Sobota, 14 marca 2026
WydawcaCzarne
AutorKrzysztof Środa
RecenzentPaweł Walczuk
Miejsce publikacjiWołowiec
Liczba stron128
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 2/2026

Po przeczytaniu pierwszego z opowiadań zapisałem w podręcznym notatniku: „»Bang bang« – dziwne połączenie prostoty stylu, oszczędnej fabuły oraz zagęszczenia myśli i refleksji. Zdania w obrębie akapitu często nie wynikają z siebie wzajemnie, wprowadzając coś zupełnie nowego. Trudne do zrozumienia. Musiałem czytać akapity jeszcze raz. I jeszcze raz. Bez uczuć estetycznych przez ładne zdania. Na pewno nie chodzi o to, by było przyjemnie”.

Autor każdy z tekstów i dobrze zaczyna, i dobrze kończy. Ba! Z błyskotliwym okiem oraz inteligentnym spojrzeniem. Ale to, co pomiędzy…

Książka jest dla mnie pół prozatorska, pół eseistyczna. To drugie pół dużo bardziej służy autorowi. Z tego powodu ucieszyłem się, gdy mniej więcej w środku książki zaczął się segment paru tekstów-impresji. Każdy następny czerpie z poprzednich. Osobiście ten ciąg uważam za najlepszy w całej książce. Forma raczej refleksyjna sprzyja talentom (tworzenie przemyśleń oraz opis ludzi) i przykrywa trudności autora (prowadzenie fabularnej narracji). Autor korzysta w nich z kodu pojęciowego wytworzonego przez to, co już było, dzięki czemu ma się wrażenie spójności zbioru. Później jest ono rozbite przez finałowe „Archiwum”, ale pewien synkretyzm całego tomu został oznaczony już we wstępie, dlatego nie mogę mieć o to żalu.

Środa ma sporo dystansu do siebie. Dzięki temu potrafi rozbawić, a w tak gęstych tekstach oddech jest przydatny. Drugą stronę medalu stanowi rażący idiolekt przekraczania granicy w drugą stronę – wpada w tony minoderii. Jakby narrator chciał, żebyśmy powiedzieli, że wcale nie jest taki słaby, jak sam się o sobie wypowiada. Z drugiej strony pojawia się to nieznośne przytoczenie opinii na temat podobieństwa swojej twórczości do Sebalda…

Nic nie wiem na temat samooceny autora, natomiast bardzo podoba mi się jego humanizm. Żywe portrety bohaterów – Albert, Celina, Andrzej (ten drugi), pani częstująca naleśnikami, nawet kierowca taksówki częstujący czym innym – każdego widzę, a nie tylko mgliście wyobrażam. Autor znalazł w każdym jakiś wdzięczny gest, zachowanie, które działa lepiej niż akapity opisów wyglądu i charakteru. Zawsze w punkt. Zważywszy na krótką formę, wskazuje to na kunszt Środy oraz jego bycie-ku-człowiekowi.

Gdy autor snuje jasną linearną opowieść, wychodzi mu to na dobre. Język jest przejrzysty, a gdzieniegdzie wplatane aforyzmy cieszą oko i głowę. Czuję, że przy bardziej misternych, fragmentarycznych strukturach zaczyna się gubić. Zdaje się, jakby myślał nawiasami (sporo dygresji, wtrąceń i podważania własnych decyzji).

Pisarz ma w tym zbiorze dość uciążliwą manierę metarefleksji. Często wychodzi z historii i przygląda jej się z boku. Stąd moja teza o problemie z czytelną narracją. Tak, generalnie może stanowić ciekawy zabieg. Prawda, ale ze swojej definicji działa wytrącająco, dlatego tym gorzej, że autor większości tych momentów nie rekompensuje czymś ciekawym. Zatrzymuje się, wskazuje palcem przed siebie, ale czytelnik widzi pustkę (albo co gorsza – coś zupełnie oczywistego). Po paru takich niepotrzebnych gestach tracę zaufanie do przewodnika.

Styl jest oszczędny, ale stara zasada „Pisz krótkimi zdaniami!” w paru opowiadaniach (np. „Bang bang”) została potraktowana zdecydowanie zbyt poważnie. Na tyle poważnie, że coś, co w teorii ma skupić czytelnika na treści, odciąga jego uwagę na rzecz poszatkowania zdania. Może miało to podkreślić fragmentaryzm tomu wyrażony we wciąż parafrazowanym zdaniu „zapisując na bieżąco rzeczy zdarzające się w podróży”? Gdy założenie intelektualne zniechęca do czytania, to coś mogło pójść niepomyślnie. Niemniej choćby „Archiwum” jest dobrze napisane, bo jest przede wszystkim czytelne. A wcale nie traci na tym głębia interpretacji te matu!

Zbiór tekstów świadczy o zdolności głębokiego wejrzenia Krzysztofa Środy zarówno w siebie, jak i w drugą osobę. Warto po tom sięgnąć, nie tyle ze względu na walory literackie, co raczej intelektualne. „Rzeczy zdarzające się w podróży” to podróżniczy humanizm w Armenii, na Mazurach i wewnątrz własnej duszy. Z błyskotliwym okiem oraz inteligentnym spojrzeniem, ale nieprzyjemny w przyswajaniu.

[buybox-widget category=”book” ean=”9788383961651″/]

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ