Piątek, 25 lipca 2025
WydawcaZnak
AutorPiotr Korczyński
RecenzentTomasz Zbigniew Zapert
Miejsce publikacjiKraków
Rok publikacji2025
Liczba stron312
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 7-8/2025

Katalizatorem tej wyczerpującej pracy był ekran. Bowiem autor sięgnął po pióro pod wpływem filmów dotyczących epoki napoleońskiej.

We Włoszech Legiony Polskie częściej były w rękach Napoleona kastetem niż szablą. Zmuszano je do tłumienia licznych rebelii i bojów z wojskami państewek włoskich, których władcy starali się zahamować ekspansję Napoleona. Regularne starcia z naszymi zaborcami – przede wszystkim z Austriakami i wspierającymi ich Rosjanami Aleksandra Suworowa – były właściwie „przerywnikami” w tym ciągu powstań i kampanii antypartyzanckich. Zresztą podobnie działo się później na ziemiach niemieckich, Antylach czy Półwyspie Iberyjskim. Powstanie na San Domingo i wojna hiszpańska dzięki opisom Stefana Żeromskiego w „Popiołach” – a zwłaszcza ich wypaczonej ideowo ekranizacji w reżyserii Andrzeja Wajdy – mocniej utrwaliły świadomość, że prócz Somosierry była Saragossa, a nasz bohaterski wojak niekiedy zostawał żandarmem w plutonie egzekucyjnym. Po kampaniach włoskich i niemieckich Napoleona niedobitki Legionów, wzięte na francuski żołd, trafiły na Karaiby, gdzie czekało na nie piekło wojny kolonialnej… Jednakże bez podkomendnych generała Dąbrowskiego nie byłoby Wojska Polskiego księcia Poniatowskiego. Pamiętajmy, że generał Bonaparte niechętnie udzielił Dąbrowskiemu pozwolenia na formowanie polskich oddziałów, że mieliśmy w Europie opinię – udatnie podsycaną przez zaborców – pariasów i nieudaczników, którzy zaprzepaścili własne państwo. To właśnie w dużej mierze legioniści przypomnieli Europie, jak bitny potrafi być polski żołnierz.

Gwóźdź do trumny tej jednostki stanowiła ekspedycja na San Domingo. Napoleon nie ufał legionistom, w znacznej mierze zainfekowanym republikańskim i rewolucyjnym duchem, co pierwszy konsul myślący o władzy dyktatorskiej usiłował ze swej armii wyrugować. Jeśliby w tej smutnej historii szukać jakichś pozytywów, to z pewnością tworzą je losy żołnierzy, którzy ocalawszy z wyspiarskiej rzezi, przystali do korsarzy, zapisując w dziejach piractwa znaczącą kartę.

Z kolei uczestnictwo Legionów w krwawej batalii za Pirenejami było ceną, którą Polacy musieli uiścić za stworzenie namiastki polskiej państwowości w postaci Księstwa Warszawskiego. Tak rezonowały postanowienia porozumienia – zawartego 10 maja 1808 roku w Bajonnie (stąd słynne bajońskie kwoty, które przeszły do potocznego języka). Prócz pieniędzy zobowiązaliśmy się do przekazania na francuski żołd ośmiu tysięcy żołnierzy.

Niemal stutysięczne siły polskie nie zdołały przechylić w wojnie z Rosją szali zwycięstwa na stronę cesarza Francuzów. Niemniej trzeba pamiętać, że siły polskie w kampanii przeciw Rosji po pierwsze zostały podzielone, a po drugie – podlegały zwierzchnictwu Francuzów, nie zawsze szczęśliwemu. I tak jednak byliśmy najmniej podatną na rozkład i utratę morale częścią Wielkiej Armii. Najwierniejszymi z wiernych!

Należał do nich kapitan Aleksander Fredro, kawaler Virtuti Militari. Jego wspomnienia z kampanii napoleońskich, pt. „Trzy po trzy”, są nie tylko rezerwuarem militarnych dykteryjek, lecz i przenikliwą, często lśniącą ironią, oceną sensu naszego zaangażowania po stronie Napoleona.

[buybox-widget category=”book” ean=”9788383678566″/]

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ