
Okropieństwa wojny przeciwko Ukrainie wyzbyły nas z ciekawości życiem intelektualnym i kulturalnym Rosji. W oczach wielu zbrodnie reżimu putinowskiego zniweczyły wkład myślicieli rosyjskich do ogólnoludzkiego depozytu wartości uniwersalnych. Zagadnienie to stanowi dla Janusza Dobieszewskiego (ur. 1955) punkt wyjścia dla „zaangażowanych” rozważań ujętych w zbiór szkiców „Moje filozoficzne ruskie sprawy i okolice”.
Podstawowy zrąb tematyczny tomu stanowią artykuły z dziedziny będącej główną specjalizacją czołowego polskiego badacza filozofii rosyjskiej. Pozory analitycznej beznamiętności rozwiewa szkic otwierający książkę – mowa obrończa w sporze o odpowiedzialność twórców literatury i kultury za mocarstwową naturę państwa rosyjskiego.
Autorowi wyraźnie leży na sercu ukazanie rosyjskiej myśli filozoficznej jako materii niepoddającej się jednostronnym interpretacjom. Dokonuje tego między innymi na przykładzie ambiwalentnego stosunku słowianofilów i okcydentalistów do westernizacyjnych reform Piotra Wielkiego. Nieprzypadkowo też z fascynacją odnosi się do „liberalno-marksistowskiego konserwatysty”, Piotra Struwego, jednej z najważniejszych postaci na styku światów idei i polityki na początku XX wieku. Rolę „sprawcy filozofii rosyjskiej” przypisuje Janusz Dobieszewski Władimirowi Sołowiowowi, klasyfikowanemu w podręcznikach po prostu jako myśliciel religijny. Autor analizuje myśl swojego faworyta w sposób dużo bardziej zniuansowany i wieloznaczny, ukazując możliwe rozwinięcia jego konstrukcji intelektualnych.
Bardzo ciekawie przedstawiają się szkice ukazujące wzajemne oddziaływania polskiej i rosyjskiej myśli politycznej. Dzięki autorowi możemy dostrzec w mesjanizmie – obok źródeł religijnych i emocjonalnych – także „źródła filozoficzne, usytuowane w rejonach szczytowych wzlotów kultury europejskiej i ludzkiego intelektu” (s. 193). Dobieszewski odsłania też meandry idei słowiańskiej w polskiej wyobraźni historycznej, objaśniając przy tym różnice między proeuropejskim słowianofilstwem polskim i słowianofilstwem rosyjskim, zwracającym się ku despotyzmowi.
Spośród dziesięciu szkiców o tematyce nie-rosyjskiej wysoki walor użyteczności mają zwłaszcza dwa teksty: o relacjach filozofii i literatury oraz spokojna w tonie, a celna w ujęciu polemika z monumentalną pracą „Heleny Eilstein Biblia w ręku ateisty” (Warszawa 2006). Ten ostatni artykuł pozwala dostrzec w Januszu Dobieszewskim wytrawnego dyskutanta.
Postawę badawczą autora chyba najlepiej oddają jego szkice wspomnieniowe, poświęcone badaczom filozofii starszego pokolenia, w tym Andrzejowi Walickiemu. W artykułach omawiających drogę naukową poprzedników (a zarazem naukowych wzorów) Janusz Dobieszewski daje wyraz niechęci wobec schematyczności kanonów, okopywania się na umocnionych pozycjach ideologicznych, wyznaczania sztywnych granic między różnymi nurtami myśli ludzkiej.
Niewątpliwą zaletą książki jest otwartość autora na inne ujęcia poruszanych przez niego problemów, o ile mieszczą się one w granicach dysputy filozoficznej. Założenie to kryje w sobie także słabość: czytelnik nie dowie się ani tego, jaka była recepcja zrekonstruowanych idei, ani tego, jakie czynniki spoza świata idei oddziaływały na myślicieli.
Kompozycja tomu została gruntowne przemyślana, uporządkowanie wywodu i klarowność argumentacji są bez zarzutu. Wyczuwa się natomiast przesadną ustępliwość redakcji wobec tendencji autora do wielosłowia. Korekta stanęła na wysokości zadania.










