
Są książki, które mówi się oczami, są takie, które opowiada się gestem – i są też te, które szeptałoby się komuś przy kuchennym stole, o świcie, gdy nocne lęki jeszcze nie wyparowały z powietrza. Taka właśnie jest nowa książka Krystyny Kofty „Przesądy. Mój osobisty abecedariusz” – cicha, mądra, osobista. Pisarka sięga po formę abecedariusza – porządkuje pojęcia, rytuały i wyobrażenia według liter alfabetu – lecz czyni to nie dla porządku, ale dla pogłębienia sensu.
Nie znajdziemy tu ani etnograficznego katalogu wierzeń, ani prób wyśmiania ludowej mądrości. Kofta nie ukrywa, że niektóre przesądy traktuje z przymrużeniem oka, inne z nostalgią, jeszcze inne z podziwem dla ich trwałości. Chleb, Kot, Lustro, Pióro, Świeca – każde z tych haseł otwiera świat, który nie poddaje się racjonalnemu rozumowi, lecz żyje w pamięci, języku, ciele. Przesądy nie są tu ciekawostką, ale materiałem duchowym. Czasem podszyte strachem, czasem śmiechem, często głęboko intymne.
Krystyna Kofta – kobieta niezależna, pisarka wyrazista, która przez lata uczyła nas, jak mówić o ciele, kobiecości i śmierci – nie rezygnuje tu z tonu osobistego. Przeciwnie: to właśnie jej osobista wrażliwość sprawia, że książka nie zamienia się w zbiór luźnych notatek. Każde hasło staje się miniaturowym esejem, refleksją o tym, co ukryte pod powierzchnią obyczaju. Jest tu miejsce na dzieciństwo, pamięć rodziny, na ciemne kuchnie PRL-u, na zapach świeżego chleba, który nie może leżeć „do góry spodem”.
Styl Kofty to czysta proza dojrzałości. Pisze jasno, ale nie płasko. Ironia miesza się tu z czułością, melancholia z humorem. W jednym akapicie autorka potrafi przejść od wspomnienia śląskiej babki do gorzkiej refleksji o samotności kobiety w społeczeństwie, które wciąż każe jej milczeć, kiedy mówi o bólu.
To książka, którą można czytać po trochu – dzień po dniu, hasło po haśle – i wracać do niej, kiedy rzeczywistość znów okaże się nieprzyjazna, niepojęta. Bo może rzeczywiście, jak pisze Kofta, „lepiej nie mówić niczego głośno”, żeby nie zapeszyć. Ale można pisać. I ona pisze – dojrzale, pięknie, z mądrością kobiety, która nie wyrzeka się żadnej ze swoich twarzy.
Przesądy są lustrem – nie rzeczywistości, ale naszej duszy. I Kofta, z właściwą sobie godnością, pozwala nam w to lustro zajrzeć bez wstydu.













