Wtorek, 26 listopada 2019
Wydawcy międzywojennej Polski
Do najważniejszych oficyn Drugiej Rzeczypospolitej należało Towarzystwo Wydawnicze „Rój”, założone w 1924 roku przez Melchiora Wańkowicza. Badaczka polskiego przedwojennego rynku książki Nina Kraśko postawiła je na drugim miejscu w hierarchii wydawnictw II RP po względem wypuszczanych na rynek tytułów (pierwsze miejsce zajęła Książnica Atlas ze Lwowa), z kolei Marta Kowalska z Uniwersytetu Wrocławskiego uznała, że była to najlepsza ówczesna oficyna publikująca przekłady. „Rój” wzbudzał ogromny prestiż, ale i kontrowersyjne oceny, bo nie był firmą stabilną ekonomicznie i najczęściej opierał swoją ekspansywną działalność na umowach kredytowych z drukarzami oraz hurtowniami papieru, z których nie zawsze się wywiązywał. Mówiono nawet, że „ten Rój powinien siedzieć w ulu”. Melchior Wańkowicz był naczelnikiem Wydziału Prasowo-Widowiskowego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, powołanym na to stanowisko przez premiera gen. Władysława Sikorskiego. Do obowiązków przyszłego autora „Westerplatte” i „Monte Cassino” należało m.in. wydawanie raz w miesiącu biuletynu poświęconego ruchowi wydawniczemu, był więc nieźle zorientowany, jeśli chodzi o ówczesny rynek książki w Polsce. Miał wielkie ambicje, plany i zadeklarowanych wspólników, którzy jednak wycofali się tuż przed powołaniem przedsięwzięcia i pisarz przez rok inwestował własne pieniądze zanim nie pozyskał kilku kooperantów, osoby niewiele mające wspólnego z rynkiem wydawniczym (było wśród nich dwóch inwalidów wojskowych). Wańkowicz zlecił wykonanie logotypu firmy, zdobiącego okładkę każdej wypuszczanej na rynek publikacji. Przedstawiał trzy stylizowane pszczoły uczepione małej belki. Ten znak firmowy zaprojektował grafik Edmund Bartłomiejczyk, profesor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych oraz wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki. Po wielu latach jeden z autorów „Roju” – Stanisław Strumph Wojtkiewicz – napisał, że Wańkowicz wyłudził na wydawnictwo pieniądze z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, dokonując tego przez podstawioną osobę. Sprawa trafiła do sądu, który nakazał przeproszenie Wańkowicza. Sam Wańkowicz twierdził, że pieniądze uzyskał od siostry, a pochodziły ze sprzedaży majątku rodzinnego znajdującego się na obszarze młodej Republiki Litwy. Jakkolwiek było, oficyna nie wywalczyłaby najprawdopodobniej miejsca wśród liderów międzywojennego rynku książki, gdyby nie pozyskanie Mariana Kistera, zręcznego biznesmena, dobrze wyczuwającego oczekiwania czytelników. Kister był oficerem rezerwy, uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. Po przejściu do cywila zajmował się kolportażem książek, biorąc je w komis lub na długie kredyty. Pełnił w„Roju” kilka funkcji: dbał o finanse, o dobór przewidzianych do druku pozycji, o reklamę, zajmował się również nadzorem technicznym. „Kister nie miał kultury literackiej, tylko niesamowity instynkt do ludzi. Wiedział bez czytania, czy autor jest pisarzem, czy grafomanem i czy ta akurat grafomania będzie dobrym towarem. Pomyłek się nie lękał, dlatego pewnie rzadko się mylił. Podczas gdy w innych firmach wydawniczych rękopis był na łasce lektorów, konferencji redakcyjnych czy rodzinnych, w»Roju« często wystarczał uśmiech, aura skandalu, dowcip, a umowę przybijano poplutą garścią, jak kupno konia” – relacjonowała po latach Maria Kuncewiczowa, która opublikowała w tej oficynie m.in. „Dwa księżyce” (cyt. za: „Pegazy na Kredytowej”). Pod znakiem Prousta i Nikodema Dyzmy Pod kuratelą Kistera firma stała się czołowym dostarczycielem na rynek utrzymanej na przyzwoitym poziomie literatury rozrywkowej, podróżniczej, obyczajowej, jak również tej z wyższej półki. „Rój” wylansował Tadeusza Dołęgę-Mostowicza z jego głośną „Karierą Nikodema Dyzmy” na czele (wydano w sumie 15 powieści tego autora), podobnie jak Polę Gojawiczyńską („Dziewczęta z Nowolipek”, „Rajska jabłoń”) oraz Zofię Kossak-Szczucką („Bez oręża”, „Legnickie pole”). To w „Roju” miały swoje pierwodruki znane książkowe reportaże z podróży po świecie Arkadego Fiedlera („Ryby śpiewają w Ukajali”, „Kanada pachnąca żywicą”) oraz arktyczne opowieści badacza polarnego Czesława Centkiewicza („Biała foka”, „Czeluskin”). Oficyna „odkryła” Witolda Gombrowicza („Ferdydurke”), Brunona Schulza („Sklepy cynamonowe”, „Sanatorium pod klepsydrą”), Brunona Jasieńskiego („Palę Paryż”), Marię Ukniewską („Strachy”). Także Sergiusza Piaseckiego, który nadesłał z więzienia rękopis „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” – książka zrobiła furorę w Polsce i za granicą, a autor odzyskał dzięki niej wolność. Pod szyldem oficyny sam Wańkowicz wydawał niektóre swoje książki, w tym „Szpital w Cichiniczach” (1926), „Kościoły Meksyku” (1927), „Strzępy epopei” (1936), „Ognisko …
Wyświetlono 25% materiału - 603 słów. Całość materiału zawiera 2415 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki