
Twórczość bohatera tej monumentalnej, wyczerpującej i detalicznej biografii otworzyła okno na świat kilku polskim pokoleniom. A „Dywizjon 303” oraz „Dziękuję ci, kapitanie” utrwaliły w świadomości narodowej czyn zbrojny naszego oręża za froncie zachodnim II wojny światowej.
Pisarz-wagabunda miał rozmaite oblicza. Z jednej strony: narcyz, sknera, autokrata, uwodziciel, konformista, z drugiej – człowiek stanowczy, konsekwentny, sumienny, operatywny, wytrwały. Zygmunt Pniewski, przyjaciel Fiedlera, notował: „Arkady był człowiekiem bardzo zdyscyplinowanym. Co postanowił, to robił. Wzbudzał zaufanie”.
Ciekawe, jak potoczyłoby się życie prozaika, gdyby po II wojnie światowej wybrał los emigranta? Wrócił jednak do kraju za namową Jerzego Borejszy. Skuszony obietnicą dostatniego życia oraz perspektywą wielotysięcznych nakładów.
Z kolei Izabela Czajka i Wiktor Grosz, dobrzy znajomi Fiedlera z interbellum, a w Polsce Ludowej figury wpływowe, stali się jego protektorami. Wkrótce wyrzekł się niezależności, przeistaczając się w podróżującego urzędnika, nadającego kształt wizjom Polek i Polaków o egzotycznym świecie. Czy jego ekspedycje byłyby możliwe bez współpracy z komunistycznymi służbami?
Zastanawia, skąd wzięło się u Fiedlera poczucie niedowartościowania, niesłuszne, zważywszy na wielomilionowe (sic!) nakłady oraz translacje na 23 języki obce. U schyłku międzywojnia chciał zdobyć uznanie stołecznych elit kulturalnych, lecz miał wrażenie, że jest postrzegany w tych kręgach niczym „prymitywny narwaniec, któremu nie odmawiano pewnych zdolności literackich”. Jarosław Iwaszkiewicz określił go nawet mianem twórcy „trzygroszowych reportaży”. Podobnie było w PRL-u, kiedy osiadł w podpoznańskim Puszczykówku. Środowisko literackie Poznania – zazdrosne o masową popularność Fiedlera – nie rekomendowało go do laurów. Może właśnie dlatego nieliczne i nieśmiałe głosy krytyczne budziły w literacie irytację oraz pretensje do redakcji, które owe passusy drukowały. Szukał wsparcia u sekretarzy poznańskiego KW PZPR, towarzyszy: Stefana Olszowskiego, Jana Szydlaka i Kazimierza Barcikowskiego.
Niewątpliwie patronował mu również Amor. Z pierwszą małżonką, Janiną Ritter rozszedł się po niemal 15 latach pożycia, drugą, Włoszkę Marię Maccariello, poślubił w wojennym Londynie. Chwalił się licznymi romansami, m.in. z Zofią Stryjeńską, ale trudno dociec, ile było w tym prawdy. Erotyczne perypetie zawarł w książce „Kobiety mej młodości”, opublikowanej już po śmierci autora.
[buybox-widget category=”book” ean=”9788384150627″/]













