Wtorek, 10 lutego 2026
WydawcaCzuły Barbarzyńca Press
AutorKristof Zorde
RecenzentMonika Plaszczyk-Gromczyk
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2025
Liczba stron94
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 1/2026

„Jestem Fenicjaninem. Wyglądam jak Fenicjanin, myślę jak Fenicjanin, modlę się jak Fenicjanin. Natomiast cieszę się i cierpię jak każdy inny…”

Jakże szalenie przewrotny jest Kristof Zorde w swojej najnowszej książce „Fenicjanie”. Pokochałam jego prozę niedawno, po lekturze świetnego „Być jak”, i myślę, że to jeden z najsprawniejszych i najinteligentniejszych pisarzy swojego pokolenia.

W niewielkich rozmiarów wydaniu podzielonym na błyskotliwe, oszczędne, ale bardzo sugestywne opowiadania pisze o tytułowym ludzie z Fenicji, „ludziach morza” – sprytnych, obrotnych, otwartych na każde nieprzewidziane życiowe sytuacje. W pewnym momencie czytelnik orientuje się, że pod maską bohaterów kryje się po prostu lud żydowski. Autor bowiem miesza ze sobą prawdę z mitami, a Fenicjanie funkcjonują tu jako pewien symbol: są prastarym ludem, który stworzył podwaliny cywilizacji, ale który wciąż jest obok nas obecny – poprzez tradycję, poprzez to, co przekazuje kolejnym pokoleniom, przez to, jak blisko jego tradycje, dokonania i działania są obecne w codziennej egzystencji. Autor bardzo czule, ale mocno zaznacza z każdym kolejnym zdaniem ukryte animozje, jakich przez lata Żydzi doznawali w świecie, jednocześnie wskazując fakt, że wszyscy niesiemy ze sobą przeszłość, która przenika nasze życia i odciska piętno w kulturze, sztuce oraz religii. Jak bardzo jesteśmy tym, skąd pochodzimy? Jak bardzo to, co przeszłe, wpływa na to, kim jesteśmy teraz? Jak dalece nasza historia naznacza naszą tożsamość? Czy to, gdzie się urodziliśmy i mieszkamy, piętnuje nas na zawsze? Czy dajemy sobie szansę zrozumienia inności, która nie musi być nam wrogiem i napawać nas lękiem?

Operując celną metaforą, niedopowiedzeniami, a momentami językiem tragikomicznym, Kristof Zorde punktuje wady, przywary oraz „przewiny” ludu żydowskiego, które jednocześnie są jego największymi atutami. Sprawna ręka do interesów i rozwoju biznesów, sprawiedliwość, inteligencja, sprawczość i otwartość w kontaktach z innymi stają się przyczynkiem do formułowania wobec Fenicjan licznych oskarżeń. W pewnym momencie nie wiemy do końca, czy autor pisze serio, czy też zręcznie bawi się z czytelnikiem, podsuwając mu wieloznaczne tropy. Czy liczy na inteligencję czytelnika, czy też nabija go w butelkę, sugerując, że nie rozumie szerszego kontekstu, w którym historyczne sytuacje mają wciąż odzwierciedlenie w teraźniejszości.

Doskonale opowieść o ludzie wędrującym, spychanym na margines, obrazuje opowiadanie „Koczownicy”, w którym Zorde prowadzi Fenicjan od pustynnej biedy aż do szeroko otwartych bankowych wrót. Z kolei „Ogólna formuła wszystkiego” to dla mnie jeden z lepszych tekstów, jakie ostatnio przeczytałam – Zorde krótko i mądrze komentuje to, nad czym rzesza filozofów i teologów głowi się latami, tworząc zawiłe wywody, które niczego do końca nie wyjaśniają.

Sprawny i niebojący się myślenia czytelnik odnajdzie w tych literackich perełkach odniesienia do współczesnej sytuacji na świecie oraz diagnozę społeczną, niestety niekoniecznie optymistyczną…

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ