Poniedziałek, 3 października 2016
75. rocznica śmierci Jamesa Joyce?a
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru9/2016
Rocznice zawsze są dobrym pretekstem, by wspominać twórców uwielbianych oraz tych, o których czytelnicy niesłusznie zapomnieli. W obu przypadkach wszystkim zainteresowanym jest wtedy miło. Fani danego autora mogą się chwalić przed znajomymi, że "lubili Słowackiego zanim to było modne" (pytanie czy kiedykolwiek było), wydawcy ostrzą zęby na sukces finansowy wznowienia, zaś dziennikarz jest zadowolony, że zrobił coś dla szerzenia nie tak powszechnej wiedzy o literaturze. Znacznie ciekawszym wyzwaniem jest jednak rozpoczęcie dyskusji o pisarzu, który jest doskonale znany - co nie zawsze oznacza, że czytany - ale z jakiegoś powodu panuje niepisana społeczna umowa, by darzyć go jak największą niechęcią. Tak jest ze zmarłym 75 lat temu Jamesem Joyce'em, człowiekiem, który "uśmiercił dziewiętnasty wiek", napisał ledwie kilka dzieł prozatorskich, wydał za życia jeszcze mniej, a przez wielu znawców uważany jest za najwybitniejszego twórcę w dziejach. W Polsce Joyce nie cieszy się jednak najlepszą sławą. Wręcz przeciwnie. Można by mnożyć wypowiedzi czytelników, krytyków, pisarzy i literatów, którzy zgodnym chórem przedstawiają Irlandczyka jako twórcę niezwykle trudnego, nierozumiejącego świata odludka i dziwaka, który nie zauważyłby II wojny światowej, nawet gdyby wybuchła tuż pod jego nosem. A to w oczach Polaków zbrodnia częstokroć większa niż samo rozpętanie konfliktu zbrojnego. Gdy w trakcie mającego niedawno kinową premierę filmu "Geniusz', który opowiada o życiu amerykańskiego pisarza Thomasa Wolfe'a, pada zgryźliwy dowcip pod adresem Joyce'a, cała sala wybucha śmiechem. Nie dlatego, że widzowie wyżej cenią sobie twórczość Wolfe'a nad jego irlandzkiego konkurenta. O Amerykaninie mało kto słyszał przed seansem. To Joyce wzbudza tak negatywne konotacje. Dzieła Irlandczyka wciąż są wydawane (w 2015 roku "Hotel Finna", a w sierpniu tego roku "Epifanie") i wznawiane, docenia się też je w gronie specjalistów, ale zwykli czytelnicy z jakiś powodów ich nie cenią. W rzeczywistości nowych mediów, gdy tradycyjni gate-keeperzy kultury w osobach krytyka i literaturoznawcy mają coraz mniejszy wpływ na społeczny odbiór dzieł, zastąpieni przez blogosferę i komentarze użytkowników, Joyce'owi obrywa się z wielu stron. Średnia ocen żadnej z książek Irlandczyka (poza "Ulissesem") nie przekroczyła na popularnym portalu Lubimyczytac.pl "siódemki" (w punktacji 1-10). Pisarz nie pomógł swojej popularności ani "Ulissesem", ani "Finneganów trenem', ani nawet opowiadaniami, dwoma tomikami wierszy i jednym dramatem. Krytykowany jest również debiut powie ściopisarski. Debiut nieszczególnie młodego pisarza - Joyce miał wtedy 34 lata - który traktuje o młodym człowieku, czyli "Portret artysty w wieku młodzieńczym". W grudniu minie dokładnie sto lat od jego wydania. O Jamesie i Irlandii Nie sposób mówić o dziełach Joyce'a i samym pisarzu bez słowa wstępu o Irlandii przełomu wieków. Irlandii Kościoła Katolickiego, "zdradzonego" Charlesa Parnella, brudu Dublina i zacofania wsi, zwolenników powrotu gaelickiego i dzielnych fianna, a także nielicznych entuzjastów zwierzchniej roli Londynu, głównie protestantów. Trzeba sobie uświadomić skalę wewnętrznego rozdarcia kraju i wieloletnich kompleksów związanych z podporządkowaniem Anglii oraz klęską głodu i wielką emigracją do Stanów Zjednoczonych. Irlandia czasów Joyce'a była wyspą wielu nieszczęść i równie wielu koncepcji wyjścia z tej kryzysowej sytuacji. Jak łatwo się domyślić, żadna z nich nie przypadła młodemu pisarzowi do gustu. Urodzony jako pierwszy z dziesięciorga rodzeństwa (tyle spośród piętnastu przeżyło poród) James szykowany był na poważne i dobrze płatne stanowisko, które miało uratować coraz bardziej podupadający majątek rodziny. Ojciec, John Stanislaus Joyce, był typowym gawędziarzem tamtych lat - na swój sposób urokliwym i zabawnym, ale równie skorym do kieliszka, co marnowania pieniędzy. Obu mężczyzn wiele łączyło, choć młody James przyznawał to nad wyraz niechętnie. Równie często wdawał się w konflikty z matką, dobrą i pracowitą kobietą, której ślepa wiara w instytucję Kościoła niezwykle irytowała syna. Z wiekiem Joyce wiele wybaczył rodzicom, sobie jednak nigdy nie darował, że odmówił uklęknięcia przy ciele Mary Jane, a z ojcem zerwał stosunki na jedenaście lat przed jego śmiercią. Można zrozumieć pretensje i obawy rodziny Joyce'a, gdyż mimo ogromnych zdolności pisarz nigdy nie palił się do konwencjonalnej pracy i życia. Czuł że jest powołany do większych celów, na które Irlandia była zdecydowanie za mała i zbyt zaściankowa. O swoim kraju nie miał najlepszego zdania, czemu dał wyraz we wczesnych tekstach: "Stefanie bohaterze", "Portrecie artysty w wieku młodzieńczym" czy satyrycznym poemacie "Święte officium". Uważał Irlandczyków za ludzi o giętkim kręgosłupie, zdolnych do każdej zdrady, hipokrytów podporządkowanych dwóm władcom, tym z Londynu na równi tym z Rzymu. Opisując stosunek pisarza do religii katolickiej, należy być jednak bardzo ostrożnym. Nie można podważyć (i sam Joyce nigdy nie próbował) faktu, że zawdzięczał wiele wychowaniu wśród jezuitów. To oni nauczyli go kompleksowego i uporządkowanego myślenia, dali mu również literacką podbudowę, która na lata uformowała jego poglądy na sztukę. Jak pisał Jerzy Strzetelski w niezwykle skondensowanej, ale świetnej analizie twórczości Irlandczyka "James Joyce - twórca nowoczesnej powieści": "Echa filozofii teologicznej, języka i obrzędów liturgicznych pozostały na zawsze w umyśle pisarza i ukształtowały jego styl, a także sposób myślenia (...) W pewnym sensie Joyce jest naprawdę >>zwichniętym księdzem lub zakonnikiem<<, jak Stefana (...) określa prostytutka Flora". Joyce'a odrzucała wszakże katolicka podwójna moralność, której jawnym przejawem było bogactwo kleru i wspierany przez nich sojusz z Anglią. Ofiarą Kościoła padł Charles Parnell, jeden z najwybitniejszych Irlandzkich polityków, doprowadzony do ruiny przez dawnych sojuszników i kler, gdy na jaw wyszedł jego romas z Kitty O'Shea, żoną jednego z członków własnej partii. Prawdziwe poglądy Parnella na relacje Irlandia-Anglia były dosyć umiarkowane, lecz nie przeszkodziło to zniszczonemu i wkrótce zmarłemu mężczyźnie stać się symbolem zmarnowanej szansy na większą autonomię. Profesor Dominika Oramus z Instytutu Anglistyki UW rzuca dodatkowe światło na sprawę Parnella i poglądy polityczne Joyce'a: "Choć Joyce, podobnie jak sporo innych twórców, pisał o trudnościach z odzyskaniem niepodległości i związanych z tym kompleksach, nie oznacza to jednak, że należy go wtłoczyć w ten paradygmat. To nie było do końca tak. Sprawa "irlandzkości" w twórczości Joyce'a jest bardzo pogmatwana. Polityczne wydarzenia wokół Parnella wywarły bardzo silny wpływ na młodych bohaterów Joyce'a, ze Stefanem na czele. Są zażenowani, nawet nie tym, co zrobiono Parnellowi, ale obrazem trzeźwych dorosłych, którzy dają się ponieść emocjom, cali czerwoni i z zaplutymi twarzami. A młode pokolenie zostaje w to wciągnięte. Dlatego …
Wyświetlono 25% materiału - 976 słów. Całość materiału zawiera 3904 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki