
Debiutancka powieść „22 długości” germanistki i redaktorki ukazała się przed trzema laty za Odrą, a kilka miesięcy temu także u nas, u tego samego wydawcy i w tym samym przekładzie. Od razu rzecz narobiła sporego szumu, natychmiast zwróciła uwagę na autorkę, zdobyła kilka nagród w Niemczech i została przetłumaczona jak dotąd na piętnaście języków. Zero zatem zdziwienia, że Wahl poszła za ciosem, przygotowując szybko kontynuację. Jeśli debiut opowiadał historię starszej z dwóch sióstr, Tildy, druga powieść koncentruje się, nie rezygnując z zaprezentowania także postaci dominujących w utworze debiutanckim, na dalszych losach młodszej z sióstr, czyli Idy.
Od razu zaznaczam, że każdy z tomów da się czytać oddzielnie bez szkody dla ciągłości narracji. Ida, młodsza siostra, to osoba zbuntowana, prawdę mówiąc, w stanie szoku i buntu w związku ze śmiercią matki, alkoholiczki, która przedawkowała specyfiki farmaceutyczne. Wahl bez pośpiechu cieniuje emocje Idy dotyczące niezbyt świetlanej powieściowej osoby, która urodziła i Tildę, i ją. W stanie buntu Ida nawet nie uczestniczy w pogrzebie, ucieka z opustoszałego domu, trafia bez środków do życia, właściwie przypadkiem, z byle jakim bagażem na Rugię. Tam poznaje starszą parę prowadzącą mały lokal gastronomiczny, sprzyja jej szczęście, gdyż Kurt i Marianne biorą Idę pod opiekuńcze skrzydła, a na dodatek poznaje znanego didżeja przebywającego akurat na wyspie w związku z chorobą dziadka. I tak dalej. Gdybym napisał więcej, spojlerowałbym, a wreszcie każdy powinien na własną rękę odkrywać następujące po sobie dość żwawo (bez nadmiernego jednak pośpiechu) perypetie.
Rzecz napisana została językiem przejrzystym, bez zbędnych udziwnień, może poza specyficznym, właściwym dla dramatów, układem partii dialogowych. Nawet zastanawiałem się z początku, skąd tak duża, również u nas występująca, popularność dość w gruncie rzeczy prostej fabuły o traumie i jej przezwyciężaniu. Po namyśle dochodzę do wniosku, że czytelników (a zwłaszcza czytelniczki, szczególnie z grupy Young Adult, choć zdecydowanie bliższych trzeciej niż drugiej dekadzie życia) uwodzi sprawnie przeprowadzony wątek psychologiczny oraz – to ważne! – motyw wody, obecny zresztą w obu tomach. „22 długości” uwypuklają terapeutyczny sens pływania w basenie, bohaterka „17 w skali Beauforta” wypuszcza się na całkiem dosłownie szersze wody. Równowagę psychiczną odzyskuje nie tylko u boku opiekuńczych knajpiarzy oraz didżeja Leifa Jansena, lecz również w kontakcie z żywiołem wzburzonego morza. Podejrzewam, iż część trzecia dziać się będzie w okolicznościach oceanicznych.










