
Nie będę oryginalny stwierdzając, że wychowałem
się na serialach w reżyserii autora tych wspomnień.
„Do przerwy 0:1”, „Wakacje z duchami”, „Podróż za
jeden uśmiech”, „Stawiam na Tolka Banana”, adaptacje
niepowtarzalnej prozy Adama Bahdaja czas
zweryfikował pozytywnie, czego mam naoczny dowód
w postaci zainteresowania, jakie niezmiennie
wzbudzają remisje tych filmów w oczach mego syna
Janka (l. 16) oraz córki Julianki (l. 9). Czemu zatem
Stanisław Jędryka czuje się niespełniony twórczo?
Bo takie mam odczucie po lekturze książki, z której emanuje autorskie niedowartościowanie.
Na szczęście lekturę tomu umila humor.
„Jak chce się bardzo siusiu, a w pobliżu nie ma toalety, to kiedy ją
wreszcie znajdziesz i oddasz mocz, poczujesz ulgę i przyjemność, prawie
równą orgazmowi i to też jest szczęście” – przywołuje filmowiec definicję
szczęścia autorstwa ś.p. Andrzeja Romana. Z nostalgią wspomina jego
imieniny (16 maja), na które do nowomiejskiego lokum tego wybitnego
dziennikarza przybywała niemal setka gości. Pośród nich dziennikarze,
jak Jerzy Iwaszkiewicz: „autor sytuacji dość niezwykłej, kiedy wspólnie
z Grzegorzem Miecugowem pozdrowili (w ‘Szkle kontaktowym’) tłumacza
słynnego przemówienia Lecha Wałęsy w Kongresie Amerykańskim,
Jacka Kalabińskiego, od kilkunastu lat nieżyjącego”. Także satyryk Józef
Prutkowski, rezydent SPATiF-u: „Kiedy po dłuższej nieobecności spowodowanej
zawałem serca pojawił się w klubie, przyjaciele w trosce o jego
zdrowie po którymś wypitym kieliszku z niepokojem pytali:
– Józiu, jak możesz tyle pić?
– Mogę – odparł satyryk wychylając kolejny kieliszek z wódką
– Przecież ty jesteś po zawale!
– Jestem i co z tego? Każdy lekarz wam powie, że jednej kieliszek
nie zaszkodzi, a ja mam dziesięciu lekarzy…”.












