Sobota, 1 listopada 2025
WydawcaBajka
AutorJoanna Olejarczyk
RecenzentMaria Kulik
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2025
Liczba stron48
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2025

Wspaniale, że ta urocza książka trafia w  moje ręce we właściwym momencie, czyli w październiku, gdy trwa Międzynarodowy Konkurs im. Fryderyka Chopina! W chwili gdy piszę ten tekst, nie znamy jeszcze wyników, to dopiero początek zmagań. Jednakże niebawem, gdy weźmiemy do ręki najnowsze wydanie „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” – będziemy już wiedzieli, ku czemu aspiruje bohater naszej książki, czyli Filemon, zwany pieszczotliwie Fisiem.

Zacznijmy od przedstawienia twórczyń tego dziełka; pisarstwo Joanny Olejarczyk rozwija się już dziesięć lat, autorka (jest także tłumaczką) współpracuje z  dobrymi wydawnictwami, a  teraz debiutuje w  wydawnictwie Bajka. Marianny Oklejak nie trzeba przedstawiać, jej prace są znane czytelnikom serii „Basia” oraz „Baśnie nie dość znane”. Artystka sięga do różnorakich środków technicznych, sprawnie wykorzystując akwarele, kredkę i rozmaite wycinanki.

Jakie meble są potrzebne do nowego, większego mieszkania? W salonie stoi tylko kanapa i stół, ale co dalej? Wątpliwości rozwiewa dzwonek do drzwi, a w ślad za nim pojawia się nowy mebel – PIANINO! Fisia rozczarowuje monochromatyczność instrumentu, tylko czerń i biel. Jednak, gdy tylko mama lub on sam dotknie klawiszy, pojawiają się wraz z  dźwiękami barwne wstęgi, kolorowe motyle, skaczące piłeczki – wszystko w rozmaitych barwach. Po prostu czary!

I tak chłopiec staje się czarodziejem muzyki. Czarny kotek coraz częściej włazi na płotek, krasnoludki poskakują przy każdym „hopsasa”, a po dywanie maszerują kurki trzy. Ale naszemu bohaterowi to nie wystarcza! Ciągle eksperymentuje, zmienia układ ręki, uderza w klawisze mocniej lub słabiej i za każdym razem z pianina wylatują inne stwory.

Pewnego dnia… tak zwykle zaczynają się baśnie. Ta nasza nazywa się „koncert”. Nasi bohaterowie, uzbrojeni niczym rycerze (krawat, długa suknia, marynarka) ruszają samochodem i docierają do wspaniałego pałacu – to sala koncertowa. Co się działo dalej, tego chłopiec nie pamięta. Wydaje mu się, że jest w żywym lesie, pełnym szeleszczących liści, szemrzących strumieni i śpiewających ptaków, a wszystko jest oświecone blaskiem gwiazd i księżyca. Oczami wyobraźni Fiś widzi złote iskry, tańczące chochliki i wróżki, dopiero huragan oklasków przywołuje go do rzeczywistości.

Gra to jedno, ale umiejętność widzenia obrazów, jakie towarzyszą muzyce, to rzecz nie zawsze spotykana. Pianista, którego koncert Fiś i jego rodzice widzieli, dostrzega potencjał małego melomana i przyjmuje go na naukę. Wspólnie wyczarowują kolejne zwierzęta, bo w filharmonii jest całe zoo!

Nauka trwa, muzyka maluje coraz piękniejsze obrazy, a maestro z rosnącą satysfakcją obserwuje, jak Fiś z każdą próbą lepiej panuje nad swoim wykonawstwem, aby motyle, słonie i chochliki nie zdemolowały salonu.

Mijają lata i z małego adepta wyrasta poważny muzyk, który występuje już przed publicznością. Teraz to on może wyczarować przed zgromadzonymi melomanami świat barw i szalonych zjawisk, niezwykłych planet i  znienacka pojawiających się chmur i burz. Wreszcie Fiś (teraz już pan Filemon!) z sędziwym profesorem zakładają szkołę muzyczną, w której z instrumentów wyfruwają kolory i dźwięki, skaczą krasnoludki i kotek mruga na płocie, a nad tym wszystkim czuwa wesoła Kakofonia. Słyszą to wszyscy, ale widzą tylko ci, którzy potrafią patrzeć.

O  czym/o  kim jest ta książka? Pierwsze wrażenie jest takie, że to książka o Chopinie, ale nie, choć cieszę się, że poznaję ją właśnie w tych dniach, gdy trwa konkurs. To jest książka o muzyce, jej roli w naszym życiu i postrzeganiu świata. Ale tak naprawdę to jest książka o małym szczęściarzu, którego rodzice, choć nie są zawodowymi muzykami, za ważny element edukacji ogólnej uważają kształcenie muzyczne. Oni także będą doskonalić swoją wrażliwość muzyczną, towarzysząc swojemu synowi w jego muzycznej drodze.

Rodzice Fisia są wyjątkiem na naszej mapie edukacyjnej. Autorka ilustracji, Marianna Oklejak, pisze z goryczą w mediach społecznościowych, jak bardzo nasze społeczeństwo poddało się w zakresie edukacji artystycznej. Przestała ona być powszechną, godzin nauczania coraz mniej, coraz bardziej panoszy się przekonanie o kulcie sprawczości, presji osiągnięć i perfekcjonizmu. Smutna jest świadomość, że ta dziedzina kształcenia traktowana jest jako strata czasu.

Wszystkim, którzy sięgną po tę „muzyczną” książkę, życzę wielu wzruszeń i  głębokich przemyśleń – może warto spróbować w życiu czegoś nowego? No dobrze, nie zostanę wirtuozem, ale może czegoś się nauczę?

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ