Wtorek, 1 listopada 2022
Wydawcasłowo/obraz terytoria
AutorCharles Nodier, Gustave Faubert, Charles Asselineau
TłumaczenieTomasz Stróżyński, Paweł Zychowski, Krystyna Belaid
RecenzentGrzegorz Sowula
Miejsce publikacjiGdańsk
Rok publikacji2020
Liczba stron90
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2022

Ten tomik to efekt książkowej pasji prof. Stanisława Salija, który użył tu sobie jako edytor i projektant, swoich studentów zmuszając nie tylko do pracy nad tekstem, ale i wymagając redakcyjnych wyczynów, by o wyszukaniu pasujących illustracyj nie wspomnieć.

„Miłośnik książek jest typem, który zasługuje na utrwalenie, gdyż wszystko zdaje się wskazywać na to, że wkrótce zniknie”. To słowa Nodiera, autora najmniej wciągającego tekstu, choć, jak przekonują autorzy posłowia, eseju nader ciekawego i wiodącego do jednoznacznego określenia bibliomanii jako szaleństwa. Co akurat absolutnie mnie nie dziwi, „znam ten ból, sam byłem matką”, mogę z pełną odpowiedzialnością poświadczyć – pieniądze, wysiłki, poświęcenia, wyrzeczenia, jakich każda (moja również) bibliomania żądała, mogłyby wciąż zapewnić niejeden tom.

Nick Basbanes, amerykański historyk specjalizujący się w dziejach książki, druku, zbieractwa, także oszustw i szwindli książki dotyczących, swą pierwszą, opublikowaną w 1995 roku pracę zatytułował „The gentle madness”, „Łagodne szaleństwo”, ale z tytułem można by się bawić – „Lekkie opętanie”? „Niewinny kop”? Rozmawialiśmy o ewentualnej publikacji tej pracy w Polsce, wtedy – czyli w końcu minionego stulecia – chyba znalazłoby się sporo jej odbiorców, bo Nick pisze żywo, ciekawie, z biglem, dla czytelnika niekoniecznie wyspecjalizowanego. Listów wymieniliśmy sporo, ale do polskiej edycji nie doszło. I od dłuższego czasu widzę, że tego typu książek, poza bibliofilskim obiegiem, już się właściwie w Polsce spodziewać nie możemy. Z tym większą radością wziąłem do ręki tom gdańskiego wydawnictwa.

Nie jest to żadna praca, która dziś mogłaby przynieść cokolwiek poza frajdą z lektury. Pojawiają się nazwiska, tytuły, miejsca, ale trzeba trochę w książkowo-bibliofilskich sprawach siedzieć, by się w tym wszystkim orientować. Bo autorzy nie piszą w zasadzie o samych książkach, tematem tych trzech krótkich tekstów jest pożądanie, chęć ich posiadania, magia zbierania, zapełniania półek, upychania piramid pod biurkiem, wspierania stołów. „Biblioman nie wybiera – on kupuje”. To znów uparty Nodier. Ale przeszukiwanie straganów bukinistów, odwiedzanie księgarń, licytowanie na aukcjach składało się przecież na codzienność bibliomana – skąd brał na to fundusze, autorzy milczą, są to jakieś nieznane a godziwe dochody, choć sen, który nęka bohatera opowiadania Asseulineau, wyraźnie pokazuje, w jakie finansowe tarapaty może popaść kolekcjoner opętany żądzą posiadania wybranego tytułu: aukcyjna ustawka, perwersyjna walka o tytuły… i upadek, dno, prośba skierowana do Marokińczyków, by wykupili go z kłopotów…

Autorzy bardzo uczonego posłowia przedstawiają te trzy eseje jako przyczynek do „dyskursu maladycznego”, ujmującego bibliomanię jako szaleństwo. Zapewne można je i tak traktować, choć zdecydowanie więcej satysfakcji da lektura „zwyczajna”, bez medycznego podtekstu. Zwłaszcza że podobnych bibliomaniaków, gotowych dla rzadkiego egzemplarza nawet zabić, trudno już dziś uświadczyć…

OCEŃ KSIĄŻKĘ