
„Wyspą może być w szczególności miejsce, konkretne lub wyobrażone, inny człowiek, rzecz oraz słowo” – pisze Jerzy Stelmach, wyjaśniając ideę, wokół której zbudowana jest jego książka „Listy z wyspy Rab”. Ta metafora wyspy staje się punktem wyjścia do rozważań o życiu, wyborach i poszukiwaniu własnej przestrzeni – zarówno fizycznej, jak i duchowej.
Książka ma formę listów o charakterze filozoficzno-psychologicznym, chwilami także doradczym. Autor zachęca czytelnika do poszukiwania własnych „wysp” – miejsc i stanów, które pozwalają odnaleźć równowagę. Sam taką wyspę znalazł, a właściwie – jak sugeruje – to ona znalazła jego. Opowiada o tym, jak podczas pierwszego pobytu w Chorwacji, właśnie na wyspie Rab, pojawiła się niespodziewana decyzja o zakupie domu. W teorii miała to być luksusowa willa w starym mieście, gotowa „pod klucz”. W praktyce okazało się, że rzeczywistość bywa znacznie bardziej skomplikowana.
Stelmach z dużą szczerością opisuje perypetie związane z nabyciem nieruchomości i jej późniejszym remontem. Ostrzega przy tym przed nielegalnymi praktykami i pułapkami, które mogą spotkać kupujących nieruchomość za granicą. Paradoks polega na tym, że sam jest prawnikiem, a mimo to – jak przyznaje – jego czujność została osłabiona. To przykład tego, jak łatwo podejmować decyzje pod wpływem emocji, bez wystarczającego przygotowania.
Jednak „Listy z wyspy Rab” nie są jedynie zapisem przygody z nieruchomością. Autor wykorzystuje swoje doświadczenia jako pretekst do głębszych refleksji. Pisze o asertywności, o roli osób trzecich w podejmowaniu kluczowych decyzji oraz o odwiecznym dylemacie „mieć czy być”. W jego „eksperymencie rabskim” – jak sam nazywa życie na wyspie – oba te porządki próbują się ze sobą równoważyć.
Dużo miejsca poświęca też przyjemności czytania. „Czytanie to celebracja, najpierw związana z wyborem dzieła, potem jego zakupem, wreszcie z rozpoczęciem lektury” – pisze. Ten fragment z pewnością trafi do serca każdego miłośnika książek. Stelmach nie zamyka się na nowe technologie: docenia także czytniki i e-booki, choć zauważa, że łatwość cyfrowego dostępu sprzyja równie łatwemu porzucaniu rozpoczętej lektury.
Autor odnosi się również do kondycji współczesnego społeczeństwa. Przywołując słowa Wisławy Szymborskiej – „I jakby nam było mało rzeczywistych klęsk i cierpień – dobijamy się słowami” – zwraca uwagę na to, jak często sami pogłębiamy nasze problemy poprzez język i sposób komunikacji.
„Listy z wyspy Rab”, opatrzone fotografiami Tomasza Olszowskiego, to książka osobista, refleksyjna i momentami bardzo praktyczna. Łączy w sobie elementy reportażu z podróży, autobiograficznego zapisu i filozoficznego eseju. Najważniejsze przesłanie pozostaje jednak proste: każdy może – i powinien – poszukiwać swojej wyspy. Bo jak pisze autor: „Wyspę można najpierw wymyśleć, potem odnaleźć, a na końcu zasiedlić”.
[buybox-widget category=”book” ean=”9788384381991″/]














