
Każdy rejon Polski ma miejsce pogardliwie zwane wariatkowem. Na południu Polski – Kobierzyn, na północy – Kocborowo, a w Polsce centralnej – Tworki. Tworki chyba cieszą się największą rozpoznawalnością. Raczej mało pozytywną. I właśnie owa wątpliwa sława sprawiła, że Grzegorz Łyś postanowił sięgnąć po temat i dogłębnie go zbadać.
Łyś podszedł do tematu na poważnie i uczynił Tworki głównym bohaterem. Odrobił swoje pisarskie i reporterskie zadanie zadowalająco, jednak zostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu. Ulokował ciekawą historię powstania i dziejów szpitala na tle rozwoju światowej psychiatrii, a jest to historia dramatyczna. Choroby psychiczne zostały zauważone przez medycynę stosunkowo późno, a przez wieki osoby nimi dotknięte traktowano jako element niepożądany – często były poddawane torturom i pozbawiane podstawowego szacunku oraz godności. Zdarzało się, że ich sale w szpitalach były umieszczone blisko kloak. Na tym tle Tworki wyróżniały się zdecydowanie. Otwarte w 1891 roku w Tworkach szpitalne obiekty usytuowano pośród pól i stawów rybnych. Kompleks posiadał elektrownię, piekarnię, warsztaty, własną straż mundurową i liczny personel, co w zaborze rosyjskim stanowiło niezwykły przypadek księstwa, ale nie udzielnego, bo podlegającego nadzorowi petersburskich ministrów oraz samego cara. Zdarzało się jednak, że Tworki pełniły również rolę obiektu patriotycznego, pomagając konspiratorom i rewolucjonistom uniknąć wyroków śmierci. Przyczyniły się również do rozwoju lokalnego „przemysłu medycznego”, bo od bram Tworek z kwitkiem odchodziły setki chorych, którzy szukali ratunku w naprędce tworzonych po sąsiedzku prywatnych placówkach leczniczych.
Okres prosperity Tworek dobiegł końca wraz z wybuchem pierwszej wojny światowej i geopolitycznymi zmianami frontów, bo zorganizowano radykalną ewakuację i wywieziono z Tworek absolutnie wszystko. Oprócz personelu, sprzętu, najrozmaitszych ruchomości, do swego rodzaju rosyjskich dóbr zaliczono również pacjentów…
Nie sposób opowiedzieć całych fascynujących losów lecznicy, bo Łyś snuje ciekawą opowieść aż do czasów współczesnych, którym, ku mojemu rozczarowaniu, poświęca najmniej miejsca i uwagi. Niestety. Ciekawe są wątki dotyczące poszukiwania przyczyn obłędu, wprowadzania nowych trendów i metod leczenia, czy historie związane z kolejnymi dyrektorami Tworek. Książka jest przeznaczona dla tzw. szerokiego odbiorcy, ale wzbudza niezwykłe emocje i zainteresowanie w okolicach Pruszkowa, ponieważ „tworkowska rodzina”, jak zwykło się mówić o pracownikach placówki, jest cały czas bardzo licznie reprezentowana. Wielu mieszkańców ma osobiste, dobre wspomnienia związane z wielkim zakładem pracy, jakim swego czasu były Tworki. Dla nich ta książka jest szczególną sentymentalną podróżą, dla pozostałych, których los nigdy z Tworkami nie połączył, pasjonującą historią przypadku lecznicy, utkaną na tle wichrów historii, a tym bardziej ciekawą, że dotyczącą sfery ludzkiego zdrowia psychicznego.














