
Autorka jest w Polsce
słabo znana‚ w źródłach pojawia
się jako hiszpańska
pisarka‚ publicystka‚ autorka
scenariuszy a także aktorka. Książka o dźwięcznym tytule oryginału
– „Yo puta” (2001) na tyle zwróciła
na siebie uwagę‚ że na jej podstawie
niedawno powstał film‚ oceniony zresztą dość krytycznie.
Nie jest to powieść‚ wbrew niektórym
doniesieniom‚ lecz rodzaj reportażu składającego się głównie z dziesiątek rozmów z prostytutkami‚ w małej części także męskimi. Choć autorka koncentruje się na Włoszech i ojczystej Hiszpanii‚ sięga także do innych
krajów. Chodzi tu o coś w rodzaju publicystycznego przeglądu zjawiska prostytucji‚ bardziej faktograficznego niż refleksyjnego‚ ale przesadą byłoby nazywać go raportem. Wyimki z różnych
krajów‚ lecz także różnych szczebli
społecznej drabiny. Od pojedynczych‚
ekskluzywnych call girls‚ zarabiających
krocie i żyjących względnie luksusowo po małoletnie niewolnice‚ dzieci‚ ofiary handlu żywym towarem
w Azji Południowo-Wschodniej‚ Ameryce Południowej‚ Afryce‚ nieludzko
wyzyskiwane‚ maltretowane‚ z których
rzadko która dożywa 20 lat.
Ta książka jest ważna ze względu na jej bardzo aktualny temat – seksu traktowanego jako towar‚ przedmiot płatnej wymiany. Jest on obecny także u nas i to coraz szerzej. Autorka nie moralizuje w kwestii centralnej‚ czyli oceny seksu jako towaru‚ natomiast bezwzględnie potępia przemoc‚ okrucieństwo‚
wyzysk‚ gwałt‚ niewolnictwo.
Rynek seksu wart jest w skali globalnej
setki miliardów dolarów‚ bez strefy szarej i czarnej. Raczej nie zniknie
on na skutek zawołań moralistów‚ ale co z nim sensownego zrobić – nikt nie wie. Jedni wszystkiego zakazują (np. Amerykanie), inni na wszystko zezwalają (Holendrzy)‚ ale każde rozwiązanie
ma słabe punkty.














