Niedziela, 24 maja 2026
WydawcaZysk i S-ka
AutorClare Pooley
TłumaczenieMagdalena Ciszewska
RecenzentTadeusz Lewandowski
Miejsce publikacjiPoznań
Rok publikacji2026
Liczba stron402
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 4/2026

Autorka zalicza się do pisarek już dobrze osadzonych w obszarze prozy popularnej, jej druga powieść „Cała prawda o miłości” (w Anglii 2020, w Polsce 2021) stała się natychmiast bestsellerem, przetłumaczona została na 29 języków, uzyskała kilka zauważalnych nagród. Sądzę, że „Ludzie z peronu 5” mają potencjał, by osiągnąć podobny sukces rynkowy.

Jak dotąd prozaiczka wydała cztery tytuły w renomowanych oficynach brytyjskich. Zatem jest już solidnie dostrzegalna na rynku, również międzynarodowym. Pooley rozumie, o co chodzi, dostatecznie długo pracowała na sukces, przygotowywała się starannie do wpłynięcia w nurt pogodnej beletrystyki, poza tym zalicza się do osób kreatywnych, wykształconych (ukończyła słynną, przeznaczoną dla kobiet placówkę Newnham College, umocowaną w strukturach Cambridge). Pracowała też długo w reklamie, co zresztą wykorzystuje umiejętnie, gdy tworzy teraz osobiste prozatorskie realia.

Sądząc po dotychczasowym dorobku, na gruncie popularnej prozy obyczajowej czuje się doskonale i wie, co chce osiągnąć. Czyli postępuje tak, jak właśnie w recenzowanym utworze: zdaje sobie Pooley sprawę, że liczy się najpierw pomysłowe zadzierzgnięcie fabuły, później staranny rozwój wątków, z dbałością o stosowną liczbę zwrotów akcji. Wie, że wprowadzani po kolei bohaterowie obu płci, których epizody się przeplatają w miarę rozwoju akcji, muszą u czytelnika wzbudzać uczucia mieszane (z przewagą ciepłych) i zmieniać się w trakcie lektury. Czymś w rodzaju metafory tej powieści staje się według mnie scena, gdy trójka z kilku pasażerów codziennych podróży londyńską kolejką miejską, którą dojeżdżają do pracy w centrum miasta, odwiedza sławny żywopłotowy labirynt usytuowany na terenie zamku Hampton Court. Iona, Emma oraz Sanjay potykają się, nawet kaleczą o krzewy w trakcie pełnej zmyłek wędrówki labiryntem, trafiają co chwila w ślepe uliczki, a nawet gdy błądzenie się kończy, występują oczywiście kolejne przeszkody wpływające znacząco na ich życiorysy.

Przez karty powieści przewija się spora gromadka osób różnych profesji, w rozmaitym wieku, z bagażem odmiennych doświadczeń życiowych: od tracącej początkowo koncept podstarzałej lesbijki, autorki porad dla kobiet w czasopiśmie, do niezbyt zadowolonego z pracy zamożnego finansisty kasującego fortunę w londyńskim City. Wśród bohaterów spotyka czytelnik też innych. Losy pasażerów przemieszczających się między Hampton Court a Waterloo zaczynają na siebie wpływać, a perspektywa, z jakiej Pooley portretuje swą powieściową gromadkę, migocze jak pejzaże za oknem pociągu.

Czyta się dobrze, z uśmiechem, bezpretensjonalnie. Na spokojny wieczór w sam raz.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ