Poniedziałek, 12 sierpnia 2019
ROZMOWA Z URSZULĄ KURTIAK Z WYDAWNICTWA KURTIAK I LEY
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeruBiblioteka Analiz nr 503 (14/2019)
– Rozmawiamy w nowym miejscu, w samym centrum Warszawy, przy ul. Marszałkowskiej 62, gdzie teraz znajduje się galeria Wydawnictwa Kurtiak i Ley. Co tu było poprzednio? – O ile wiem, był tu pub z włoską specjalnością, a wcześniej podobno Kodak. Musieli się zlikwidować, bo obecnie miasto nie wydzierżawiłoby na taką działalność tego lokalu. – Teraz dzierżawicie od miasta? – Tak, od miasta. Uczestniczyliśmy w przetargu, z tym że funkcja była z góry wyznaczona – miało być to miejsce z przeznaczeniem na sprzedaż dzieł sztuki. Takie były preferencje, bo inaczej chyba nie wygralibyśmy. – Skąd dowiedzieliście się o tym przetargu? – Ogłoszenia publikowane są na stronie urzędu dzielnicy. – Jaka jest powierzchnia lokalu? – Całość wynosi 100 mkw. Prowadzimy tu galerię, w której sprzedajemy książki z naszej pracowni introligatorskiej i z naszego wydawnictwa. Nie sprzedajemy tutaj niczego innego. – Ale trudno to nazwać księgarnią… – Tak, to nie jest księgarnia. Gdyby to miała być księgarnia, to musielibyśmy się zastanowić, czy sprzedawać też książki dla dzieci, długopisy, taśmy klejące, notesy. A my sprzedajemy przedmioty, które są wytwarzane przez wysoko wykwalifikowanych artystów rzemieślników. – To jest wasz jedyny sklep w Polsce? – Jedyny! – Widziałem jednak w kilku miejscach wasze gabloty… – Tak, ale to było kiedyś i teraz już ich nie ma. Najdłużej – chyba 20 lat – nasze gabloty stały w księgarni im. Bolesława Prusa przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Stały też w hotelach, ale to również jest już stara sprawa. Kiedyś były również w Empikach. Bardzo wbiły się w pamięć i wielu kolekcjonerów doskonale je pamięta. Opowiadają nam przedziwne historie, że była gablota, ale do książek nie można było się dostać, bo kluczyk miał pan kierownik, a pana kierownika nie było… – Gabloty to był klasyczny sposób promocji… – Tak i wiele osób nas z tego kojarzy. Pierwszy punkt handlowy mieliśmy w hotelu Marriott, gdzie stała duża przeszklona gablota, do tego widoczna z ulicy. To był bardzo dobry punkt, przysporzył nam wiele zamówień, ale później LOT, który tym pomieszczeniem zarządzał, odnajął całą tę przestrzeń jakiejś telefonii komórkowej. I tak się to skończyło. – Kim są wasi klienci, kto kolekcjonuje piękne książki? – Nasi kolekcjonerzy tworzą ciekawą grupę osób. Poznajemy ich, bo często się z nimi spotykamy. Teraz ten punkt w centrum Warszawy przysparza nam wiele takich okazji. Jak się spotykamy, to rozmawiamy o literaturze, o ostatnio przeczytanych książkach i która książka Tomasza Manna jest najlepsza i dlaczego. To są ludzie, którzy czytają i którzy chcą, aby ci obdarowani przez nich książkami czuli się wyróżnieni tym przedmiotem, żeby trzymali go przy sercu i czytali. – Wasze książki są kupowane dla siebie czy na prezenty? – Bardzo dużo na prezenty. – Czy książki można personalizować? – Jak najbardziej można. Standard jest taki, że można sobie zażyczyć inicjały. Tłoczymy dowolny kształt liter, przeważnie na grzbiecie. Drukujemy dedykacje, ale też pomagamy je pisać, bo nie każdy umie wymyślić coś, co sam uznałby za oryginalne. Ale czasem też się bawimy, gdy książki są ozdobione portretem obdarowywanego. – Portretem rysowanym? – Rysowanym ze zdjęć, z całej galerii zdjęć, a potem wydrukowanym. – Macie swoich artystów portrecistów? – Współpracuje z nami trzech artystów, którzy są w stanie zrobić portret w technice ołówkowej lub jako drzeworyt. Czasem portretowane osoby ubieramy w stroje epoki, w której dzieje się akcja książki. Możemy na przykład wydrukować też tekst „Własność Jana Kowalskiego”. Mieliśmy ostatnio takie zamówienie: państwo, którzy mieli na imię Adam i Ewa, zamówili u nas książkę „Pamiętniki Adama i Ewy” Marka Twaina. Przecudowny tekst, pełen wzruszających momentów, bystrych i inteligentnych, bardzo dowcipnych i filozoficznych. O tym jak kobieta z mężczyzną spotkali się i co z tego wynikło. Właściwie jest to powieść o tym, co to jest kobiecość i co to jest męskość. Ewa, która cały czas upiększała raj, i Adam, który ryzykował życiem, a Ewa się o niego martwiła. To są historie, które nigdy nie będą przebrzmiałe, bo książka ma już ponad 100 lat i ciągle dobrze się czyta. Ci klienci zamówili te książki dla czwórki swoich dzieci, dla każdego w innym kolorze i z ich portretami. Spotkaliśmy się potem i oni nam opowiadali, jaka była reakcja i wielkie wzruszenie. Dzieci otwierały książki, widząc swoje inicjały, portrety i dedykacje. Każde dziecko dostało inną dedykację, specjalną. I wszyscy się wtedy popłakali. O to nam chodzi, żeby ludzie płakali ze wzruszenia. Dlatego robimy nasze książki. – Jaki był początek? – Legalnie czy nielegalnie? Poznaliśmy się chyba w 1982 roku. Wówczas i mnie, i Edwardowi się uwidziało, że będziemy rolnikami, chociaż jeszcze się nie znaliśmy, bo poznaliśmy się w zasadniczej szkole rolniczej dla dorosłych. Robiliśmy kurs, bo aby móc kupić ziemię, trzeba było mieć papiery rolnicze. Tam poznaliśmy też ludzi, którzy …
Wyświetlono 25% materiału - 704 słów. Całość materiału zawiera 2819 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki