
wiele”, wyjechała u schyłku lat 60. za granicę? „Nie musiała (…) Nie była
przecież Żydówką” uważa Leon Łochowski, kolega z roku na wydziale aktorskim,
trafnie definiujący STS (gdzie Czyżewska też występowała, m.in.
brawurowo interpretując song „Kochankowie z ulicy Kamiennej”): „był
pieszczoszkiem władzy, wolno im było więcej niż komukolwiek. Teraz sobie
legendę dopisują”. Lojalnością wobec Davida, wydalonego przez władze
PRL, tłumaczy motyw opuszczenia Polski przez „Elkę” Bohdan Łazuka, ale
niewątpliwie leciała za Atlantyk z myślą o zaistnieniu w Hollywood, co wydawało
się realne, zważywszy choćby na renomę małżonka, niedawnego
zdobywcy nagrody Pulitzera. Tym bardziej, iż była niezależną intelektualnie
erudytką, systematycznie meblowała umysł, „zawsze widywano ją z książką,
pochłaniała kilka tygodniowo. Wtedy wstydem było czegoś ważnego
nie przeczytać” – przypomina Olga Lipińska. Czy zatem jedynie cudzoziemski
akcent wyczuwalny w jej angielskim przekreślił „american dream”
niezapomnianej bohaterki komedii „Gdzie jest generał”?
„Dobrze się czuła w środowisku nowojorskiej bohemy, tych Żydów
z Polski, którzy tam tworzą własny świat” – podkreśla Andrzej
Łapicki. Miedzy innymi Bernarda Weissmana: „Dobrze znała Michnika.
Kiedy siedział w więzieniu, dzwoniła z naszego domu do niego. Wisiała
na telefonie w nocy przez wiele godzin, (…) gadała tak długo, że moja
żona po cichu musiała wyjść z łóżka i wyciągnąć przewód do aparatu,
żeby to przerwać”. Czyżby przyszły „człowiek honoru” zapewnił przyszłemu
szefowi „GW” w celi także telefon?
A może to „telefoniczna kreacja” niespełnionej w USA aktorki, topiącej
frustrację w kieliszku. W zerwaniu z nałogiem pomógł przypadek: „Wzięła
do siebie do domu jakiegoś faceta, którego poznała w kawiarence (…) i on
się na nią rzucił, bynajmniej nie w celach erotycznych, tylko chciał ją zabić.
Okazało się, że to psychopata. Cudem mu się wymknęła. Była ciężko chora
ze strachu. Wtedy poszła na terapię i przestała kompletnie pić”.
Ubolewam, że autorka nie weryfikowała słów aż 51. interlokutorów
i nie precyzowała zawartych tam niedomówień. Czytelnik przekonuje
się jedynie jak chętnie o bohaterce książki (niewolnej od błędów,
zwłaszcza w biogramach i pozbawionej, niestety, osobowego indeksu)
plotkowano w środowisku.
„Kochamy gwiazdy, ale zarazem bardzo się cieszymy jak upadają” –
puentuje – Piotr Cieślak. I odnosi się to, jak mniemam, nie tylko do klapy
spektaklu w jego reżyserii. Z udziałem Elżbiety Czyżewskiej.












