Wtorek, 2 listopada 2021
WydawcaPIW
AutorJarosław Abramow-Newerly
RecenzentTomasz Zb. Zapert
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2021
Liczba stron512
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2021

Tom sugestywnych, bogato ornamentowanych cymeliami i  dykteryjkami, retrospekcji cenionego dramaturga, prozaika i tekściarza, dopełniający jego tryptyk wspomnieniowy –„Lwy mojego podwórka”, „Lwy wyzwolone”, „Lwy STS-u” – ma olbrzymi wymiar poznawczy. Narracja obejmuje sześć dekad, od roku 1960 do dziś. Przez strony przewijają się luminarze polskiego piśmiennictwa, zazwyczaj zapoznani przez Jarosława Abramowa-Newerlego w Polskim Radiu, gdzie – za czasów „małej stabilizacji towarzysza Wiesława” – znalazł zatrudnienie. Że wspomnę jedynie Nieobecnych: Marka Nowakowskiego, Jerzego Janickiego, Jerzego Krzysztonia, Władysława Lecha Terleckiego, Ireneusza Iredyńskiego, Janusza Krasińskiego, Jerzego Sitę i Włodzimierza Odojewskiego, szczególnie bliskiego autorowi.

O jego śmierć obwinia Joannę Siedlecką. W  2008 roku w  głośnej książce pt. „Kryptonim »Liryka«. Bezpieka wokół literatów”: „ogłosiła wszem i  wobec, że Włodzimierz Odojewski był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa w latach 1964 i 65 i przytoczyła fotokopie dokumentów, które znalazła w jego teczce w Instytucie Pamięci Narodowej. (…) Złamała życie prawemu człowiekowi o pięknym życiorysie”. Skomentuję to słowami Arystotelesa: „Amicus Plato, sed magis amica veritas”.

Z połowy dekady tow. Sztygara przypomina pisarz zabawną przygodę swej córki, Magdy: „Nieoczekiwanie wezwała mnie dyrektorka przedszkola i z poważną miną zapytała: – Pan wie, że wczoraj w Warszawie bawił towarzysz Leonid Breżniew z bratnią wizytą przyjaźni?

– Wiem, widziałem w »Dzienniku Telewizyjnym«.

– No właśnie nasze przedszkole poszło na trasę przejazdu powitać go chorągiewkami. I niech pan sobie wyobrazi, że kiedy zbliżyła się odkryta limuzyna ze stojącym towarzyszem Breżniewem, to Magda wraz ze swoją koleżanką, Agnieszką Rayzacher, głośno krzyknęły: »Niech żyje Słoń Trąbalski!« – i zamachały chorągiewkami.

Nie potrafiłem powstrzymać śmiechu.

– No wie pan! To nie jest śmieszne! Dobrze, że słyszała to tylko przedszkolanka Halinka. Mogłaby być z tego poważna afera, choć jak się zastanowić, to małemu dziecku bliższy jest jednak Słoń Trąbalski Tuwima niż Leonid Breżniew – powiedziała.

– Na pewno – przytaknąłem.

– W każdym razie mówię to panu po to, żeby wytłumaczył to pan Magdzie i żeby drugi raz taki incydent się nie powtórzył.

– Oczywiście – przyrzekłem.

Wychodząc, wciąż śmiałem się w duszy i pomyślałem, że to zupełnie tak jak zawalenie się trybuny pierwszomajowej z towarzyszami w książce Kazika Orłosia »Cudowna melina« – pełna groteska”.

No votes yet.
Please wait...
OCEŃ KSIĄŻKĘ
escort bayan trabzon escort bayan yalova escort bayan edirne escort bayan manisa bursa görükle escort