środa, 30 lipca 2025
Rozmowa z Markiem Jannaszem, prezesem wydawnictwa Lira
Twoje wydawnictwo ma już siedem lat. Ale ty jako wydawca masz znacznie dłuższy życiorys. Jeśli chodzi o książki i w ogóle o rynek wydawniczy, to rzeczywiście Lira jest moim najmłodszym dzieckiem i cały czas ją tak traktuję, chociaż szybko się rozwija i rośnie. To prawda, mam spore doświadczenie na rynku wydawniczym. Pierwszy tytuł, który się pojawił na rynku i nosi moje nazwisko, ukazał się 30 lat temu. Pracowałem jako redaktor, konsultant, autor, tłumacz, m.in. dla PWN-u, WSiP-u, CiS-u, Muzy, wydawałem też multimedia – przez długi czas w ramach grupy DeAgostini oraz samodzielnie – poza tym założyliśmy wspólnie z Mariuszem Jachimczukiem wydawnictwo językowe Lingo, w ramach którego powstał też później imprint edukacyjny OldSchool. Podczas Targów Edukacyjnych w Kielcach otrzymałeś w 2012 roku Nagrodę Kallimacha przyznawaną przez „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” właśnie za publikację edukacyjną. Otrzymałem nagrodę wspólnie z dr. Grzegorzem Śpiewakiem, metodykiem nauczania języka angielskiego, za inicjatywę edukacyjną DeDOMO – nowatorską metodę nauki języka angielskiego w domu, przeznaczoną dla rodziców, którzy chcą aktywnie uczestniczyć w edukacji językowej swoich dzieci. Cieszyło się to powodzeniem, przez parę lat projekt rozwijaliśmy, później się zmieniły formy dotarcia. To była publikacja książkowa i multimedialna. Lingo, OldSchool i DeDOMO to był ten pierwszy etap, w którym zetknąłem się z rynkiem książki jako wydawca, czyli zobaczyłem, jak wygląda sprzedaż, dystrybucja. Od tego czasu minęło blisko dwadzieścia lat. A skąd wziął się pomysł na Lirę? Wydawnictwo Lira powstało trochę z mojej ciekawości, żeby spróbować wydawać coś innego niż publikacje edukacyjne i językowe. Co cię skłoniło do tego, że założyłeś wydawnictwo? Czy dostrzegłeś, że czegoś na rynku brakuje? Czy może dlatego, że wcześniej zarabiałeś pieniądze, a potem zapragnąłeś być wreszcie prawdziwym wydawcą? Zawsze miałem dwie pasje w życiu: książki i sport. W ramach realizacji tej pierwszej pasji stwierdziłem, że może spróbuję przestać być wyłącznie odbiorcą literatury, którym byłem, odkąd pamiętam, i z ciekawością poznam drugą stronę, bo jednak wydawanie pomocy edukacyjnych to jest zupełnie co innego niż wydawanie literatury. Chciałem przestać być kibicem, używając analogii sportowej, i wyjść na boisko. Przecież różne sporty uprawiałem i, mimo kontuzji, uprawiam nadal, i to przynosi zupełnie inną satysfakcję niż kibicowanie. Motywacja była więc trochę bardziej, nie ukrywam, osobista niż rynkowa. Nie podejrzewałem jednak, że Lira tak się rozwinie, że stanie się moim głównym biznesem i sposobem na życie nie tylko dla mnie, ale i dla innych osób, które ze mną współpracują i dzięki którym ona się rozwija. Ten sukces mnie zaskoczył. Ale gdy teraz patrzę na te lata wstecz, to na początku istnienia Liry o tej rynkowej stronie literatury nie wiedziałem nic. To było zupełnie coś innego niż to, co robiłem wcześniej jako wydawca edukacyjny. Mówiąc językiem żeglarskim, tego segmentu rynku uczyłem się „na biegowo”, czyli już w trakcie rejsu. Niejednokrotnie pokonując różne trudności „na żywca” (to z kolei z żargonu wspinaczy), czyli bez ubezpieczenia. Czy pieniądze, które poprzednio zarobiłeś, przez te siedem lat straciłeś? Czy Lira przynosi dochody? Nie straciłem tych pieniędzy. To dobre pytanie, bo ono o tyle mnie cieszy, że Lira jest projektem, który był finansowany wyłącznie przeze mnie, wyłącznie z moich, zarobionych wcześniej pieniędzy na książkach i multimediach. Nie miałem ani żadnego inwestora, ani żadnego majątku z innych biznesów, który mógłbym zainwestować w Lirę. Włożone przeze mnie środki cały czas pracują w wydawnictwie, Lira się rozwinęła i rokrocznie przynosi dochód, a jej wartość od momentu założenia wielokrotnie wzrosła. Masz siedem lat doświadczenia z nowym wydawnictwem. Czy widzisz, że Lira może dalej się rozwijać? Czy widzisz mankamenty tej działalności na rynku? Przeżywałem różne etapy. Od początkowego sceptycyzmu – na zasadzie takiej, że jak będę wydawać literaturę, którą sam lubię, to w ogóle wydawnictwo się nie utrzyma, bo oferta będzie za mało rynkowa. Dzięki temu, że dbaliśmy o wydawane książki i ich autorów, w pewnym momencie zaczęliśmy dostawać coraz lepsze teksty. I z tych propozycji wybieraliśmy do wydania głównie te, które wraz ze współpracownikami uważaliśmy za najbardziej wartościowe. Wtedy się okazało, że to nawet działa. Miałem wrażenie, że w literaturze pięknej, którą lubię, czytam, da się wiele wykreować i nawet zarabiać na polskich debiutach. Potem się okazało, że to wcale nie jest takie proste, więc pojawiła się kolejna chwila zwątpienia. Teraz jest już etap dojrzałości, dlatego też mamy zrównoważoną ofertę. Natomiast są jeszcze bariery wzrostu, ewidentnie, widzę ograniczenia na rynku, ciągle o tym myślę, ciągle się z tym zmagam. I z jednej strony one są, powiedziałbym, kulturowe. (Tu trochę odzywa się we mnie historyk czy kulturoznawca). A z drugiej strony są one czysto rynkowe. Jakie bariery kulturowe masz na myśli? Moim zdaniem to jest kwestia czytelnictwa w Polsce. To są też kwestie …
Wyświetlono 25% materiału - 750 słów. Całość materiału zawiera 3000 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.














