
Tytuł powieści Graeme Macrae Burneta od razu zapowiada wejście w świat psychoterapii. Londyn, lata sześćdziesiąte – to czas jej intensywnego rozwoju. Burnet powołuje do życia terapeutę, w którego istnienie wierzymy od pierwszych stron, mimo że okazuje się on tworem literackim. Ten celowy zabieg ze strony powieściopisarza przysporzył mu wiele satysfakcji; w wywiadach opowiadał o licznych wyszukiwaniach w internecie nazwiska nieistniejącego Collinsa Braithwaite’a. Geniusz czy hochsztapler? Na to pytanie będzie próbowała odpowiedzieć bohaterka o wymyślonej tożsamości, niejaka Rebecca Smyth (nawiązania do postaci Rebeki Daphne du Maurier zamierzone). Siostra Rebeki była pacjentką Braithwaite’a i w wyniku terapii popełniła samobójstwo. Rebeka postanawia rozwikłać tajemnicę śmierci Veroniki, decydując się na podjęcie terapii u kontrowersyjnego terapeuty, którego metoda pracy polegała na zachęcaniu pacjentki do „zabicia własnego ja”.
Powieść czyta się jak najlepszy kryminał, autor miesza tropy, budując wielowątkową powieść psychologiczną, gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje. Podwójne życie narratorki tworzy przed czytelnikiem rodzaj powieści szkatułkowej, a niejednoznaczność postaw buduje między terapeutą a jego pacjentką przewrotny wspólny mianownik. Główna bohaterka usiłuje prowadzić śledztwo i to jest jeden tor, w powieściową narrację wplecione są również zeszyty pisane przez Rebekę, co wprowadza czytelnika w meandry relacji między siostrami. Motywacje psychologiczne postaci są wielowymiarowe, zaś napięcie między tym, co świadome, a tym, co ukryte, buduje niesamowitą dramaturgię. Burnet mówił w wywiadach, że napisał powieść o dysfunkcyjnej rodzinie i skutkach braku komunikacji. Trzy lata temu książka była nominowana do Nagrody Bookera, co samo w sobie jest wystarczającą rekomendacją, by po nią sięgnąć.
[buybox-widget category=”book” ean=”9788383960715″/]















