
Czy ta historia mogłaby się wydarzyć? Bardziej zasadne wydaje mi się pytanie, czy ona może się wydarzyć?
Może, nie łudźmy się. A to ze względu na dwie cechy naszego gatunku: chciwość i ślepotę, parę naprawdę zabójczą, wzajemnie się motywującą. Marc Elsberg oferuje czytelnikom tani moralitet, ale nikt nie pójdzie za jego przesłaniem, ani ekolodzy walczący o Ziemię, ani grupy chcących ocalić ludzkość. Najprędzej chyba ci, którym jej koniec jest obojętny – wystarczy, że zdobędą wystarczająco dużo, by… I tu rodzi się pytanie: by co? Przeżyć? Opisywanego kataklizmu w zasadzie nikt przeżyć nie powinien. Dorobić się? Po co, jeśli nie będzie jak zaszpanować? Okazać władzę? Komu, skoro podwładnych braknie, a w gruncie rzeczy i władza okaże się ułudą?…
Elsbergowe czytadło, nic innego, napisane jest znacznie gorzej od wcześniejszych jego propozycji. Pomysł jest niezły – Chiny opracowały metodę kontroli klimatu, ich „termostat” pozwala obniżać lub podwyższać temperaturę, a przez to wpływać na gospodarkę całych regionów i, co za tym idzie, ruchy migracyjne. Nagle okazuje się, że Afryka staje się klimatycznie uprzywilejowana kosztem Europy, kontynentu coraz mniej przyjaznego tak dumnym dotąd mieszkańcom.
Zwracając uwagę na ekologiczne problemy, przedstawiając bardzo obrazowo tragiczne skutki zmian klimatu, autor „tumani, przestrasza”, niczym Twardowski w Mickiewiczowskiej balladzie. Ale nie śmieszy. Bo problem w tym, że wyobraźnia autorów przestaje nadążać za wypadkami – Lemowi udało się wyprzedzać wydarzenia, Elsberg i jemu podobni raczej przed nimi ostrzegają. Dominacja zaślepionych chciwców jest faktem – wystarczy sięgnąć do wypowiedzi tegorocznego noblisty, Geoffreya Hintona, jednego z „ojców” Sztucznej Inteligencji (sukces, jak wiadomo, ma wielu ojców), który przestrzegał przed swoistym ADHD „dziecka”, coraz bardziej groźnym i wymykającym się spod kontroli twórców…
[buybox-widget category=”book” ean=”9788383199498″/]











