
Przygodowa powieść postmodernistyczna. Rozrywkowa, bez wątpienia, zdecydowanie pełna fantazji (przez co rozumiem jej przypisanie do fantastyki), w porywach zabawna, choć do gatunku „płaszcza i szpady” za nic nie pasuje. A to chyba dlatego, że autor chciał ją wpisać w nurt postmodernizmu (choć może opacznie odczytałem posłowie).
Miejsce akcji – ziemie od Helu po Karaiby. Czas – nieokreślony. Bohaterowie – nader różni: trzy piękne kobiety walczące o swych mężczyzn, przeciw nim typowa dla takich fabuł banda mizoginów i kolaborantów. W tle – tajemnicza choroba, epidemia grożąca światu. A zaradzić temu może… ofiara z ludzi. Ludzi o wrodzonej odporności, którzy muszą się tym darem podzielić. „Obok zdrowego serca wszczepiamy drugie serce, jeszcze lepsze. (…) Kiedy się ma dwa serca, człowiek jest silniejszy i może żyć dłużej niż dotąd”, tłumaczy swe działania jeden z lekarzy. Na szczęście wszystko trafia szlag, po szpitalu nie pozostaje żaden ślad, niszczy go wielka eksplozja. Zaś trzy piękne kobiety odpływają w siną dal z uratowanymi partnerami.
Przyznać muszę, że postmodernizm to nie moja bajka. Bliższy mi – przywoływany na okładce – realizm magiczny, łatwiej wtedy zrozumieć, nawet polubić całą fabułę. Potraktować ją jak baśń, w której chodzi nie tylko o pokazanie przygód bohaterów, ale i o to, aby przedstawić walkę między złem i dobrem, konflikt dla tego gatunku charakterystyczny. Wtedy „Piratki” mogą się spodobać.
[buybox-widget category=”book” ean=”9788389859549″/]










