
Autor, z pochodzenia co prawda Libijczyk, lecz urodzony w Nowym Jorku, syn dyplomaty i związany jako pisarz z literaturą anglojęzyczną, zyskał jak dotąd niemały rozgłos, uhonorowany był też kilkoma liczącymi się nagrodami, w tym uzyskał literackiego Pulitzera (za powieść „Powrót”). Niekoniecznie co prawda ten akurat Pulitzer, przyznawany głównie za prozę, ceniony jest najwyżej wśród światowych laurów, ale już nagrody PEN i Folio oznaczają na literackiej giełdzie solidną pozycję. Poza tym Matar dwukrotnie nominowany został do Bookera (za debiutancki tom „W kraju mężczyzn” i, powtórnie, za tom tu omawiany). Należy do kilku zacnych towarzystw literackich, jego tomy skłonni są polecać znaczący koledzy po piórze. Jednym słowem: twórca markowy.
„Moi przyjaciele” zyskali również nie byle jakie uznanie, nominacje do Booker Prize swoje ważą, z pewnością warto, aby i polski czytelnik zwrócił na utwór baczniejszą uwagę. Tym bardziej że pewne zbieżności między tematyką powieści i sprawami polskimi istnieją.
Bohater, imieniem Chalid, syn dyrektora szkoły w Libii, dzięki stypendium dostaje się na studia anglistyczne do Edynburga, następnie ze Szkocji trafia do Anglii. Namówiony przez kolegę, wraz z nim bierze udział w londyńskim proteście pod ambasadą przeciw dyktaturze Kadafiego. Ludzie dyktatora strzelają do demonstrantów, są ofiary, Chalid zostaje trafiony w okolice serca, jego druhowi Mustafie karabin maszynowy penetruje brzuch. Co prawda obaj wychodzą z poważnych ran i opuszczają londyński szpital, lecz powrót do Libii jest praktycznie wykluczony – groziłby niechybną śmiercią. Chalid przekonuje się o tym, gdy reżim brutalnie morduje pisarza, krytyka władzy, który zdecydował się przylecieć na pogrzeb matki.
Pojawiają się kolejni bohaterowie, wielu związanych z libijską diasporą w Wielkiej Brytanii, Chalid przez trzydzieści lat stopniowo dojrzewa, osadza się na emigracji, wsiąka w angielskie środowisko (zwłaszcza uchodźców) oraz w język, urządza sobie powoli stabilne życie.
W sumie powieść dotyka mnóstwa trudnych spraw charakterystycznych dla każdej emigracji. Takich, jakie drążą emocje wszelkiej maści bieżeńców spod każdej właściwie dyktatury. Znamy te sprawy i z przekazów naszych pisarzy, i z mnóstwa innych przykładów. W tomie Matara fabuła może dla czytelnika polskiego być o tyle ciekawsza, że związana jest sentymentalnie z arabskim kręgiem kulturowym, a nie za wiele o nim w Polsce na ogół wiadomo.
Pod względem formalnym obcujemy z narracją prowadzoną pierwszoosobowo, bohater sam nie wysuwa się na pierwszy plan, raczej odnotowuje zdarzenia ze świata, jaki go otacza na emigracji i dotyczy pośrednio wydarzeń w kraju macierzystym.
Miłośnicy porządnej prozy psychologicznej nie powinni się rozczarować.













