
Kreta – największa grecka wyspa i piąta co do wielkości wyspa Morza Śródziemnego – którą odnajdziemy u Thomasa Orchowskiego, to Kreta spoza głównych szlaków turystycznych. Przemierza ją sam i z przewodnikami – gejem Wasilisem (orientacja rozmówcy ma znaczenie dla podsumowań dotyczących kultury macho) czy antropologiem Iosifem, greckim Cypryjczykiem. Podczas wędrówki spotyka wielu ciekawych rozmówców, autochtonów, ale też osoby przyjezdne, które poznają wyspę od podszewki i mają do niej krytyczny stosunek, jak w przypadku Kateriny (dla potrzeb kamuflażu twierdzi, że jest Czeszką, bo woli pozostać dla pozostałych mieszkańców wyspy tajemniczą żoną Kreteńczyka Jorgosa). Orchowski przygląda się uprawie oliwek na wyspie, ale także uprawie konopi i problemom z narkotykami. Ze swoimi rozmówcami dyskutuje o silnym na Krecie i w całej Grecji micie macho, bo to z nim powiązany jest problem niesamodzielności greckich mężczyzn – w książce pojawia się metafora matek pająków oplatających synów pajęczyną opiekuńczości. Z kultury macho i ugruntowanych wzorców patriarchalnych wynika także dotykający wyspę problem przemocy wobec kobiet. W wyspiarskim życiu źródłem napięć są także lokalne konflikty i żywa w rejonie tradycja wendety. Jak się okazuje z rozmów autora oraz z ogólnodostępnych statystyk, w wielu rodzinach trzyma się nielegalnie broń. Orchowski próbuje ustalić z antropologiem profesorem Tsandiropulosem, jakie żniwo zbierają wendety, kiedy rozmawiają o przekazywanych z pokolenia na pokolenie waśniach krwi.
Siga siga oznacza greckie niespieszne życie i tak też rozwija się ten reportaż. Męskim rozmowom obowiązkowo towarzyszy smakowite greckie jedzenie, nie stronią też od picia domowej tsikudii, czyli kreteńskiej raki, i bardzo dużo palą. Reporterska narracja przepleciona jest także osobistymi przemyśleniami Orchowskiego, który w trakcie pisania tej książki chowa dziadka i spodziewa się dziecka, a konkretnie syna, któremu zresztą zadedykował ten reportaż.













