Niedziela, 9 czerwca 2024
WydawcaMarginesy
AutorJoanna Nojszewska
RecenzentGrzegorz Sowula
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2024
Liczba stron268
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 5/2024

Ten tytuł jest mylący – to kolejna książka o Młynarskim, więcej go tu niż odtwórczyń jego utworów. Książka ciepła, sympatyczna, mądra – ale czy o nim można napisać głupio? Trzeba by się naprawdę starać, bo był to twórca, który swoją osobowością, wiedzą, umiejętnościami powalał, więc nie każdy chciał ryzykować. Ktoś uparty mógłby powiedzieć, że „Młynarski wielkim poetą był”, dziś raczej nikogo takiego się nie znajdzie. Chyba. Bo głupota jest zaraźliwa, a szczepionki na nią wciąż nie wynaleziono.

Wychodzi jednak na to, że ja sam piszę głupio, bo przecież pisząc o Młynarskim, nie da się pominąć go samego. Autorka odpytuje wykonawczynie jego utworów, każda z nich natychmiast zaczyna o nim opowiadać – jak na siebie wpadli i jak doszło do współpracy to rzecz oczywista, tu jednakże zaraz rozpoczyna się wspominanie wspólnych tras, koncertów festiwalowych, domowych nasiadówek, w czasie których omawiano – a nieraz i tworzono – przeboje. I nocne telefony, i szkice w korytarzach, i słowa otuchy przed wyjściem na scenę…

Ale czy dowiadujemy się czegoś o tytułowych kobietach – Ewie Wiśniewskiej, Magdzie Zawadzkiej, Joasi Szczepkowskiej, paniach Kunickiej, Bem, Majewskiej, Błażejczyk, Kożuchowskiej, Kurowskiej, Żak, Trzepiecińskiej, Celińskiej? Nieobecnej Hannie Banaszak? I tych Mariolach, Bożenkach, pannach Krysiach? Tak – głównie to, że były Młynarskim zafascynowane, uważały go za mistrza estradowego kunsztu. Wszystkie przypominają jego ogładę, kindersztubę, brak egoizmu, empatię, cechy prawdę mówiąc zapomniane. Cenił swoje wykonawczynie, wciąż im to mówił, podkreślał nie tylko w prywatnych rozmowach, ale i ze sceny. Potrafił je rozgryźć, wyczuwał stresy i bóle, podsuwał im teksty, które działały jak plaster, remedium na rany ducha. Zapraszał do udziału w spektaklach, pisał piosenki „skrojone na miarę”, gwarantujące nie tylko sukces u publiczności, ale i satysfakcję wykonawczyni. Bo „widział więcej niż my wszyscy. I potrafił to przekazać słowem”, mówi Halina Kunicka, indagowana przez autorkę, skąd Młynarski tyle wiedział o kobietach, że z wielką łatwością potrafił dla nich – i o nich – pisać.

„Dodać tutaj jeszcze muszę” – cytuję wers z piosenki, bardzo na miejscu, bo książka jest swego rodzaju analizą języka używanego przez bohatera i jakże wynoszonego przez wykonawczynie. Kultura, człowieczeństwo, zrozumienie wad, ich akceptacja bez wyśmiewania. Ewa Bem jako przykład daje piosenkę „Bynajmniej”, dla mnie również jeden z niezrównanych tekstów Młynarskiego, tego piewcy prostego człowieka. „W razie czego przypomnijcie sobie Zdzisia” – nigdy o nim nie zapominajcie, Zdzisio wciąż jest naszym przewodnikiem w „życia rwących falach”.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ