Wtorek, 14 lutego 2012
WydawcaWydawnictwo Naukowe PWN
AutorAndrzej Krakowski
RecenzentTomasz Zb. Zapert
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2011
Liczba stron576


Autor, tkwiący w filmowym światku od lat bez mała pięćdziesięciu,
wskazuje dwa powody niewiarygodnego sukcesu polskich emigrantów
– dodajmy wyznania mojżeszowego – w embrionalnym Hollywood.
Primo: byli lepiej wykształceni od większości emigrantów. „To nie była
jakaś wiedza bardzo głęboka, uniwersytecka, ale gros przybyszów było
jednak analfabetami”. Secundo: „zaważyło to, że im bardziej były stosowane
restrykcyjne prawa pod zaborem rosyjskim, tym bardziej przyszli
emigranci uczyli się, jak je obchodzić. Kombinowali, zawsze znajdywali
możliwości tam, gdzie ich nie ma”.
Tak zaczynali krezusi tej raczkującej u progu XX stulecia branży:

Samuel Goldwyn (który urodził się w Warszawie jako Szmul Gelbfisz),
bracia Warnerowie (z których najstarszy urodził się koło Makowa Mazowieckiego,
a najlepiej dziś pamiętany, najmłodszy Jack w Kanadzie,
ale znał, co najmniej pojedyncze polskie słowa), pochodzący z Suchej
Beskidzkiej Billy (Wilhelm) Wilder, tudzież Apolonia Chałupiec – Pola
Negri, której kres błyskotliwej kariery aktorskiej przyniósł film dźwiękowy.
„Billy Wilder miał ogromny sentyment do Poli Negri. Strasznie
ubolewał, że miała tak silny akcent i dlatego nie obsadził jej w »Bulwarze
Zachodzącego Słońca«” – podkreśla Krakowski.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ