzie dwubiegunowi. W końcu nie bez powodu najzabawniejszych z nas często uznajemy też za tych refleksyjnych i nieraz wewnętrznie smutnych. A mało który dramatopisarz potrafił tak dobrze operować humorem. Nie zawsze tak było. Jedną z pierwszych pasji urodzonego latem 1930 roku w Borzęcinie Mrożka była armia, a w dwudziestoleciu międzywojennym z Wojska Polskiego żartować nie było wolno. Późniejsze lata wojennej traumy też nie zachęcały do wybuchów radości. Życie po 1939 roku było - jak sam mówi w autobiografii - wejściem w nowy świat, który nastąpił po szybkim upadku poprzedniego. Niewątpliwie wojenny horror wpłynął na kształtowanie się charakteru młodego Mrożka, a więc także na jego dzieła, choć nie poprzez bezpośrednie nawiązanie do wydarzeń II wojny światowej. To wtedy zaczęło się trwające do śmierci "nieprzystosowanie ogólne". Nienawidzący zaszufladkowania Mrożek właśnie dlatego odrzucił chłopskie pochodzenie ojca, otrzymaną w szkolę łatkę inteligenta, a w ciągu kolejnych lat życia patriotyczne nadęcie, partyjne wazeliniarstwo i emigracyjną melancholię. Jego życiowy wybór padł na "Słonia", "Indyka", "Rzeźnię", a ostatnim słowem był "Baltazar". Na razie jednakże wciąż jesteśmy na polskiej ziemi - zniszczonej działaniami zbrojnymi, wyzwolonej (?) innymi działaniami zbrojnymi i szykującej się na kolejne u boku Wielkiego Brata. W nowej rzeczywistości Mrożek odnalazł się bez wielkich problemów natury moralnej, ale też bez nadmiernego entuzjazmu. Dramatopisarz nie miał w młodości ugruntowanych poglądów politycznych (choć tuż po wojnie brał udział w antyradzieckiej manifestacji), a chaos poznawczy dodatkowo utrudniały problemy natury osobistej. Skonfliktowany z ojcem, tęskniący za zmarłą w 1949 roku matką, niemogący znaleźć sobie miejsca na żadnym uniwersyteckim kierunku, cierpiał (podobnie jak większość ówczesnej krakowskiej młodzieży) wielką biedę. Z tamtych czasów zachowały się głównie wspomnienia o początkach, jak przyznają wszyscy z nim włącznie, nieszczególnie udanej kariery dziennikarskiej. Tak zwane błędy i wypaczenia Powojenny Kraków widział niewiele więzi tak silnych jak przyjaźń Sławomira Mrożka i Leszka Herdegena. To właśnie marzący o karierze aktorskiej Herdegen zapoznał na początku lat pięćdziesiątych Mrożka z ówczesnym mężem Wisławy Szymborskiej Adamem Włodkiem i towarzystwem ze Związku Literatów. Dzięki znajomości z Włodkiem talenty Mrożka zaczęły dojrzewać, a przyszły zawód powoli się krystalizować. Mania tworzenia drobnych rysunków satyrycznych, nieodpowiednia dla Akademii Sztuki Pięknych i Wydziału Architektury, przyniosła skutek w postaci stałej pracy w czasopiśmie "Szpilki". Z inicjatywy "komunisty entuzjasty" Włodka narodził się zaś pomysł na reportaż o Nowej Hucie, który miał ukazać się w "Przekroju". Mąż Szymborskiej na autora wybrał właśnie Mrożka. Niesławny reportaż, w którym powstanie Nowej Huty przedstawiane zostało jako bajkowy raj i początek świetlanej przyszłości nowej Polski stał się po latach przyczynkiem do wielu komentarzy. Duch groteski unosi się nad lekturą "Mrożka w odsłonach" najczęściej właśnie przy okazji tego reportażu. Wspominają o nim bowiem tylko ci, których zamiarem jest rozgrzeszenie autora z tego błędu młodości, zaś dawni znajomi, dla których w tamtych latach "zaróżowił się jak rzodkiewka" o Nowej Hucie milczą. Słusznie zakładając, że tematy tabu doskwierają sumieniu najmocniej. Sam Mrożek odniósł się do swej reporterskiej kariery i późniejszego wstąpienia w szeregi partii na kartach "Baltazara". W jednym z najciekawszych fragmentów autobiografii porównuje swoją sytuację do młodych Niemców werbowanych w szeregi Hitlerjugend, ciesząc się jedynie, że jako młody komunista w 1950 roku miał dużo mniejsze możliwości wyrządzania zła niż początkujący nazista w trakcie wojny. Zmarły niedawno Günter Grass, którego z Mrożkiem łączyła podobna wrażliwość i ironiczny humor, z pewnością by się zgodził. Wraz z postępującą sławą autor bez żalu zrezygnował i z nudzącego go dziennikarstwa, i z partii. Rysownicza współpraca Mrożka z "Przekrojem", zwłaszcza w kontekście jego relacji z redaktorem pisma Marianem Eilem urosła do rozmiarów legendy. Eile był bez wątpienia największym promotorem kultury w PRL -u, lecz lansowana po latach teza jakoby to właśnie redaktor "Przekroju" odkrył Mrożka wydaje się mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wychodzące w Krakowie pismo było niezwykle poczytne i z pewnością rozpropagowało modę na specyficzny humor Mrożka, ale patrząc z dzisiejszej perspektywy, miało to więcej negatywów niż pozytywów. Jest niezbyt przyjemnym chichotem historii fakt, że większość współczesnych swój jedyny kontakt z Mrożkiem ma właśnie poprzez, mimo wszystko dosyć schematyczne w formie i treści, rysunki. Ewolucja dzieł satyrycznych nie może się równać ze zmianą, jaka zaszła w jego pisarstwie. Obrazki oparte na ironicznym odwróceniu ról, zestawieniu prozaicznej sytuacji życiowej i mitu (narodowego, socjalistycznego czy filozoficznego) bawią, ale na krótką metę. Rysowniczy fragment twórczości Mrożka należy poznawać, badać i udostępniać szerokiej publiczności. To samo tyczy się działalności publicystycznej (rubryka "Postępowiec"). Nie może się to jednak odbywać kosztem dzieł dramaturgicznych i opowiadań, o co apeluje choćby reżyser teatralny Artur Tyszkiewicz, który w swoim dorobku ma kilka adaptacji Mrożka (ostatnio "Rzeźnię" w Teatrze Ateneum): "Mrożka w teatrze prawie się nie gra. W przestrzeni publicznej kojarzy się go głównie z rysunków satyrycznych, przez co wiele osób zaczyna mieć wrażenie, że to trochę taki Andrzej Mleczko czy Marek Raczkowski. O literaturze Mrożka mało kto słyszy, "Tango" nic dużej części społeczeństwa nie mówi." Ikona Mrożka- humorysty ugruntowana przez wczesny okres jego twórczości wciąż żywo oddziałuje na Polaków. Mimo że w perspektywie całej jego działalności artystycznej pierwsze utwory to zaledwie przystawka do głównego dania. Od absurdu do filozofii Dla każdego początkującego pisarza, a zamieszkały w krakowskim Domu Literatów Mrożek był nim nawet w kontekście lokatorskim, debiut jest sprawą kluczową. O wydanym w 1953 roku zbiorze opowiadań "Półpancerze praktyczne" …
Wyświetlono 25% materiału - 937 słów. Całość materiału zawiera 3750 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki