
„Godziny mroku to twój żywioł” – mówi do Renée Ballard jej mentor Harry Bosch. Ona lubi pracować nocą. W ogóle lubi pracę w policji. „Wiele osób ma gdzieś tę robotę”, stwierdza ze smutkiem. „Przestępczość wzrosła, ale liczba aresztowań spadła. I wielu gliniarzy odchodzi z policji”. Korupcja, przechodzenie na złą stronę mocy, przerost ambicji drążą ją od środka.
To już 23. część cyklu z Harrym Boschem, który coraz częściej gra rolę statysty, bowiem na pierwszy plan wysuwa się Renée. Akcja rozpoczyna się w ostatnią noc roku. Sylwestrowa strzelanina okazuje się morderstwem powiązanym z nierozwiązaną sprawą Boscha sprzed lat. Wspólnie próbują rozwikłać tę zagadkę oraz schwytać gwałcicieli znanych jako Nocni Złoczyńcy, którzy od miesięcy terroryzują miasto, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Renée wyrasta na prawdziwą obrończynię ofiar. Nie waha się łamać zasad, a jeśli trzeba, wyciąga broń i strzela. Ona wie, że system nie działa i sama wymierza sprawiedliwość.
„Godziny mroku” są mocno osadzone we współczesności, a rzeczywistość przedstawiona jest bez znieczulenia. Jak napisał jeden z recenzentów, to najbardziej „obywatelska” książka w dorobku Connelly’ego, zatroskanego o los swojego kraju i jego obywateli. Samozwańcze wymierzanie sprawiedliwości w czasach restrykcyjnej politycznej poprawności wymaga nie lada odwagi.













