Poniedziałek, 21 lutego 2011
Rozmowa z Józefem Skrzypcem, prezesem zarządu i Zbigniewem Czerwińskim, dyrektorem ds. wydawniczych Wydawnictwa Bellona S.A.
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeru294
Jak oceniacie panowie miniony rok? Józef Skrzypiec: Wydaje mi się, że mało wydawnictw zanotowało wzrostu sprzedaży w ubiegłym roku. Rozmawiałem o tym z wieloma wydawcami i nikt z nich nie osiągnął wyniku na podobnym poziomie jak przed rokiem. Wszyscy pamiętają, że zwłaszcza jego pierwsza połowa była tragiczna. Zaczęło się przecież od śnieżyc przez cały styczeń… A jakie wyniki osiągnęła Bellona? JS: W 2010 roku zanotowaliśmy spadek przychodu ze sprzedaży książek w granicach 13 proc. w stosunku do roku 2009. Wydaliśmy 373 tytuły, w tym 47 dodruków. Liczymy tu też 30 książek wydanych w koedycji z innymi wydawcami i cztery publikacje o niskim nakładzie drukowane cyfrowo. Dodam jeszcze, że 60 proc. naszych tytułów to książki tłumaczone. Na szczęście działalność wydawniczą prowadzimy też w ramach innych obszarów. Wzrosła nam sprzedaż kalendarzy, a także miesięcznika „Mówią Wieki”. Dzięki temu wynik netto mamy porównywalny z rokiem wcześniejszym. Jest to też pochodna znaczącej redukcji kosztów. Zwolniliśmy 28 osób, głównie w księgowości, handlu, administracji i dziale przygotowania produkcji, ale szukamy doświadczonych redaktorów-edytorów. Jak po takiej redukcji zatrudnienia można osiągnąć wynik finansowy podobny do roku poprzedniego? JS: Można. Właśnie między innymi redukcja kosztów umożliwiła wydawanie zbliżonej liczby tytułów. We współpracy z drukarniami naszym koronnym atutem są terminy płatności, które są dla nas „świętą sprawą”. Dzięki temu ciągle jesteście dla drukarń interesującym partnerem… Zbigniew Czerwiński: Co miesiąc składa nam ofertę kilkanaście drukarni. Ale tak naprawdę te nasze kilkanaście tytułów miesięcznie, do dwudziestu, drukuje siedem-osiem firm. To jednak jest duża grupa dostawców… ZCz: Tak, bo nie staramy się monopolizować tego układu z różnych powodów, głównie, aby nie tworzyć w drukarniach spiętrzenia zamówień i utrudniać realizacji harmonogramu. Z drugiej strony wychodzimy z założenia, że współpraca z dobrymi drukarniami przez lokowanie w nich naszej produkcji ma długofalowy sens. Z którymi drukarniami najchętniej pracujecie? ZCz: Z warszawskich drukarni naszym partnerem jest Drukarnia NaukowoTechniczna, czasami Perfekt, z pozawarszawskich – dwie łódzkie drukarnie, wojskowa i wydawnictw naukowych, Zapolex w Toruniu, Anczyc w Krakowie, Drogowiec w Kielcach. Zresztą jesteśmy otwarci również na innych. Zmieniliśmy też system zamówień, bo poprzednio robiliśmy comiesięczne przetargi, a teraz chcemy to robić z większym wyprzedzeniem i ogłaszamy przetargi kwartalne, aby drukarnie w większym stopniu mogły „opanować” nasze zapotrzebowanie. Czy papier kupujecie sami? JS: Nie, pozostawiamy te sprawę drukarzom. Dodam tylko, że na cały druk robimy konkursy ofert i prowadzimy bardzo szczegółową ewidencję i dokumentację każdego przetargu. A produkcja zagranicą? ZCz: Część naszych książek jest oczywiście drukowanych zagranicą, ale tylko w ramach koedycji międzynarodowych. Sami ze swoimi produktami w zasadzie nie wychodzimy do zagranicznych drukarń. Jest taka opinia, że nie zamawiacie druku zagranicą, bo chcecie w ten sposób wspierać polską poligrafię… ZCz: To jest opinia prawdziwa. Jednak taka polityka ma też znaczące uzasadnienie ekonomiczne. Czy Bellona dopłaca do wydawania miesięcznika „Mówią Wieki”? JS: U nas do niczego się nie dopłaca. To co wymagało dopłat, zostało zlikwidowane. Chyba wszyscy poprzedni wydawcy „Mówią Wieki” dopłacali… JS: A w Bellonie nie dopłacamy. Koszty zostały mocno ścięte. ZCz: Od początku nie dopłacaliśmy do tego tytułu. Gdzie jeszcze obniżyliście koszty, na honorariach?ZCz: Na pewno nie rozpieszczamy naszych autorów wysokimi honorariami. Przychodzą do nas często autorzy z pięknymi – dla nich – umowami z innymi wydawcami, gdzie stosowano bardzo wysokie stawki autorskie. Ale w dalszej rozmowie okazuje się, że te wielkie pieniądze pozostały na papierze, a autor ich nigdy nie otrzymał. JS: Na honorariach trudno jest jednak oszczędzać. Pragnę też podkreślić, że zarówno tłumacze, jak i redaktorzy merytoryczni czy korektorzy mają zagwarantowaną stałą współpracę z nami. Dajemy gwarancję, że każdy z nich ma u nas co miesiąc książkę do opracowania. Autorom zaraz po podpisaniu umowy wypłacamy zaliczkę, a drugą ratę po przyjęciu pracy. Gwarancja płatności jest dzisiaj naszym atutem, dlatego możemy zabiegać o korzystne dla nas stawki. Dodajmy do tego, że wszystkie informacje o wielkości sprzedaży są rzetelne i jednocześnie dostępne dla naszych autorów, bo prowadzimy księgowość elektroniczną i rozliczamy się na podstawie danych, które udostępniamy autorom. Robicie panowie w dalszym ciągu koedycje z polskimi wydawcami? JS: Nie tak dużo jak kiedyś. Z Oficyną Wydawniczą Volumen wydajemy teraz serię „Kanon Literatury Podziemnej”. Czy ta seria jednak dalej się ukazuje?ZCz: Odpowiem w ten sposób: nie jest jeszcze skończona, bo zostało do wydania kilka zaplanowanych tytułów. Stronę merytoryczną przygotowuje Volumen i dlatego jesteśmy trochę uzależnieni od możliwości naszego partnera. Udział Bellony polega głównie na finansowaniu kosztów poligraficznych i organizacji dystrybucji. Czy było to trochę niechciane dziecko? ZCz: Mówiąc otwarcie, kiedy przystępowaliśmy do tego projektu wierzyliśmy, że seria zostanie lepiej przyjęta przez rynek. JS: Nie tylko przez rynek, ale też przez instytucje, które mają w swoich zadaniach niejako ten zakres upowszechniania wiedzy. ZCz: Wydawało nam się też, że pokolenie ludzi, którzy pamiętają czasy literatury podziemnej, chętnie sięgnie po te książki, chociażby po to, aby je mieć na swoich półkach mimo, że czytali je w innej postaci wiele lat wcześniej – wówczas jako „owoc zakazany”. Chodziło nam też o to, aby seria wyraźnie się różniła od innych i była dobrze rozpoznawalna. I kombatanci zawiedli… ZCz: W każdym razie nie jest to taka sprzedaż, jakiej sobie życzyliśmy. Kiedy zajęliśmy się tym projektem myśleliśmy o sprzedaży całej serii jako kolekcji kioskowej, ale nie był to dobry czas dla tej formy dystrybucji. JS: Zdecydowanie seria jest dzisiaj na pograniczu opłacalności, bo nawet bardzo wielkie i medialne nazwiska – poza dwoma – praktycznie się nie sprzedają. Te dwa nazwiska to Antoni Pawlak i Janusz Głowacki. Widzę w tym przypadku rozziew między wyobrażeniami autorów i nas wydawców a oczekiwaniami dzisiejszego społeczeństwa, które traktuje ten rozdział za zamknięty. Przecież recenzje były bardzo dobre, promocja też była bardzo dobra, parę tygodni płaciliśmy Empikowi za specjalne ekspozycje. Poszły na to potężne pieniądze i nie pomogło. ZCz: Chyba za bardzo emocjonalnie podchodziliśmy do tego projektu… A koedycje z innymi wydawcami? JS: Kiedyś tworzyliśmy bardzo dużo książek dla Reader’s Digest i z tym odbiorcą realizowaliśmy obroty nawet na poziomie kilkuset tysięcy złotych. Ale to były książki przygotowywane specjalnie dla tego partnera? ZCz: Nie do końca, bo część nakładu sprzedawaliśmy sami na rynku. Bardzo często właśnie zainteresowanie jakimś tytułem ze strony Reader’s Digest skłaniało nas do jego wydania. Ale obecnie koedycje robimy głównie w przypadku naszych publikacji audio. Partnerem jest firma Audioclub. Mamy już zrobionych wspólnie 50-60 tytułów. JS: Co miesiąc pojawia się jeden lub dwa nowe. Jest to wynik nieco zwiększonego zainteresowania książkami audio w ostatnim czasie. Bellona była chyba pionierem na rynku książek audio w Polsce…JS: Zaczęliśmy od współpracy z „Gazetą Wyborczą”, dla której przygotowywaliśmy audiobooki nakładzie 200 – 250 tys. egz. każdego tytułu. To była seria „Mistrzowie Słowa” obejmująca 27 tytułów. Zresztą to się jeszcze ciągle sprzedaje! ZCz: Gdybyśmy podliczyli w polskich domach wszystkie książki audio, jakie są dostępne, to okazałoby się, że 80 proc. ma logo Bellony! Z Agorą zresztą rozmawiamy o kontynuacji tamtej serii, mówimy o kolejnych dziesięciu tytułach. Jest problem, bo budżet, jaki Agora planuje dla tego projektu, porównywalny z budżetem w poprzednim okresie, nie pozwoli obecnie na zamknięcie finansowania projektu. Nakłady niestety spadły, a my nie jesteśmy w stanie wyprodukować tych nagrań za mniejsze pieniądze. Poprzednio w dużym stopniu wykorzystaliśmy archiwum Polskiego Radia, więc koszty były mniejsze, bo nie musieliśmy od nowa wszystkiego nagrywać. Płaciliśmy oczywiście za prawa autorskie, za prawa producenckie, za prawa do wydania audio. Za każdym razem było to nagranie wielkiego aktora, a wielcy aktorzy to ludzie, z którymi czasem trzeba prowadzić ciężkie rozmowy. Z drugiej strony wielu aktorów bardzo chciało być w tej kolekcji i nie przywiązywali wagi do pieniędzy, ale czasem problemem nie do pokonania była po prostu odpowiedź „nie bo nie” i to był koniec dyskusji. W tej sytuacji nie mogliśmy wykorzystać najlepszego nagrania. Można założyć, że budżet tego przedsięwzięcia musiał być dość wysoki, a z pewnością przekraczał kwoty potrzebne na wydanie tych samych tytułów drukiem… JS: To prawda. ZCz: Ale pamiętajmy, że nakłady były fantastyczne, po 200 tys. egz. na początek, a potem też był poziom taki, że ho, ho! Potem zrobiliśmy następną kolekcję – „Lektury Obowiązkowe” – obejmującą 10 płyt, które były sprzedawane jako dodatek do „Gazety Wyborczej”. Tutaj nie zeszliśmy poniżej 80 tys. egz. każdego tytułu aż do ostatniego tomu. Wróćmy jeszcze do koedycji … ZCz: Razem z Wydawnictwem Naukowym PWN wydaliśmy między innymi dwutomową „Encyklopedię Wojskową”. Tutaj łączyliśmy inne doświadczenia obu oficyn, inne umiejętności i inne narzędzia. Z naszej strony liczył się też nasz wkład w postaci zasobów merytorycznych. Współpracowaliśmy w tym zakresie również z Oficyną Wydawniczą Rytm, która jest naszym stałem partnerem. Z tym wydawcą mamy teraz jego dobrze sprzedający się tytuł, jakim jest „Słownik mitów i tradycji kultury” Władysława Kopalińskiego oraz nasze książki Sławomira Kopra. Planujemy wydać z Rytmem w tym roku jeszcze dwa-trzy tytuły, których przygotowanie wspieramy finansowo, a Rytm zajmuje się stroną merytoryczną. Dzięki temu możemy zrobić większy nakład i wspólnie go sprzedać. A przy trudnych projektach, bo przecież i takie podejmujemy, ryzyko rozkłada się na dwóch partnerów i wtedy jest łatwiej. Czy Bellona występuje o dotacje od instytucji państwowych? ZCz: Bardzo rzadko. Wychodzimy z takiego założenia, że „koszt” starania się o dotacje czyli wysiłek, jaki należy włożyć w przygotowanie aplikacji, jest tak duży, że nie opłaca się nam podejmować takich działań. Mamy więc nie więcej niż dwa-trzy tytuły dotowane rocznie, ale zdarza się to głównie wtedy, gdy autorowi bardzo zależy aby jego pracę wydała właśnie Bellona. Skąd są te dotacje? JS: Z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wiąże się to oczywiście z koniecznością spełnienia odpowiednich wymagań z naszej strony i wypełnienia skomplikowanego wniosku. Do tego niezbędne są recenzje dwóch samodzielnych pracowników naukowych… ZCz: I ostatecznie otrzymujemy na przykład 3000 zł, gdy koszt wydania książki wynosi 40 tys. zł. Dlatego, przy obecnym systemie przyznawania dotacji nie bardzo jesteśmy zainteresowani ich pozyskiwaniem, ponieważ pochłania to zbyt dużo czasu i wysiłku. Wobec tego prosimy o odpowiedź w innej sprawie. Kiedyś Bellona nazywała się wydawnictwem MON czyli Ministerstwa Obrony Narodowej więc w powszechnym odbiorze dziedziczycie wojskową tradycję tej oficyny. Jakie wobec tego macie wsparcie ze strony wojska?ZCz: Nigdy nie mieliśmy żadnego wsparcia ze …
Wyświetlono 25% materiału - 1629 słów. Całość materiału zawiera 6518 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki