Wtorek, 4 lipca 2006
Rozmowa z prof. Janem Błeszyńskim
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeru171
W Polsce usługi ksero są wyjątkowo popularne, cena kopii za jedną stronę A4 spadła do 10 gr, a miejscami nawet do 6-7 gr. Całą książkę można skserować i zabindować za 6-10 zł. No właśnie, jeszcze niedawno było to 30 gr i w punktach kopiowania na terenie bibliotek nadal stosuje się rażąco zawyżone ceny kopii. Ale to jest inne zagadnienie. W połowie lat 90. niedoskonałe urządzenia do kopiowania kosztowały ok. 10 tys. zł. Dzisiaj są dużo tańsze, jest większa konkurencja, ceny spadają, ale to wcale nie znaczy, że ten interes jest gorszy. Doskonale wiadomo, że korzyści nie można obliczać jednostkowym zyskiem. Należy brać pod uwagę skalę zjawiska. W jakim stopniu ilość wykonanych kopii ksero w 2005 roku wzrosła w stosunku do roku 2000? Bezpośrednich danych nie ma, bo i być nie może. Przed kilkoma laty liczbę kopii utworów oceniano w Polsce na 5 miliardów stron rocznie. W międzyczasie nastąpił ogromny przyrost przeróżnych urządzeń kopiujących. Są one coraz tańsze i wydajniejsze. Przed paroma laty za biurową kopiarkę cyfrową płaciłem mniej więcej 2,5 tys. zł, a w tej chwili za 800-1200 zł można kupić wielofunkcyjny „kombajn”. Po drugie, ogromnie wzbogaciły się możliwości zapisywania. Z użycia wyszły dyskietki, ich miejsce przejęły najpierw dyski CD. W tej chwili wchodzą na rynek kostki pamięci. W moim przekonaniu funkcje urządzenia skanującego pełni dzisiaj także cyfrowy aparat fotograficzny, jeżeli zapisuje obraz w rozdzielczości powyżej 3 milionów pikseli. Nie mówiąc o komputerze osobistym połączonym ze skanerem i drukarką. To wszystko powoduje, że dzisiaj stosunkowo nieliczne egzemplarze wypuszczone przez wydawnictwo na rynek są w stanie zaspokoić zapotrzebowanie. Mówił Pan o 5 miliardach stron, jak zostało to policzone? Czy to jest 5 miliardów wykonanych kopii w ogóle, czy chronionych copyright? Nas interesuje wyłącznie materiał chroniony prawem autorskim. Ta liczba wynika z szacunków statystycznych opracowanych przez Kopipol w 2000 roku, badania prowadził dr Piasta. Ale były one wykonane przy pewnym stanie reprografii. W międzyczasie obserwujemy ogromny wzrost obrotu kopiami reprograficznymi. Ogromny? Ogromny. Liczba i skala działalności punktów ksero rosną jak grzyby po deszczu ze względu na to, że jest coraz większe zapotrzebowanie na ich produkcję. To wynika z różnorodnych możliwości technicznych, jak też z uświadomienia sobie ich istnienia. Dzisiaj możemy mieć niemal wszystko w postaci wydruku, który przede wszystkim jest tani. Poza tym ten druk można łatwo wprowadzić do sieci. To wszystko powoduje, że interesy autora i wydawcy są naruszane. Musimy sobie przy tym uświadomić, że ta sprawa nie może być postrzegana wyłącznie w kategoriach uszczerbku. Nad tym zjawiskiem musimy zapanować w dwojaki sposób. Z jednej strony zgodny z interesem nauki, postępu, a z drugiej strony w sposób racjonalny, rekompensując straty autorów i wydawców. Jeżeli nie stworzymy jednolitego systemu, grozi to uwiądem działalności twórczej, która stanie się nieopłacalna. Warto wspomnieć o kserowaniu za darmo w miejscu pracy, to jest zjawisko znane chyba każdemu. Tego zjawiska nie da się ściśle uchwycić liczbowo. Uzasadnione jest natomiast objęcie opłatami użytkowników urządzeń kopiujących. Czy można powiedzieć, że w roku 2004 i 2005 poziom kopiowania w Polsce był najwyższy w całej UE? Tego odpowiedzialnie powiedzieć nie można. Proszę zwrócić uwagę, że na Zachodzie kopiowanie i obrót kopiami dotyczy w coraz większym stopniu wersji cyfrowych i przenosi się do Internetu. W Polsce także nieuchronnie nas to czeka. Przy okazji i u nas sprawa Internetu wymaga jak najszybszego wyjaśnienia, unormowania. Przede wszystkim, jak najszybciej należy ustalić warunki wypełniania już istniejących reguł gry. Kilka lat temu mówił pan, że należne odszkodowania dla wydawców i autorów z tytułu kopiowania można szacować na około 100 milionów rocznie. Uważam, że przy szerokim rozumieniu definicji urządzenia kopiującego i obciążeniu opłatami szerokiego kręgu importerów i producentów sprzętu, opłaty z tego tytułu mogłyby pozostać na stosunkowo niskim poziomie. Nie trzeba nawet zmieniać obowiązujących stawek, czyli 3 proc. Przy całościowej próbie podliczenia tych rekompensat możemy mówić nawet o 150-200 milionach zł rocznie. A może o kwocie jeszcze większej. Ale przyjmijmy, że przy relacjach zachodnich – w przypadku dużego kraju, jakim jest Polska – byłoby to dzisiaj kilkadziesiąt milionów euro. Uważam, że u nas pozyskanie kwoty nawet 80-100 mln zł rocznie, przy odpowiednim poukładaniu zagadnienia repartycji, mogłoby być sprawą bliskiego horyzontu. Moja koncepcja jest taka – całość inkasowanych przez organizacje zarządzające prawami reprograficznymi kwot powinna być przekazywana w proporcji do udziału na rynku reprograficznym wydawcom, przy czym połowa na rzecz autorów danego wydawcy. Czyli ostatecznie 40-50 milionów trafiałoby do wydawców, 40-50 milionów do autorów. Jeżeli przyjmiemy, że pierwsza dziesiątka wydawców kopiowanych w Polsce ma choćby 50 proc. udziałów, duże wydawnictwa – takie jak PWN, PWE, WNT – miałyby udziały w tej puli na poziomie minimum 4-5 mln zł dla siebie plus 4-5 mln dla autorów. Kilka mniejszych na poziomie 1-2 milionów, następnych kilkanaście wydawnictw na poziomie kilkuset tysięcy. Wprowadzenie takiego rozwiązania wymaga zmiany rozporządzeń wykonawczych wydanych na podstawie art. 20 i 20(1) UPA. Czy można zatem spojrzeć na to w ten sposób, że od momentu wprowadzenia ustawy do dziś straty wydawców i autorów osiągnęły mniej więcej miliard zł. Biorąc za odniesienie ponad 10 lat okresu obowiązywania ustawy, tak. W opracowaniach IFRRO mówi się, że zachodni system reprograficzny jest skuteczny w 25 proc. Uważam, że jest to około 30 proc., wszędzie jest szara strefa, chodzi tu o zbudowanie systemu, który nie ułatwia działania w szarej strefie. Czy zna pan jakiś kraj europejski, w którym można legalnie skserować całą książkę? Nie, nie ma takiego kraju, ponieważ byłoby to sprzeczne z art. 9 ustęp 2 Konwencji Berneńskiej – a u nas to powtarza art. 35 UPA – że kopiowanie nie może naruszać normalnego korzystania i godzić w słuszne interesy twórcy. Dzisiaj w Polsce można wykonywać kopie całych książek, punkty ksero proszą klientów o wypełnienie zlecenia. Należy podać tytuł, autora oraz nazwisko zleceniodawcy. Co więcej, punkty ksero produkują całe książki „na skład”. W sytuacji, gdy policja widzi w punkcie ksero całą zabindowaną książkę oraz pisemne zlecenie, nie traktuje tego, jako produkcji na skład, a jako wykonanie zlecenia z tytułu dozwolonego użytku. Jest to przykład, jak można stwarzać warunki dla szarej strefy. Przy takim ujęciu problemu wskazuje się, jak ustawę obejść. Uważam jednak, że podpisanie takiego zalecenia nie „legalizuje” dokonanego kopiowania całej książki. Można oczywiście zabezpieczać się przed takim rozumowaniem. Ale błąd tkwi u podstaw, trzeba stworzyć racjonalny mechanizm rekompensaty. Warto porozmawiać na temat, co wolno kopiować w Polsce i dlaczego. W Polsce na skutek implementacji dyrektywy 2001/29 i wprowadzenia art. 201, niestety, sytuacja skomplikowała się, kopiowanie książek w punktach ksero jest dozwolone. Tyle, że moim zdaniem – kopiowanie to nie może odbywać się z naruszeniem art. 35 UPA. Ale to art. 23 mówi, że dla użytku osobistego można skopiować całe dzieło. Ja nie sięgałbym tu do art. 23, tylko do art. 35. Z jednej strony nie ma możliwości generalnego zakazania form kopiowania, które są wynikiem rozwoju techniki i które prowadzą do słusznego celu – możliwości zapoznania się z dorobkiem twórczym, dla własnego użytku osobistego, więc np. prowadzenia pracy naukowej itd. O tym stanowi art. 23. Wszelkie nawoływania do tego, żeby „zakazywać” są nierealne. Mnie się wydaje, że to art. 35 jest jednak pomijany. A to właśnie ten przepis zakazuje użytku komercyjnego, czyli takiego, który wkracza w słuszne interesy autora. Z drugiej strony, to co może i powinno być zrobione, to wprowadzanie formuły, która będzie zapewniała realne odszkodowania. To jest obecnie niemożliwe, upatruję tu wady nowego zapisu w ustawie, czyli art. 20(1) – tam została wprowadzona konstrukcja licencji ustawowej, która mówi: „wolno kopiować, ale za odpłatnością na rzecz autorów i twórców”. Organizacja zarządzająca prawami powinna ustalić tabelę wynagrodzeń, w porozumieniu z organizacjami twórców i wydawców. Jak się ma do tego dozwolony użytek osobisty? Artykuł 23 stanowi, że dozwolone jest kopiowanie dla własnego użytku osobistego. Sytuacja klasyczna występuje wówczas, kiedy na przykład ktoś skanuje książkę u siebie w domu i drukuje ją dla siebie. A dozwolony użytek publiczny z art. 28, czyli możliwość kopiowania całych utworów przez szkoły, czy biblioteki – dla uzupełnienia zbiorów na przykład? Rodzą się tu wątpliwości interpretacyjne, poza tym ten przepis jest wadliwie zredagowany. Istota sprawy polega na tym, że ten przepis jest nadużywany. Wyjście jest tylko jedno – wytaczanie spraw sądowych, a co za tym idzie, utrwalenie prawidłowej wykładni tego przepisu. To, że do takich sporów nie dochodzi, pokazuje poziom świadomości wydawców, jeśli chodzi o prawa autorskie. W przypadku punktów ksero wydawcy mówią o przeciwnej stronie barykady, ale biblioteki to jednak sprzymierzeńcy wydawców, trudno jest ich pozywać. Ten sprzymierzeniec w przypadku prowadzenia takiego punktu przy uczelnianych bibliotekach zakłada punkt ksero, albo wynajmuje powierzchnię. Punkt ksero jako przedsiębiorca od rana do nocy kopiuje. Czytelnicy lubią korzystać z książek w domu, chcą mieć odpowiedni fragment, więc kopiują. Z reguły ceny za ksero w bibliotekach są wyższe niż na mieście. I tu chce pan mówić o sojuszniku? Przecież to jest normalny biznesmen, który wykorzystuje pewien układ. Oczywiście, biblioteki pełnią ważną funkcję, …
Wyświetlono 25% materiału - 1439 słów. Całość materiału zawiera 5759 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki