Poniedziałek, 30 czerwca 2025
Rozmowa z ALEKSANDRĄ BURBĄ, ekspertką od ochrony praw autorskich, radcą prawnym w SAiW Copyright Polska

Od września 2024 roku obowiązują nowe lub zmienione regulacje, wśród nich wiele przepisów o kluczowym znaczeniu także dla rynku wydawniczego… Głównym celem nowelizacji było wdrożenie do polskiego prawa dyrektywy z 2019 roku o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym* . To regulacja unijna, która kiedy była przyjmowana przed sześcioma laty, a dyskutowana jeszcze dużo wcześniej, budziła spore emocje. Trudno było o uzyskanie na poziomie UE właściwej równowagi w przepisach zawartych w tej dyrektywie, co jest zresztą typowe dla regulacji w sferze prawa autorskiego. Dobrym przykładem jest eksploracja tekstów i danych, którą dyrektywa regulowała. Co do tej kwestii opinia publiczna nie miała jeszcze wtedy moim zdaniem zupełnie świadomości, jak duże znaczenie przepisy te mogą zyskać w niedalekiej przyszłości, w kontekście rozwoju nowych technologii. Nie przypuszczano nawet, że znaczna część dostawców narzędzi sztucznej inteligencji zacznie przywoływać te właśnie nowe przepisy jako we własnej ocenie usprawiedliwioną podstawę korzystania z treści autorskich, którymi karmiona jest sztuczna inteligencja. Tak czy inaczej, Dyrektywa DSM, bo tak o niej najczęściej mówimy, wymusiła dotknięcie w polskim prawie autorskim kilku obszarów, które albo w ogóle nie były dotychczas w polskiej ustawie uregulowane, albo były w niej uregulowane, ale w sposób wymagający zmiany. Chodzi przede wszystkim o korzystanie z utworów przez tzw. platformy internetowe, zwane przez Dyrektywę, a za nią – przez polską ustawę nieco niestrawnie – dostawcami usług udostępniania treści online. Opisowa nazwa mówi jednak wszystko: to podmioty żyjące z ruchu sieciowego w udostępnianych przez nie przestrzeniach i za pomocą oferowanych narzędzi. Ruch sieciowy odbywa się „na treściach” wszelkiego rodzaju, w dużej mierze autorskich, będących utworami, zamieszczanych przez użytkowników. Dyrektywa, a za nią polska ustawa, adresują problem braku wystarczającej partycypacji uprawnionych w tak generowanych przychodach z praw. Drugi ważny temat to dozwolony użytek utworów – korzystanie ze skutkiem transgranicznym w edukacji (to temat nie do pominięcia w kontekście rynku wydawniczego! – może wrócimy jeszcze do niego w naszej rozmowie), ale także, a może przede wszystkim, korzystanie z twórczości w ramach wspomnianej eksploracji tekstów i danych, o której na rynku wciąż za mało się mówi. Uregulowano też w polskiej ustawie na nowo korzystanie z utworów niedostępnych w handlu, nie tylko z książek, ale wszelkich tego rodzaju utworów. Tu też wydaje się brakować szerszej świadomości rynku, że niebawem możemy obudzić się w rzeczywistości korzystania z takich utworów znajdujących się w zbiorach bibliotek i innych instytucji dziedzictwa na podstawie niewynagradzanego uprawnionym w żaden sposób wyjątku – wystarczy, że nie będzie co do danej kategorii utworów reprezentatywnej, wystarczająco szeroko reprezentującej sektor, organizacji zbiorowego zarządzania, która mogłaby udzielić licencji i pobrać wynagrodzenie za takie korzystanie. Większa jest świadomość rynku co do tego, że zmieniono przepisy odnoszące się do wynagrodzeń autorskich oraz informacji o korzystaniu z utworów udzielanych przez licencjobiorcę lub nabywcę praw licencjodawcy lub przenoszącemu prawa. Wciąż jednak daleko do pewności prawa i jednolitości praktyk rynkowych w tym zakresie. Wprowadzono nowe prawo pokrewne wydawców prasy, o czym było głośno przez protest mediów w czasie dyskusji w Sejmie na temat nowelizacji. To dobrze, że to nowe prawo jest w systemie prawnym, ale też szkoda, że dyskusja o nim przyćmiła tematy równie ważne dla całego rynku wydawniczego – nie tylko prasowego. Mam wrażenie, że potrzebny jest w wielu tematach ochrony praw autorskich wspólny głos tych dwóch sektorów rynku i że taki ma szansę być usłyszany. Czy nowelizacja reguluje kwestię korzystania z utworów przez modele uczenia maszynowego? Podane są granice legalnego korzystania z utworów w celu trenowania AI? Nowelizacja nie odnosi się do tych zagadnień wprost. Nie definiuje AI, jej wytworów, nie odpowiada na pytanie, na jakich polach eksploatacji dokonywane jest korzystanie z utworów przez AI. Prawo unijne poszło tu dwiema ścieżkami – dużo wcześniej uchwalono Dyrektywę DSM, a później po równie burzliwych dyskusjach uchwalono obowiązujący równolegle AI Act – Akt o sztucznej inteligencji, który jako rozporządzenie, podobnie jak RODO, obowiązuje w prawach państw członkowskich bezpośrednio. Problem w tym, że AI Act do spraw ochrony prawnoautorskiej odnosi się zupełnie szczątkowo, wskazując na wyjątek eksploracji tekstów i danych wprowadzony Dyrektywą DSM oraz nakładając na dostawców obowiązek wprowadzenia polityk copyrightowych oraz obowiązek „wystarczająco szczegółowego” streszczenia dotyczącego tego, jakie treści użyte zostały do trenowania modelu AI. Oczywiście pośrednio te tematy są w nowelizacji obecne przez to, że korzystający mogą powoływać się na nowy, wprowadzony w 2024 roku do prawa polskiego wyjątek eksploracji tekstów i danych. Występuje on w art. 262 i 263 ustawy w dwóch odmianach – węższej, kiedy korzystanie bez zgody uprawnionego (bez licencji) jest dokonywane w celach niekomercyjnych badań naukowych, i w wersji szerszej, dozwolonej bez względu na cel korzystania, w tym może być to cel komercyjny. Obie formy są niewynagradzane, ale spod drugiego wyjątku można się wyłączyć, składając zastrzeżenie, jak mówi ustawa, czyli sprzeciw przeciwko takiemu korzystaniu. Zastrzeżenie musi nadawać się do odczytu maszynowego, jeżeli utwór udostępniono w internecie. A zawsze musi być dokonane odpowiednio do sposobu, w jaki utwór udostępniono. W tym kontekście może dziwić brak szerokiej praktyki stosowania sprzeciwu np. na egzemplarzach drukowanych książek. Toczy się jednak obecnie dyskusja na temat pozorności tych przepisów w praktyce, bo nawet po wyrażeniu takiego zastrzeżenia ktoś, kto je złożył, pozostaje bez realnej możliwości kontroli, czy jest przestrzegane przez dostawców narzędzi AI. Równolegle wciąż toczy się dyskusja, w jaki konkretnie sposób i w jakim zakresie dostawcy narzędzi AI ogólnego przeznaczenia powinni informować o źródłach, na których ich model był trenowany. Tendencje są przeciwstawne – autorzy i wydawcy z oczywistych względów chcą wiedzieć jak najwięcej, by móc określić, czy i które ich utwory zostały wykorzystane do „nakarmienia” konkretnych narzędzi AI, a dostawcy modeli …
Wyświetlono 25% materiału - 903 słów. Całość materiału zawiera 3613 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.















