Niedziela, 2 listopada 2025
WydawcaIskry
RecenzentGrzegorz Sowula
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2025
Liczba stron350
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2025

Zakola sięgające karku, szeroki uśmiech, barczysta klata. Za nim, w tle, dwóch wystrojonych wąsaczy. Maciej Radziwiłł z komilitonami z lat zaprzeszłych, czyli słynnym „Sierotką” i imiennikiem Maciejem, kasztelanem wileńskim.

Obraz „jaśnie pana” nie przystoi bohaterowi, zresztą tych jaśniepanów z arystokratycznym rodowodem niezbyt u nas wielu, „upstartów” rozmaitych, kopertowych hrabiów, znajdzie się za to niemało. Radziwiłłowie tytuł książęcy odebrali od cesarza Karola V Habsburga w 1547 roku. Przysługuje im do dziś – aczkolwiek Maciej Radziwiłł uprzedza, że nie chce być tak tytułowany i powtarza to kilka razy, snując opowieść o historii rodu. Dowiadujemy się zatem, iż pierwszym księciem został już w 1515 Mikołaj Radziwiłł, wielki kanclerz litewski, ale linia ta wymarła w następnym pokoleniu – autor zwraca uwagę na ten fakt, jako że cesarz nie szafował tytułami zbyt hojnie. Radziwiłłowie już wtedy byli znaczącą rodziną na Litwie, pamięć o wielkości i zasługach rodu żywa jest do dziś.

Zaskakująca to książka, prawdę mówiąc, bo rozmówcom udało się na niespełna 300 stronach (obrazków nie liczę) przedstawić zarówno postać głównego bohatera, jak i jego familii, jej osiągnięć dobrze zapisanych w historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a później już tylko jednego. Maciej Radziwiłł zdradza, że w dzieciństwie fascynował się geografią, poznając miejsca rodowych siedzib Radziwiłłów, Potockich, Zamoyskich, Czartoryskich, uczył się historii. Jest w tej rozmowie bardzo wiele rozważań dotyczących postrzegania i opisywania dziejów, ich oceny zależnej od różnych wpływów – zarówno wydarzeń globalnych, jak i prywatnych przekonań autora opisu. Przestrzega przed wygłaszaniem krytyk w oparciu o dzisiejsze standardy, co zdarza się autorom leniwym – dla nich arystokracja zawsze była majętna ponad miarę dzięki wyzyskowi chłopstwa.

Maciej Radziwiłł konspirował za czasów Solidarności, swoje odsiedział, potem związał się z biznesem. Rozdział temu poświęcony zaliczam do najbardziej pouczających, a i zabawnych – liznął wpierw polityki, ale zniechęcił się szybko i zajął się finansami, startując jako „kompletny analfabeta finansowy”, jak wspomina. Człek pojętny, pracował w międzynarodowych bankach, analizował firmy giełdowe, zarządzał funduszami, restrukturyzował przedsiębiorstwa… Z sukcesem, co potwierdza fakt, że jego własne firmy przynoszą wcale niemałe dochody.

Nie zabrakło w tomie części poświęconej kolekcji Czartoryskich, której sprzedaż Skarbowi Państwa stała się smaczną pożywką dla mediów, spekulujących długo, kto stracił, a kto zarobił te sto milionów euro. Radziwiłł, poproszony przez Fundację Czartoryskich o przypilnowanie transakcji, jest człowiekiem, który jak nikt może przedstawić wszystkie zawiłości tego, dla Polski bardzo korzystnego, procesu.

 

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ