środa, 30 października 2019
WydawcaCzytelnik
AutorThomas Bernhard
TłumaczenieMarek Kędzierski
RecenzentAdam Słupski
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2019
Liczba stron172
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2019

Wydawnictwo Czytelnik wznowiło przekład wydanej w 1982 roku powieści „Bratanek Wittgensteina. Przyjaźń”. Miłośnicy twórczości Bernharda dostali do ręki Austriaka takiego, jakiego już znają. Jednoakapitowy monolog, liczne powtórzenia, wszechobecny krytycyzm wobec otoczenia, ale nade wszystko charakterystyczna precyzja obserwacji oraz wystudiowany język nie pozwalają na pomyłkę.

Co dostrzeżemy, zaglądając do wnętrza? Thomas Bernhard opłakuje. „Bratanek Wittgensteina” to pean na cześć nieżyjącego przyjaciela. Narrator podkreśla jego wyjątkowość i jednocześnie uderza się w piersi, dostrzegając swoje niedoskonałości w budowaniu relacji z nim. Nie brakuje krytyki współczesnego społeczeństwa oraz oceny tych, którym wcześniej już nie szczędził negatywnych opinii.

Na powieść spojrzałem przez pryzmat stosowanych przez autora kontrastów. Książka zaczyna się szpitalnym wspomnieniem i natychmiastowym porównaniem sytuacji obu postaci. Narrator i obiekt jego uwielbienia cierpią, leżąc w płotem oddzielonych od siebie szpitalnych pawilonach: pierwszy z nich zmaga się z niedomaganiem ciała, drugi — z chorobą ducha (Paul Wittgenstein był pacjentem oddziału psychiatrycznego). Podobne zestawienia przewijają się przez cały ciąg myśli — raz wykazując podobieństwa, aby podkreślić głębię przyjaźni i przywiązania, innym razem są przeciwstawne, oddając wyjątkowość głównego bohatera poprzez wyniesienie go na piedestał.

Bernhard stosuje podobny zabieg, opisując aspekty moralne. To samobiczowanie się narratora, kiedy wspomina porzucenie swojego druha w najtrudniejszym okresie jego choroby. Pisze: „Nie jestem dobrym człowiekiem. Odsunąłem się od przyjaciela, tak jak i inni jego przyjaciele, tak jak oni bowiem chciałem odsunąć się od śmierci”. Tym samym więc krytykuje też moralność społeczeństwa, które oddala od siebie trudności, udając, że one go nie dotyczą. Jednak i tu pojawia się porównanie. Czytelnik śledzi bardzo ostrą, czasem wręcz zajadłą krytykę otaczających go zewsząd zachowań: lekarzy jako niekompetentnych i zadufanych w sobie bufonów, narcystycznych polityków wygłaszających komunały bez merytorycznego przygotowania, czy reżysera teatralnego i jego aktorów, dyrekcji teatru nie oszczędzając, którzy kładą przedstawienie z braku podstawowych umiejętności rozumienia i interpretacji tekstu. Tą oceną stawia siebie na przeciwległym końcu skali — w roli genialnego intelektualisty i arbitra.

Spójrzmy wreszcie na kontrast z punktu widzenia zestawienia „Bratanka Wittgensteina” z tekstami innych autorów. Barthes w „Dzienniku żałobnym” koncentruje się na własnych przeżyciach; dopiero w późniejszych partiach pojawia się zdystansowanie. Podobnie dzieje się u C.S. Lewisa w „Smutku”, choć z wyraźnym odejściem od egocentryzmu. Bieńczyk w „Kontenerze” raczy czytelnika ogromną różnorodnością skojarzeń i refleksji, a (znów) Barthes w wykładzie „Światło obrazu. Uwagi o fotografii” prezentuje wręcz nowe spojrzenie na znane już zjawisko. W „Bratanku…” Bernhardt zatrzymuje się pośrodku. Aczkolwiek skupiony na sobie, narrator odzwierciedla żal nie tyle poprzez pokazanie swojego cierpienia, ile — znowu przeciwieństwo — opiewanie moralnej i intelektualnej wielkości zmarłego na tle własnych słabości i miałkości społeczeństwa.

Co charakterystyczne, autor nie stroni od wątków autobiograficznych, powracając niekiedy do wcześniej opisywanych wydarzeń. Język powieści pozwala odczarować powszechnie pojmowaną hermetyczność jego twórczości. Autor oczekuje od czytelnika skupienia, lecz jego styl, choć podobnie twórczy jak dotąd, pozwala łatwiej przyjąć zaproszenie do zagłębienia się w lekturę.

No votes yet.
Please wait...
OCEŃ KSIĄŻKĘ