
Książka Grzegorza Ślubowskiego, ostatniego kierownika zlikwidowanej już polskiej placówki konsularnej nad Newą, ukazuje Rosję czasu wojny z Ukrainą przez pryzmat Północnej Stolicy.
Grzegorz Ślubowski relacjonuje wysiłki polskiego dyplomaty (uosabiającego starania zbiorowe) na rzecz zachowania pamięci o Polakach współtworzących tkankę miasta, zwłaszcza zaś o ofiarach stalinizmu. Misji tej konsekwentnie przeciwdziałały, otwarcie i skrycie, władze putinowskiej Rosji. Ostatecznie całkowicie ją uniemożliwiły, podejmując decyzję o zamknięciu konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Petersburgu. Autor ze szczegółami opisuje prowokacje putinowskich aktywistów, którzy abotowali oddanie hołdu pomordowanym w Sandormochu (obszar Karelii, gdzie dokonywano masowych rozstrzelań). Pisze też między innymi o skazanych na porażkę próbach ustalenia losów „znikniętego” pomnika ofiar tak zwanej polskiej akcji NKWD (1937 rok) na cmentarzu lewaszowskim. Książka ma więc niewątpliwy walor dokumentacyjny.
Równie interesująco przedstawiają się uwagi autora o postawach społeczeństwa wobec wojny z Ukrainą i o autorytaryzacji życia. Powtarzającym się motywem książki jest bierność polityczna Rosjan, ugruntowana w doświadczeniu historycznym. Jej osobliwy przejaw stanowi dwójmyślenie wypraktykowane w stalinizmie. Obciążenie sowieckością znajduje odbicie także w kulcie donosicielstwa czy w sądowych spektaklach pseudopraworządności, służących ukaraniu tych, którzy sprzeciwiają się wojnie. Ta część relacji dyplomaty, który brał udział w owych przedstawieniach jako widz, wypada szczególnie ponuro. Grzegorz Ślubowski demonstruje, jakie szkody w umysłach poczyniła medialna propaganda. Oto po 25 latach rządów Putina nie został nawet ślad po aktywności ruchu matek, które protestowały przeciwko wysyłaniu ich synów do walki z Czeczenami w 1999 roku.
Autor dokonuje licznych ekskursów w przeszłość. Zalicza przy tym jednak wpadki. Obwieszcza na przykład, że „W historii Rosji pełno jest carów samozwańców” (s. 148). Nazywa ustrój polityczny za panowania Piotra Wielkiego (XVIII wiek) totalitarnym (s. 11), co zdziwiłoby nawet najzagorzalszych przeciwników cara-reformatora. Mianuje też polskiego budowniczego kolei, Stanisława Kierbedzia, wiceministrem (s. 198). Podrozdziały o „szalonym” Pawle I, pochówkach Stanisława Augusta Poniatowskiego i końcu monarchii Romanowów sprawiają wrażenie dosztukowanych. Ciekawy jest wątek ingermanlandzkiej tożsamości ziem karelskich. Ekscytująco (choć bałamutnie) wybrzmiewają rozważania o nieziszczonej alternatywie historycznego rozwoju Rosji w okresie między rewolucją lutową 1917 roku i przewrotem bolszewickim.
Zaletą książki jest uczciwość intelektualna Grzegorza Ślubowskiego, który chętnie dzieli się swoimi lekturami i innymi źródłami inspiracji. Dzięki temu czytelnik wie, że jego przewodnikami po Petersburgu są Zinaida Gippius, Anna Achmatowa, a ze współczesnych – między innymi Władimir Sorokin („Dzień oprycznika”). Wespół z byłym konsulem w Petersburgu można zapoznać się z lansującą oficjalną wersję historii ekspozycją w Muzeum Obrony i Blokady Leningradu. Ale można też obejrzeć osadzony w realiach carskiej Rosji, a opozycyjny w wymowie spektakl teatralny. Albo wziąć udział w spotkaniu sprzeciwiających się wojnie undergroundowych poetów.
Daje się zauważyć pospieszność w przygotowaniu książki do druku. Fraza miejscami koślawa, zdarzają się też rusycyzmy, niekonsekwentne nazewnictwo własne, powtórzenia, a nawet inny podtytuł na stronie okładkowej i tytułowej. Usterki te rekompensuje zaangażowany przekaz autora – świadka ważnego etapu w dziejach współczesnej Rosji.














