Piątek, 25 lipca 2025
WydawcaPIW
AutorPiotr Szewc
RecenzentTomasz Zbigniew Zapert
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2025
Liczba stron144
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 7-8/2025

Jak przed ponad półwieczem wyglądała Zamojszczyzna? Co z tamtego, bezpowrotnie minionego, czasu pozostało w dziecięcej pamięci? Dlaczego obrazy zapamiętane w młodości bywają wyidealizowane? Odpowiedzi na te pytania możemy znaleźć w niniejszej książce.

Piotr Szewc ma na koncie dziewięć zbiorów wierszy, kilka tomów prozy (wspomnijmy obsypaną prestiżowymi laurami powieść „Zagłada” czy tom „Zmierzchy i poranki”) oraz wywiad rzekę z Julianem Stryjkowskim, zatytułowany „Ocalony na Wschodzie”. Przy okazji prezentacji tej ostatniej publikacji – ponad trzy dekady temu w Klubie Księgarza – miałem przyjemność poznania obydwu rozmówców.

Najnowsza praca Szewca zawiera czternaście małych form prozatorskich. Autor pieczołowicie i z czułością rekonstruuje pospolite na ogół zdarzenia zaobserwowane, czy też przeżyte w – przywołując Melchiora Wańkowicza – szczenięcych latach. „Moje dzieciństwo zahaczało o epokę drewnianego liczydła. Na ladzie szanującej się sprzedawczyni – w geesowskim sklepie (…) leżało narzędzie rzetelności i dokładności. Błyskawiczne ruchy koralików na metalowych prętach sumowały (…) dziesiątki złotych. Wpatrywałem się chciwie i nie mogłem się nadziwić, jak szybko i precyzyjnie – istne czary-mary – sprzedawczyni przesuwa koraliki, oznajamiając, ile trzeba zapłacić. (…) Suma (…) brzmiała jak wyrok, była nieodwołalna”.

Urozmaicone, i zagadnieniowo, i tematycznie, sytuacje wydobyte z zakamarków pamięci po dekadach bywają zdekompletowane – przede wszystkim dotyczy to personaliów opisywanych postaci. Natomiast dla czytelnika ukształtowanego już w Trzeciej Rzeczpospolitej te urzekające stylistyczną prostotą miniatury literackie nierzadko, jak mniemam, będą miały wymiar odkrywczy. Exempla: „Na podwórku i w bliskiej okolicy unosił się zapach oleju i stygnących na podłodze okrągłych, sprasowanych makuchów. Były one produktem ubocznym tłoczenia, choć niepozbawionym wartości; służyły jako pasza dla zwierząt gospodarskich, głównie bydła”. (…) „Furmanki przyjeżdżały do browaru po młóto – produkt odpadowy, powstający przy warzeniu piwa, słownik nazywa go też słodzinami. Młóto, czyli napęczniałe, nierozłożone cząstki jęczmienia. (…) Jak opisać zapach parującego w ciepłym powietrzu młóta? Nie potrafię”.

„Było” doskonale wpisuje się w zapomniany, a istotny – szczególnie w dobie PRL-u – nurt tak zwanej literatury chłopskiej. Po lekturze sugestywnych i nader plastycznych akapitów, które wyszły spod pióra Piotra Szewca, nasuwają się skojarzenia z twórczością Tadeusza Nowaka, Mariana Pilota, Edwarda Redlińskiego, Juliana Kawalca, Józefa Mortona czy Wiesława Myśliwskiego.

[buybox-widget category=”book” ean=”9788381969741″/]

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ