
Ta wielce odkrywcza i rzetelnie udokumentowana praca dotyczy losów polskich artystów podczas okupacji niemieckiej. W historiografii doby RPL-u istniała tendencja do ich podziału. Na „dobrych” oraz „złych”. Pierwsi rezygnowali z występów na scenach koncesjonowanych przez Trzecią Rzeszę, znajdując zatrudnienie w lokalach gastronomicznych. Drudzy wciąż grali w teatrach, gdy wokół panował terror. Marek Teler przypomina, że w wojennych przybytkach Melpomeny przemycano – i to nierzadko! – elementy patriotyczne, a oprócz widowisk na poziomie powiedzmy telenoweli „Klan” wystawiano klasykę. Choćby „Moralność pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej, „Głupiego Jakuba” Tadeusza Rittnera czy „Krakowiaków i Górali” Wojciecha Bogusławskiego – zamaskowanych tytułem „Sen nocy lipcowej”, z Barbarą Kostrzewską, Wieńczysławem Glińskim, Józefem Orwidem i Andrzejem Szalawskim w obsadzie.
Dodajmy, że sztuki prezentowano tam wyłącznie w języku polskim, a Niemcy mieli wręcz zakaz przychodzenia. Zatem zakorzenione w powszechnej świadomości hasło „Tylko świnie siedzą w kinie, co bogatsze, to w teatrze” nie pokazuje złożoności problemu. Przeciwnie, kreuje fałszywy wizerunek naszego życia artystycznego w okresie II wojny światowej.
Tym bardziej że osoby w nie zaangażowane niekiedy czyniły to dla niepoznaki. Franciszek Petersile formalnie piastował stanowisko kierownika administracyjnego w niemieckiej instytucji Film und Propagandamittel-Vertriebsgesellschaft, zajmującej się m.in. produkcją reklam o charakterze propagandowym, ale zarazem był kurierem Związku Walki Zbrojnej. Został aresztowany i przetransportowany do podobozu Auschwitz (Monowitz-Buna), ale w Polsce Ludowej skazano go – za „kolaborację z wrogiem” – na pięć lat więzienia. Po odsiadce powrócił do kinematografii. Między innymi kierował produkcją ekranizacji powieści Kornela Makuszyńskiego „O dwóch takich, co ukradli księżyc” – z Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi w rolach tytułowych.
Bogusław Samborski przyjął rolę burmistrza w antypolskim filmie „Heimkehr”, po części realizowanym w Chorzelach. Uległ szantażowi ze strony Igo Syma, który zagroził mu, że jeżeli odrzuci ofertę, jego żona i pasierb trafią do getta. Po likwidacji Syma przez podziemie Samborski uciekł do Wiednia z obawy, że za swój występ w „Heimkehrze” zapłaci głową. Wkrótce zaistniał w kolejnych dwu filmach niemieckich – pod pseudonimem Gottlieb Sambor – a po wojnie wyemigrował do Brazylii. Tam pojawiał się – epizodycznie – w filmach. Jako Anthony Zamborsky. Potem ślad się urywa. W Polsce skazano go – zaocznie – na dożywocie. Komunistyczne władze przez wiele lat zabiegały o ekstradycję. Bezskutecznie.














