środa, 17 czerwca 2015
WydawcaMedia Rodzina
AutorMałgorzata Pietrzyk
RecenzentPiotr DObrołęcki
Miejsce publikacjiPoznań
Rok publikacji2015
Liczba stron32


Otrzymaliśmy brawurowe wiersze,
może nawet wierszyki, bo ich tematyka
nie jest zbyt poważna, i jest to tylko
część radości, jaką nam sprawił poznański
wydawca znany z umiejętności
wyszukiwania talentów pisarskich i graficznych.
Drugą część zawdzięczamy ilustratorce,
Emilii Dziubak, która w odróżnieniu
od debiutującej poetki, jest osobą
znaną i docenianą w środowisku książki
najbardziej poważnej, bo przeznaczonej
dla dzieci. Chociaż jesteśmy pewni, że
przy lekturze „Słonia” bawić się będą nie
tylko rodzice czy dziadkowie, czytając
zawarte w tej niewielkim zbiorze wiersze
swym dzieciom i wnukom, ale też osoby
sięgające po taką lekturę z powodów profesjonalnych,
jak też i dla całkowicie własnej
przyjemności.

Profesjonaliści już uznali „Słonia” za
wydarzenie, za wspaniałą kontynuację
najlepszych tradycji polskiej poezji dla
dzieci, legendy Jana Brzechwy czy całkiem
współczesnych dokonań Małgorzaty
Strzałkowskiej. Zabawa słowem,
do której z różnym skutkiem przymierza
się wielu autorów, tutaj osiąga najwyższe
rejestry. Przykłady? Proszę bardzo! Już
w pierwszym wierszu zatytułowanym po
prostu „Hipopotam” czytamy: „My grube
hipopotamy wprost uwielbiamy piżamy.
Nosimy obszerne spodnie z luźną
gumką – bo tak nam wygodnie”. I za taką
wygodną gumką czyta się kolejne zwrotki
i następne wiersze. A straszny sen słonia?
Wyglądał tak: „Słoń obudził się z rykiem.
Przyśniło mu się, że był … czajnikiem!”.
Sen był straszny, koszmarny, w końcu snu
słoń „upadł na ziemię z krzykiem…” Co
było potem? Jeszcze gorzej! „Nazajutrz
śnił, że jest jamnikiem”. Szkoda, że jeszcze
nie ma wiersza o słoniu w jamnika
przemienionego, ale bardzo prosimy, aby
powstał.

Na pewno istnieje niejeden jeszcze nieznany
wiersz krakowskiej autorki, bo nie
jest możliwe, aby jej dorobek zamykał się
tylko w czternastu utworach zawartych
w książce. Z pewnością i autorka, i wydawca
zadbają, aby wkrótce wyobraźnią
najmłodszych zawładnęły następne zwierzęta.
Teraz bohaterami wierszy oprócz
hipopotama i słonia są też jeż, miś, żyrafa,
wiewiórka, chomik, a nawet pchły.
Jak wiemy w polskiej literaturze dla dzieci
Pchła Szachrajka zajmuje jedno z najbardziej
poczesnych miejsc, więc ponowne
przywołanie tych niezbyt lubianych
zwierzątek stanowi pewien akt odwagi.
Autorka jednak sprostała temu wyzwaniu
i zgrabnie zrelacjonowała pchlą rozmowę
o śniadaniu – z udziałem psa, ale jemu
było oczywiście „trochę nie w smak”.

Zbiór kończy wiersz zatytułowany
„Kolibryna”, która z narzucającą się
dźwiękowo kolubryną nie ma nic wspólnego,
gdyż jest żoną … kolibra. A jak wiadomo,
co zapisano w ostatnim zdaniu:
„koliberki lubią wycinać czasem numerki”.
Czekamy więc z dużym zaciekawieniem
na numerki następne.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ