środa, 7 stycznia 2026
WydawcaInsignis
AutorMick Herron
TłumaczenieRobert Kędzierski, Anna Krochmal
RecenzentGrzegorz Sowula
Miejsce publikacjiKraków
Rok publikacji2025
Liczba stron440
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 12/2025

„Czym jest lojalność – wobec siebie, innych, czego w ogóle? Możemy kogoś cenić? Jak ma się zachowywać ktoś z własnymi przekonaniami w stosunku do instytucji, dla której pracuje?”. To słowa Johna le Carré, witające gości Bodleian Library w Oksfordzie; poświęconą mu ekspozycję „Tradecraft” – „Rzemiosło”, ale chodzi tu o specyficzne umiejętności przydatne w szpiegowskim fachu – można oglądać w kilku jej salach.

„Agent w pracy”, tak można by wyłożyć enigmatyczny tytuł szóstego tomu cyklu Micka Herrona „Joe country”. Agent, „Joe”, śledzi, tropi, szpieguje, udaje. Czasem musi uciec, czasem strzelić i zabić. Fabuła obfituje w trupy, pracowici agenci uwijają się jak mogą, by wypełnić zobowiązania; jak zwykle pomagają im w tym politycy – najczęściej świadomie, acz po cichu, w polityce nie chodzi wszak o dobro państwa, ale o utrzymanie władzy. Za wszelką cenę, czyli kosztem dobra państwa.

Herron regularnie porównywany jest do le Carrégo, choć oczywiście nie on jedyny drze łacha z niekompetencji służb potęgowanej przez polityków, którzy wiedzą najlepiej, jak powinna wyglądać praca wywiadu i kontrwywiadu. Le Carré był bardziej kostyczny, suchy; jego George Smiley mógł być wzięty za oksfordzkiego wykładowcę, gdy nikt chyba nie dopuściłby nawet myśli, by z szacownym uniwersytetem połączyć Jacksona Lamba, stajennego „kulawych koni”, nieudaczników biegających wcześniej w barwach MI5.

Głównym tematem „Joe country”, całego zresztą cyklu, jest lojalność – wobec państwa, wobec przełożonych, przyjaciół, podwładnych. To motyw przewodni wszystkich powieści czy filmów szpiegowskich, efektowne strzelaniny, pościgi samochodowe, mordobicia czy łóżkowe przewalanki to tylko sztafaż. Bond wystawiany jest nieustannie na próbę: czy da się przekupić, złamać, czy przejdzie na drugą stronę, nie wykaże się honorem. Zapijaczony Jackson Lamb, szef stajni „kulawych koni”, który rozgłośnymi pierdami podkreśla inwektywy, jakimi obrzuca podwładnych, staje jednak zawsze – i nie bacząc na konsekwencje (tu można by powiedzieć, że chętnie je podważając) – w ich obronie, gotów do starcia ze swoimi przełożonymi, na których zebrał niemało haków.

W gruncie rzeczy nie ma co omawiać każdego tomu, wszystkie są takie same: grono dupków, nieudaczników, byłych agentów. Szef pozornie uśpiony, oglądający świat przez dziury w skarpetkach. I wydarzenia, które bogiem a prawdą nie powinny się wydarzyć, a jednak… Przy okazji powiem jak mysz żująca taśmę w filmowym archiwum: „Książka była lepsza”.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ