Piątek, 10 listopada 2023
WydawcaWilga
AutorBen Miller
TłumaczenieEwa Rosa
RecenzentMaria Kulik
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2023
Liczba stron284
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2023

Autor tej książki (i paru innych), Ben Miller, znany jest jako aktor, a zasłynął rolą Bougha w filmie „Johnny English”. Jego przygoda z literaturą zaczęła się od przyjścia na świat dzieci; to z myślą o nich powstały poprzednie książki, czyli „O chłopcu, który zniknął świat” oraz „Jak poznałem Świętego Mikołaja”. Bohaterowie omawianej dziś powieści również noszą imiona dzieci autora, czyli Harrison i Lana.

Samo słowo „baśń” w tytule było dla mnie zachętą do lektury, gdyż baśnie były zawsze obecne w moim życiu, zarówno w dzieciństwie, jak i w karierze zawodowej. Stałe spotkania z czytelnikami w bibliotece, znane jako „Baśniowe wieczory”, szybko stały się okrętem flagowym naszej aktywizacji czytelniczej. Tak więc: losy dziewczynki, która dzięki sile wyobraźni znalazła się w świecie baśni – ta historia zapowiadała się ciekawie.

Zaczyna się podobnie jak u Hitchcocka – najpierw jakiś kataklizm i potem napięcie rośnie. Zamiast trzęsienia ziemi mamy szalejącą burzę, podczas której z głębi ziemi wynurza się ogromna budowla z szyldem „U Grimmów”. Nie jest to jednak motel czy restauracja, lecz supermarket. To będzie nasze miejsce akcji.

Pora poznać bohaterów, wspomniane już rodzeństwo, czyli Harrisona i Lanę. Duża różnica wieku sprawia, że trudno o wspólną zabawę, to raczej starszy brat „poświęca się” dla młodszej siostry. Teraz jednak, gdy ma więcej nauki, trudno mu znaleźć wolny czas, co budzi w dziewczynce frustrację i gniew. Aby uśmierzyć te złe uczucia, mama zabiera Lanę do nowego supermarketu, kusząc córkę perspektywą zakupów na pocieszenie. Podczas gdy mama zachwyca się kolejnymi promocjami (48 rolek papieru toaletowego w cenie 24!), Lana szuka działu z książkami i tam zaczyna się cała przygoda.

Zakupiona książka z baśniami wydaje się bardzo stara, ale Lanę intryguje nie tylko jej wygląd, ale też fakt, że personel sklepu (dziwaczny staruszek, ni to krasnal, ni czarodziej) stanowczo ten zakup odradza, sugerując, że baśnie są zbyt straszne i nieodpowiednie dla dziewczynki w jej wieku. Wiadomo, że nic tak nie kusi jak zakazany owoc, więc książka zostaje kupiona.

Już podczas pierwszej, wieczornej lektury okazuje się, że mamę przerażają zakończenia tych tradycyjnych baśni (Jaś i Małgosia lądują w piecu, królewna rani się wrzecionem i zasypia, wydaje się, że na zawsze, podobnie krwawe jest zakończenie baśni o Rumpelsztyku). Mama nie chce dalej czytać, ale Lana bardzo chce poznać ciąg dalszy. Jej chęci zostaną zaspokojone w sposób nieoczekiwany podczas kolejnej wizyty w supermarkecie „U Grimmów”. Podczas wędrówki po sklepie dziewczynka spotyka znowu tajemniczego sprzedawcę, łudząco podobnego do postaci Rumpelsztyka, i za jego namową wspina się na półki, aby dosięgnąć słodyczy. Nagle ziuuuuu! – Lana osuwa się w głąb jakiegoś szybu i znajduje się w ogromnej pałacowej kuchni, wśród śpiących kucharzy i kelnerów. Chyba wiemy, gdzie jesteśmy?

Nasza mała bohaterka jeszcze kilka razy odwiedzi krainę baśni, początkowo sama, potem dołączy do niej brat. Za każdym razem dzieci korzystają z tajemniczej zapadni, a sceptyczny początkowo Harrison staje się doskonałym towarzyszem kolejnej wyprawy. Nieoceniona będzie jego wiedza podręcznikowa, jak np. znajomość prawa Archimedesa. Dzięki temu Lana docenia zasób wiadomości brata, a on dochodzi do wniosku, że nauka jest ważna, ale zabawa także.

Książka kończy się happy endem, nie tylko w baśni, lecz także w realu. Rodzeństwo szczęśliwie powraca do domu, a supermarket i jego manipulanckie promocje znikają w czeluściach ziemi.

Zawsze z drżeniem biorę do ręki książkę osoby, która nie jest zawodowym pisarzem (wiem, wiem, nie ma takiego zawodu, ale wiecie, o co chodzi) i myślę o wielkiej pracy, jaką wykonał redaktor prowadzący. Ben Miller wie o tym, także i jego redaktorka, Jane Griffits, jest wymieniona z imienia i nazwiska na długiej liście podziękowań.

Kończąc tę recenzję, nie mogę pozbyć się refleksji dotyczących adresata, to takie typowo bibliotekarskie podejście. Wiele z omawianych przeze mnie książek to publikacje dla wyrobionego, oczytanego odbiorcy, dość wspomnieć „Między światem a zaświatem”, „Rok, w którym zmieniły się mapy” czy „Godzinę śródziemnomorską”. Tym razem jest inaczej, historia „O dziewczynce, która wpadła w baśń” ucieszy szerokie grono czytelników, zwłaszcza miłośników przygód opartych o motyw wędrówki w czasie i przestrzeni. Nie jest to wielka literatura, ale mali odbiorcy niekoniecznie potrzebują książek wytyczających nowe trendy i poruszających trudne tematy, najważniejsza jest przecież radość lektury. Tym wszystkim życzę z pełnym przekonaniem szczęśliwych doznań czytelniczych!

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ