Sobota, 1 listopada 2025
WydawcaAgora
AutorAleksandra Szarłat
RecenzentTomasz Zbigniew Zapert
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2025
Liczba stron752
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2025

Aktor powinien mieć coś do powiedzenia, nawet jeżeli ma niemą rolę. Aforyzm Stanisława Jerzego Leca bardzo pasuje do bohatera tej rzetelnej i wyczerpującej biografii. Jej renomowana (wspomnijmy opowieść o Andrzeju Żuławskim czy monografię „SPATiF-u”) autorka skrupulatnie podąża skomplikowanym szlakiem opisywanego, usiłując odpowiedzieć na pytanie postawione niegdyś w tytule znakomitego opowiadania Antoniego Słonimskiego: „Jak to było naprawdę”.

Aleksandra Szarłat wertuje archiwalia, dyskontuje relacje, przytacza recenzje, a zwłaszcza rozmawia z osobami orbitującymi wokoło Jana Nowickiego. Zarówno tymi z jego kujawskiego matecznika, gdzie się wychował i dokąd – niczym Odyseusz – po dekadach powrócił, jak też luminarzami polskiej kultury, których wybitny aktor poznał w Łodzi, Krakowie oraz Warszawie. Miastach stanowiących znaczące przystanki na drodze życiowej bohatera tej wysmakowanej, także stylistycznie, opowieści.

Pochodził z ubogiej rodziny. Dzieciństwo zapamiętał poprzez pryzmat wojny i śmiertelnej choroby ojca. Będąc nastolatkiem, łapczywie pochłaniał literaturę. Zdolności dzielił z niesfornym charakterem. Nim dobrnął do matury, zmienił kilka szkół. Egzystencję poznał od podszewki, fedrując węgiel w śląskiej kopalni. Schronił się tam, uciekając przed wojskowym mundurem, kiedy został relegowany – za niesubordynację – z „filmówki”. Drugą próbę akademicką zwieńczył dyplomem krakowskiej PWST, gdzie potem wykładał.

Kreacje filmowe (Ketling, Wielki Szu, Magnat, Imre Nagy) Nowickiego olśniewają kolejne generacje. Osiągnięcia sceniczne (Stawrogin, Rogożyn, Artur, książę Konstanty) trafiły do legendy. Spektakularne sukcesy zawodowe rzutowały jednak na vie privée. Dalekie od stabilizacji, mówiąc oględnie.

Kobiety magnetyzował. Spojrzeniem, prezencją, szarmanckim usposobieniem, elokwencją, poczuciem humoru… Korzystał z ich wdzięków skrzętnie. I dyskretnie.

Bliski był mu również sport. Futbol w szczególności. Za młodu piłkę kopał, później oglądał. Nierzadko z trybun Wisły Kraków – klubu, któremu wiernie kibicował. Swój kalendarz zawsze układał, uwzględniając mundiale.

Książki nie tylko czytał, lecz i tworzył (polecam impresje spisane piórem Rafała Wojasińskiego pt. „Jana Nowickiego droga do domu”) oraz wydawał. Próbował zaistnieć w biznesie. Przez lata zmagał się z nałogiem tytoniowym. Za kołnierz nie wylewał. Uwielbiał kapelusze. Był figurą zjawiskową. Bardzo go brakuje.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ