
To rodzaj diariusza – początkowo
drukowanego na łamach upadłego tygodnika „Kulisy” – relacjonującego
zarówno bieżące wydarzenie roku 2003 jak i pełnego frapujących dygresji.
Można nie podzielać poglądów autora, ale nie sposób odmówić mu gawędziarskiej swady, sokolego oka i fotograficznej pamięci. No i oczywiście
ostrości pióra, której nie powstydziliby
się komentatorzy i felietoniści
„Prosto z mostu”. Ich retoryka przypomniała mi się pod wpływem lektury tej wciągającej książki, choć zdaję sobie doskonale sprawę, że takie
porównanie nie przypadnie Januszowi
Atlasowi do gustu. Dla zachęty taki cytat: „Pan prezydent miasta stołecznego
Lech Kaczyński ogłosił bezwstydnie,
że nowym dyrektorem naczelnym
Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego mianował jednoosobową
decyzją Andrzeja Gelberga, do niedawna redaktora naczelnego «Tygodnika
Solidarność». Stało się to, co było łatwe do przewidzenia, oto w wyniku demokratycznych wyborów
samorządowych Warszawa jest miastem kolesiów! Gelberg nie ma dokładnie żadnych kwalifikacji na stanowisko,
jakie objął, i dlatego dostał znakomicie płatną posadę”.
Sporo miejsca poświęca autor
krajowym mediom. Na przykład miesięcznikowi „Twój Styl”: „Lubiłem
kiedyś to wydawnictwo, ale to też jest przeszłość, bo teraz pisują w nim w nieustannym zachwycie niemal
wyłącznie kretynki – o jeszcze większych kretynkach. Według «TS» prawdziwa elita dzisiaj to gwiazdeczki z telenowel i ich styl. Te notorycznie opisywane starletki pieprzą się wyłącznie
w wolnych związkach, żeby nie było dzieci, ani zobowiązań, ani problemów. Taki. Styl”.
Atlas deprecjonuje też osiągnięcia dziennikarzy śledczych, szczególnie dziś cenionych. Na przykładzie reprezentującej
tę konkurencję znanej autorki „Rzeczpospolitej” dowodzi, że ujawniane przez nią kolejne afery gospodarcze i polityczne są nie tyle
rezultatem kunsztu, dociekliwości i talentu, ale stanowią pokłosie ścisłej
współpracy z tajnymi służbami państwowymi.











