Poniedziałek, 6 września 2010
Przegląd książek o robieniu książek
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeru282
Oczywiście przegląd ten ograniczony jest przez ramy czasowe lat 2007-2010 i dotyczy tytułów obecnie powszechnie dostępnych na rynku. Najpierw kilka słów tytułem wyjaśnienia: „typografia – (1) najstarsza, oparta na wynalazku Gutenberga technika druku wypukłego; (2) dział grafiki zajmujący się całokształtem zagadnień związanych z kształtowaniem funkcjonalnej i estetycznej formy druków, projektowaniem pism drukarskich itp. w celu odpowiedniego przekazania treści; (3) potocznie: drukarstwo”. Definicja ta, pochodząca z wydanego kilkanaście lat temu „Słownika wydawcy” (WNT 1997), pozwala określić, jakim pojęciem będziemy się zajmować. Oczywiście chodzi o typografię w znaczeniu (2), traktowaną przez wydawców trochę po macoszemu. Znajomość zagadnień związanych z powstawaniem książki, potrzebna każdemu wydawcy, przez długi czas spoczywała na barkach redaktora technicznego wydawnictwa. Od czasu gdy nastało dtp, rolę tę przejęli składacze, łamacze, czasem graficy, projektanci, a niekiedy również maszynistki. Rzemiosło czy sztuka? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W czasach renesansu, gdy kształtowały się nowe zasady produkcji książek istniał podział na rytowników, opracowujących kroje pism, oraz drukarzy składających i drukujących książki. Szeroko przywoływany Aldus Manutius sam nie wyrył żadnego kroju pisma, za to jego książki składane piękną antykwą typu weneckiego (słynne „aldyny”) do dziś są przedmiotem pożądania. Znany paryski rytownik Claude Garamond swoje kroje wycinał na zamówienie różnych drukarzy czy giserów (ci odlewali czcionki w metalu). Jego matryce i stemple zachowały się dzięki antwerpskiemu drukarzowi Krzysztofowi Plantinowi, który do swoich druków chciał pozyskać oryginalne kroje. Te, które zamówił u Garamonda i zakupił na licytacji po jego śmierci, dzięki jego następcom zachowały się do dziś dnia. Amerykański typograf Robert Slimbach przygotowując dla firmy Adobe krój „Garamond” udał się do muzeum Plantin-Moretus i odrysowywał kształty z zachowanych matryc. Skąd czerpać wiedzę o typografii? Najlepiej od mistrzów. Ale ponieważ nie ma cechu typografów, zaś dyplom grafika nie czyni jeszcze typografa, więc trzeba sięgnąć do książek. W ostatnich latach, kiedy otrząsnęliśmy się po „wielkim skoku” dtp, programy do składu udostępniają bardzo wiele możliwości, o których istnieniu nawet nie mieliśmy pojęcia. Instrukcje do nich, poza ogólnym opisem poleceń, nie tłumaczą najważniejszego – po co używać takich opcji? i skąd się one wzięły? Wydawcy poszli poniekąd „na łatwiznę” i, poza polskimi wersjami podręczników do programów dtp, wydają polskie wersje książek o typografii, projektowaniu graficznym czy poligrafii. Niektórzy kupili od razu licencje na całe serie tematyczne, niekiedy przygotowane w jednolitej szacie graficznej lub przez tych samych autorów. Sugeruję jednak, aby każdą książkę oddzielnie obejrzeć, przeczytać fragmenty i wybrać według własnych zainteresowań. Zagadka piątego koloru Nie jest tajemnicą, że kupując licencję wydawca przygotowuje polski przekład i stara się go upakować w wolne miejsce w ramkach (bądź wątkach) tekstowych. W porównaniu z angielskim oryginałem objętość tekstu wzrasta przeciętnie o 20 proc. Materiał ten trzeba więc „wcisnąć” w wolne miejsce, czasem skracając gdzie się da. Niekiedy tylko zmniejszamy odrobinę stopień pisma (i/lub interlinię), korekta też ma niełatwe zadanie, nie ma prawidłowej podstawy i czasem na tej samej stronie jedno nazwisko czy nazwa firmy mają dwie różne pisownie. Nie zdążyli poprawić, bo czas druku się zbliżał wielkimi krokami, a plik pdf z polskim tekstem posłano do drukarni w Chinach czy Singapurze. Dobrze chociaż, że obrazki będą śliczne i zgodne z oryginałem, bo to przecież te same formy, kolory i arkusze zadrukowane CMYK-iem. Dlatego opisując takie książki recenzent jest w dość niezręcznej sytuacji. Czy traktować je jako „książki z obrazkami” i zachwycać się przedstawionymi pomysłami, projektami czy przykładami ich realizacji? Czy też skupić się na „zgrzytającym” polskim tłumaczeniu – czasami niezrozumiałym lub nawet błędnym. Aby to ocenić należałoby mieć pod ręką oryginał i osobiście przełożyć co bardziej pokręcone fragmenty. Typografia – wiedza tajemna? Inną sprawą jest jakość polskiego składu. Używanie znaków pisarskich zgodnie z polską tradycją (amerykańska pauza {—} staje się polską półpauzą {–} ale nie dywizem {-}! Na początku pojawia się hasło słownikowe pu.bli.ka.cja i jej trzy definicje. A co znaczą te kropki? To miały być miejsca podziału wyrazu, ale składacz chyba nigdy nie widział słownika języka polskiego i nie wie, że są to „średnie kropki” (pod·nie·sio·ne). W innej pracy – starannie odredagowanej – pojawiają się przykłady krojów pism z różnych epok. Oczywiście użyte są ich cyfrowe wersje (fonty). Dla polskiego czytelnika podstawiono polskie teksty. A nasze ogonki? Pożal się Boże… W niektórych fontach – przygotowanych przez znane zachodnie „domy typograficzne” polskie ogonki (ą, ę) wstawia się z automatu, używając do tego odwróconego znaku „cedilla”. Polski wydawca powinien albo zlecić …
Wyświetlono 25% materiału - 709 słów. Całość materiału zawiera 2838 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki