
Podchodziłam do lektury i recenzowania tej książki z pewną obawą, a zarazem pokorą. Jest to bowiem książka obrazkowa (niektórzy fachowcy wolą określenie „obrazowa”), a ja nie jestem specjalistką od tego gatunku. Co więcej, wychowałam się na książkach, które wprawdzie były ilustrowane, ale grafika pełniła wobec tekstu funkcję służebną, nie była elementem autonomicznym i partnerskim. Tyle w temacie obaw; źródłem pokory jest werdykt jury targów w Bolonii, które było książką zachwycone. Pochylmy się zatem nad tą publikacją, w której strona graficzna jest niebywale obfita, wprost „nie do napatrzenia”.
Początek tej opowieści, wydanej w koszmarnym „niebibliotecznym” formacie (duży kwadrat, nijak wstawić na półkę), jest dość banalny. Mama z synem są na plaży, prowadzą zwykły, wakacyjny dialog. Wymianie zdań towarzyszy bogata szata graficzna, a podczas wspólnej lektury mały czytelnik może dopasowywać zdania dialogu do ilustracji, stając się poniekąd współtwórcą książki. Rozmowa kończy się w momencie, gdy synek, pieczołowicie zapinając kapok, postanawia wyruszyć w podróż. W tym celu trzeba odwiązać łódkę od palika, chłopiec robi to sam, jest to dla niego źródłem satysfakcji (poradził sobie), mama też jest dumna. Rozpisuję się o tym dlatego, bo często dziecko, podejmując nowe wyzwania, słyszy „Daj spokój, nie dasz rady”, a potem „No widzisz, popsułeś”. Tu mamy sytuację diametralnie inną, widzimy, jak matka buduje w swoim dziecku samodzielność.
Od tej pory wszystko dzieje się w obrazach. Tworzenie tej historii jest okazją do rozbudowywania słownictwa, nazywania tego, co dzieje się na ilustracji, a dzieje się dużo. Chłopiec na swoim pontonie zapuszcza się coraz głębiej i dalej, odkrywa coraz to nowe okolice, zarówno przyrodnicze, jak i wielkomiejskie, a każde budzi zaciekawienie. Podczas podróży na pontonie pojawia się towarzystwo rówieśników, bohater wchodzi w rozmaite interakcje, warto na ten temat porozmawiać po lekturze.
Dochodzi też do wypadku, łódka się przewraca, a chłopiec zostaje uratowany przez grupę dzieci, najwyraźniej miejscowych, o czym świadczą ich karnacja i ubiory z liści. Uratowany, nakarmiony i ogrzany, wzbogacony o trofeum (tajemnicze ziarenko), może wrócić do stęsknionej mamy, która ani na chwilę nie wątpiła, że mały podróżnik się odnajdzie.
O czym jest ta książka i jak mogą z nią pracować rodzic i bibliotekarz? Przede wszystkim poprzez wspólną lekturę i odpowiadanie na każde pytanie, jakie się pojawi podczas czytania. Tu wzorem jest mama bohatera, której dociekliwość chłopca nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz cieszy. To jest książka o odwadze, pokonywaniu przeszkód i samotności, nadaje się w szczególności dla chłopców, co podkreślam, bo mniej jest (tak mi się wydaje) beletrystyki, gdzie bohaterem jest chłopiec.
Ponieważ mamy do czynienia z książką obrazkową, więc parę słów należy się szacie graficznej. Jest to książka autorska: Sara Lundberg odpowiada zarówno za tekst, jak i ilustracje. Ta artystka wizualna jest uznana i ceniona nie tylko w ojczystej Szwecji, ale i w wielu krajach. To, że możemy także w Polsce podziwiać jej książki, jest zasługą unijnego programu Kreatywna Europa.
[buybox-widget category=”book” ean=”9788367032490″/]










