
Książka, która zaczyna się jak polityczny thriller, a wyrasta na zagadkę z gatunku „zabili go i uciekł”. Innymi słowy, w Berlinie mieszka polska konkurentka Dana Browna.
Nie chciałbym, aby autorka poczuła się tymi słowami urażona. Swoje pisarstwo traktuje bardzo poważnie – czy to publicystykę, czy twórczość literacką. Porusza tematy istotne z punktu widzenia historii, śledzi jej zapętlenia, wyłapuje i ujawnia zakłamania, zwłaszcza te związane z czasami ostatniej wojny i losami ludzi aktywnie w niej uczestniczącymi. Czyli nazistowskimi zbrodniarzami, którym udało się – czasem psim swędem, często z pomocą różnych oficjeli – uniknąć odpowiedzialności. Czas robi swoje, wiemy, i coraz mniej tych „wykonawców rozkazów” (ich zwykłe tłumaczenie) zostało, zatem kolejne narracje będą musiały zająć się pokoleniem młodszym, rozmaitych „wybielaczy przeszłości”, ale i ludzi uparcie szukających śladów, by tę przeszłość jednak móc pokazać.
„Floren” to, powiedzmy sobie, nieprawdopodobna raczej historia niemieckiej kanclerz, która, czując niechęć do polityki, przedwcześnie namaściła swego następcę – już był w ogródku, już witał się z gąską, gdy na jaw wyszły dokumenty dotyczące jego rodziny: zdeklarowanych nazistów, zwolenników Hitlera, ślepych wykonawców polityki eksterminacji. Pani kanclerz wie, że w dzisiejszych Niemczech coś takiego by przeszło, ba, mogłoby nawet przysporzyć jej nominatowi popularności, ale nie chce się na to godzić, sygnować swoim nazwiskiem. Wysyła zatem do waszyngtońskiego Archiwum Narodowego ambitną dziennikarkę, by ta wyciągnęła teczkę osobową dziadka młodego kanclerza in spe – dokumenty członków NSDAP od lat 90. znajdują się w Berlinie, ale nim tam trafiły, Amerykanie, którzy tuż po wojnie położyli na nich łapę, zdążyli całość przenieść na mikrofilmy (a potem zdigitalizować, dzięki czemu od niedawna są one powszechnie dostępne w internecie).
Cała ta moja poważna bardzo preambuła służy temu, by powiedzieć, iż Magda Parys napisała świetną, przemyślaną i mądrze skonstruowaną książkę. Czy przekonującą? No, jeśli wyciągnąłem w pierwszym akapicie Dana Browna, to już coś mówi – doskonała narracja, pełna nieoczekiwanych zwrotów i całkowicie nieprawdopodobnych wydarzeń. Zabili go i uciekł? O tak, w tym akurat przypadku sprawdza się to powiedzenie – bo wszak hitlerowcy w ten właśnie sposób wymykali się sądom, fingując śmierć, by potem funkcjonować pod innym nazwiskiem w dalekim kraju. Właśnie tak, jak dziadek niedoszłego kanclerza.
Tytułowy zaś floren to wisienka na torcie dla Dana Browna. Ale spoilerów nie będzie.
[buybox-widget category=”book” ean=”9788383802657″/]










