Wtorek, 10 lutego 2026
Jako dziecko uważałam, że ściany naszego małego mieszkania zastawione książkami wyglądają brzydko. U większości koleżanek stały ładne witrynki, pełne filiżanek i figurek. Gdy koleżanki przychodziły do mnie, było mi głupio i wstyd. Choć umiała składać litery, wolała słuchać. Rodzice długo jej czytali. Na początku mama – wierszyki Tuwima czy Brzechwy. A potem głównie w czasie wspólnych wakacji. Ludwika zapamiętała „Tajemniczy ogród” F.H. Burnett i „Słoneczko” Marii Buyno-Arctowej. Obowiązek codziennego czytania przejął tata. To dzięki niemu poznała „Pinokia” C. Collodiego. Ale też godzinami słuchała trylogii Tolkiena, Sienkiewicza, historii Muminków. Tata czytał jej książki, które pamiętał z własnego dzieciństwa, np. amerykańską klasykę przygodową o dalekiej Północy. – Pamiętam, jak zalewałam się łzami przy „Białym kle”. Wspomnienie tej historii wzrusza nieustannie. Zwlekała z samodzielnym czytaniem, bo lubiła wieczorny rytuał, gdy tata kładł się na podłodze w pokoju i swoim głosem ożywiał lekturę. W szkole nauczycielki były przekonane, że sama przeczytała tyle poważnych książek i chwaliły pilną uczennicę. Zaniepokojeni rodzice stwierdzili, że muszą to zmienić. – Ta sytuacja trwała do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Aby zachować wieczorny rytuał, powiedziałam, że Maciek, bo ja do taty mówię po imieniu, może nadal do mnie przychodzić, ale to ja będę mu czytać. Byłam jednak na tyle spryt10 na, że gdy tata się wciągał w akcję, zaczynałam narzekać, że boli mnie gardło i przejmował pałeczkę. Ludwika Włodek mówi, że tata też lubił te ich wspólne godziny spędzane na czytaniu. – Pamiętam śmieszną książkę dla dzieci o kotach w Gdańsku, które przeżywały przygody, kiedy ludzie wychodzili z domu. Naszą ulubioną była o tym, jak ludzie w mieszkaniu zostawili tort. Koty go podjadały, co było widać, więc mówiły sobie, że trzeba „zalizać”, żeby ludzie się nie domyślili. I tak zalizywały, aż zjadły pół tortu i do dzisiaj w rodzinie mówimy, że coś trzeba zalizać. Pierwsza książka, którą samodzielnie przeczytała, opowiadała o Stachu Szwoleżerze. Patriotyczna, przedwojenna książeczka dla dzieci o czasach napoleońskich. Ludwika miała inklinację do staroci. – Nudna, ale sama ją wybrałam, bo miała ładną tekturową okładkę, oprawioną w płótno, z wizerunkiem Stacha Szwoleżera. Pamiętam, że na pytanie mamy, dlaczego taką ramotę sobie wybrałam na pierwszą książkę, odpowiedziałam, że wszystkie fajne już mi Maciek przeczytał. Na dobre zaczęła czytać w czwartej klasie. W kwestii wyboru tytułu zawierzała mamie, która polecała jej książki prawie do końca liceum. Pamięta klasykę dla dziewczynek, np. serię o Ani z Zielonego Wzgórza, książki Marii Krüger, m.in. „Godzinę pąsowej róży”, książki Małgorzaty Musierowicz, „Pollyannę” Eleonor Porter. – W drodze powrotnej z przedszkola odwiedzałam z mamą antykwariat. To był kolejny miły rytuał związany z książkami. Wyczulona przez mamę, szukałam na półkach logo wydawnictwa wyspecjalizowanego w literaturze skandynawskiej, w której mama się zaczytywała. W rytm intensywnego czytania wpadła w siódmej klasie. Za wcześnie, bo już w liceum sięgnęła po książki dla dorosłych i niewiele z nich rozumiała. Śmieje się, że w „Braciach Karamazow” Dostojewskiego najbardziej ciekawił ją wątek romansowy, w książkach Tomasza Manna podobnie. – Wynikało to trochę ze snobizmu intelektualnego. Z przyjaciółkami z klasy prześcigałyśmy się w pochłanianiu ambitnych tytułów. Chodziłam do Liceum im. Stefana Batorego. Część uczniów podjeżdżała pod szkołę luksusowymi samochodami, my szpanowałyśmy okładką „Czarodziejskiej góry” wystającą z kieszeni marynarki – śmieje się. – Ale to nie było wyłącznie czytanie na pokaz. Bardzo przeżywałam te lektury. Dostarczyły mi wielu autentycznych olśnień i wzruszeń. W drodze do i ze szkoły nie rozstawała się z książką. Natchnięta m.in. powiedzeniem taty, że nieczytanie powoduje prostowanie kory mózgowej. Od tego czasu zawsze ma ze sobą jakąś lekturę. Obcowanie z literaturą rosyjską rozbudziło w niej zainteresowanie Rosją i byłymi krajami Związku Sowieckiego. Do studiowania wybrała stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim, co szybko przestało ją satysfakcjonować. Ciężar życia intelektualnego przeniósł się poza studia. Odkryła prozę Andrzeja Stasiuka, Olgi Tokarczuk, a przez swojego chłopaka, jeszcze w liceum, zafascynowała się poezją Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Szukała też innych poetów. Zauroczenie Bursą nie było przypadkowe. Poeta miał na imię Andrzej, jak jej ówczesny narzeczony, i miał też żonę Ludwikę, więc poezja Bursy stała się jej bliska. Ceniła też Jacka Podsiadło. Podróż Między innymi pod wpływem opowieści taty w trakcie studiów wyruszyła w podróż do Indii i Azji Środkowej. Rzuciła się na książki o Wschodzie, zaczęła od literatury XIX-wiecznej. Nie potrafiła wówczas wyłapać aspektów orientalizujących ani egzotyzujących, popularnych i narzucających ton w starszej literaturze podróżniczej. Poznała prace historyka Lwa Gumilowa, jego koncepcje Wielkiego Stepu i eurazjatyzmu, które później zostały przeinaczone i wykorzystane do tworzenia teorii o wielkoruskiej hegemonii. – To było prawdziwe odkrycie. Choć prace Gumilowa później zostały zwulgaryzowane przez Dugina, nie należy go obwiniać za grzechy Putina czy Dugina. Gumilow, syn Achmatowej, spędził kilka lat w łagrze, doświadczył najbardziej przerażającego aspektu imperializmu sowieckiego, ale był zafascynowany Wschodem, mieszanką cywilizacji azjatyckiej i rosyjskiej. Dzisiejszy eurazjatyzm jest karykaturą tego, o czym pisał Gumilow. Poznała i pochłonęła prace Bobodżana Gafurowa, autora „Dziejów i kultury ludów Azji Centralnej”. Iwaszkiewicz Pradziadek Jarosław zmarł, gdy Ludwika Włodek miała trzy lata. Jego dzieła czytała nie tylko ze względu na rodzinne koneksje. Gust zależał od momentu życiowego. Mogła sięgnąć po dowolny utwór, bo w domu była półka ze wszystkimi dziełami i wydaniami. Pierwszą iwaszkiewiczowską lekturę dostała od babci, to zbiór opowiadań o miłości „Słońce w kuchni i inne opowiadania”. W skład zbioru wchodzą „Nowa miłość”, „Róża”, „Słońce w kuchni”, „Anna Grazzi”, „Tatarak”. – Dobrane przekornie, np. opowiadanie „Róża” trudno nazwać opowiadaniem o miłości, bardziej o jej merkantylnym obliczu. Zostało dwukrotnie zekranizowane. Raz przez Tadeusza Worontkiewicza, a drugi raz jako etiuda filmowa „Ubranie prawie nowe Włodzimierza Haupe”, ale nie widziałam tych ekranizacji, bo wówczas to opowiadanie nie zrobiło na mnie wrażenia. Dziś już wiem, że jest dla ludzi lepiej znających życie niż nastolatka. Najbardziej podobała mi się „duńska” opowieść „Słońce w kuchni”. Z biegiem lat coraz głębiej wchodziła w prozę Iwaszkiewicza, odkrywając jej nowe znaczenia i warstwy. Zmieniał się też jej stosunek do pisarza. Jako dziecko chwaliła się pradziadkiem, szczególnie jego pięknym domem w Stawisku, ale koleżanki pozostawały obojętne na jej przechwałki. W liceum próbowała wykorzystać pokrewieństwo, by polepszyć relacje z nauczycielką języka polskiego. Dziś zdaje sobie sprawę, że afiszując się nim, „doprawia sobie gębę”, a jej uczucia wobec pradziadka wynikają z prawdziwej więzi rodzinnej, a nie z chęci odcinania kuponów. Nie chce też funkcjonować w powszechnej wyobraźni jako „prawnusia Iwaszkiewicza”. Woli sama zapracować na swoje nazwisko. – Pamiętam, że gdy przerabialiśmy opowiadanie „Ikar” i chwaliłam się przyjaciółce znanym pradziadkiem, odparła, że to raczej niemożliwe, że zapyta rodziców. Sięgając dziś po opowiadania Iwaszkiewicza, inaczej je interpretuje niż przed laty. Może to kwestia momentu w jej życiu? Nie przeczytała jeszcze debiutanckich powieści „Hilary, syn Buchaltera” czy „Księżyc wschodzi”, nie uważa się też za znawczynię poezji Iwaszkiewicza. Pewnie i na to przyjdzie odpowiedni czas. – Od kiedy interesuję się Wschodem, pokochałam poemat Iwaszkiewicza „Azjaci”. Jest dla mnie ważny. Zaczyna się tak: E. J. Wam się podoba jedno, a nam co innego, Bo wy jesteście Europejczycy, a my jesteśmy Azjaci. J. I. Pleciesz, przyjacielu. Wszyscy jesteśmy Europejczykami. A. O. Wszyscy jesteśmy Azjaci! Poemat opowiada o spleceniu kultury europejskiej, a zwłaszcza polskiej, z wątków wschodnich i zachodnich. Dla kultury europejskiej równie ważni są zachodni autorzy i kultura rosyjska. Iwaszkiewicz zdawał sobie sprawę, że na nią z kolei …
Wyświetlono 25% materiału - 1114 słów. Całość materiału zawiera 4456 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się