
W powszechnej opinii Polacy są narodem ludzi zafascynowanych historią i przeszłością swojego narodu. Każdy miłośnik zagadnienia zdaje sobie jednak boleśnie sprawę, że w rzeczywistości często podchodzą do własnej historii dosyć powierzchownie, żeby nie powiedzieć „w sposób szkolny”. Dlatego też cykl „Historia Pierwszej Rzeczpospolitej” autorstwa Kamila Janickiego okazał się czytelniczym objawieniem. Popularny publicysta bez różowych okularów, ale ze zrozumieniem prawideł epoki, przybliżył rodakom często zapomniane szczegóły Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
Po bestsellerowych „Pańszczyźnie” i „Warcholstwie” nadszedł moment na trzeci tom poświęcony Kościołowi pt. „Dziesięcina”. Przy okazji poprzednich odsłon cyklu nie brakowało kontrowersji i zapewne nie inaczej będzie również tym razem, bo Janicki bez ogródek pokazuje interesowność, okrucieństwo, niedouczenie i brak pokory przedstawicieli duchowieństwa w pierwszej Rzeczpospolitej. Błędem byłoby jednak sądzić, że „Dziesięcina” jest z tego powodu książką antyklerykalną i to z dwóch powodów.
Po pierwsze, pośród licznych źródeł wskazanych w książce Janickiego nie brak tych pochodzących bezpośrednio z wnętrza Kościoła katolickiego. To po części pokłosie faktu, że temat przez wiele dekad był traktowany po macoszemu i często wyłącznie przedstawiciele stanu duchownego badali szczegóły życia dawnego kleru. Niejednokrotnie jednak to sami księża (ci żyjący w pierwszej Rzeczpospolitej i ci piszący w czasach współczesnych) byli krytyczni wobec dawnego polskiego Kościoła, który bardziej przypominał specyficzną odnogę szlachty niż kler, jaki znamy dzisiaj.
Powód numer dwa: Janicki ani na moment nie zapomina, że ocenianie tamtych księży przez pryzmat dzisiejszej moralności jest wielce ryzykowne. Nie tylko dlatego, że nasza rzeczywistość jest zupełnie inna, ale też sama koncepcja wiary uległa wielkiej przemianie. Dzięki tym elementom, wspartym przez wiedzę autora, źródła historyczne i dyscyplinę w rzucaniu osądami, „Dziesięcina” staje się fascynującą lekturą. I jeśli tylko można się do czegoś przyczepić, to do nieco nagłego zakończenia. Przesadą byłoby powiedzieć, że książka Kamila Janickiego urywa się w połowie, ale zdecydowanie brak jej jakiejkolwiek retorycznej klamry.














